Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Kultura

Wiadomości z Netflixa, czyli ordynarna propaganda TVP

„Wiadomości” TVP o migracji w Europie „Wiadomości” TVP o migracji w Europie TVP
Po skandalicznej manipulacji w „Wiadomościach” TVP należy zadać pytanie – czy można pogodzić istnienie demokracji i demotywatorów?

W ramach kampanii nienawiści wymierzonej w uchodźców program „Wiadomości” TVP wyemitował materiał straszący „nielegalnymi migrantami”, którzy rzekomo stwarzają problemy od 2015 r. (kiedy miał miejsce poprzedni kryzys uchodźczy). Dla podkreślenia wagi wypowiadanych słów przedstawiono filmik ukazujący mrożące krew w żyłach sceny z komentarzem: „To nagranie z jednego ze szwedzkich miast. Napastnicy podjeżdżają na motocyklach i strzelają z broni maszynowej, po czym spokojnie odjeżdżają. Podobne sytuacje w całej Europie to już niemal codzienność”. Szybko okazało się, że zaprezentowane nagranie pochodziło z planu emitowanego na Netflixie serialu sensacyjnego „Szybki cash”; co ciekawe, jeden z aktorów, Jozef Wojciechowicz, ma polskie pochodzenie.

Memy bojowe i kłamstwa prawicy

Opozycyjny komentariat jest tak przywykły do kłamstw i manipulacji mediów rządowych, że całość skwitowano śmiechem – pojawiły się np. memy o „wzroście przestępczości w Hiszpanii” ilustrowane kadrem z serialu „Dom z papieru” czy przedstawiające ponurą rzeczywistość USA zniszczonych przez atak Marsjan z „Wojny światów”.

Przyłapana na tak ordynarnej manipulacji stacja tłumaczyła się na Twitterze: „W materiale o fali przestępczości w Szwecji wykorzystano inscenizowane ujęcie. Autor materiału nie stwierdził, że przedstawia prawdziwe wydarzenie, ale że w podobny sposób wygląda sytuacja w wielu szwedzkich i europejskich miastach oraz państwach. To stwierdzenie jest prawdziwe”. Bezczelność tego oświadczenia mnie oburza, ale nie dziwi – przedstawianie fikcji jako faktów od lat stało się podstawowym narzędziem sieciowej wojny prawicowych trolli.

Prawica, która uwielbia powtarzać za Józefem Mackiewiczem, że „tylko prawda jest ciekawa”, czy gasić wrażliwych młodych ludzi hasłem „faktów nie obchodzą twoje uczucia”, w rzeczywistości z kłamstwa i emocji uczyniła swoją podstawową broń. Sprzyja jej chaos współczesnego przesycenia mediami – w natłoku prezentowanych w strumieniach informacji przebijają się proste i nacechowane silnymi emocjami komunikaty. Takie jak prezentowane w klasycznym formacie „demotywatorów” – zdjęcia z krótkim hasłem i podpisem. Fotografia ze swej natury oszukuje ludzki mózg – skoro coś widzimy, to dzieje się naprawdę. Podpis nadaje kontekst i wysyła przekaz, cóż, że zmyślony – mało kto ma czas i ochotę na weryfikację wiadomości. W ten sposób urosła nie tylko nienawiść wobec osób w kryzysie uchodźczym, ale także ruchy antyszczepionkowe, antyaborcyjne czy nienawistne wobec osób LGBT. Nie ma w tym nic śmiesznego, gdy uświadomimy sobie, że ta sieciowa propaganda ma realne ofiary.

Czytaj też: „Ludzi trzeba ratować”. Aktywiści na dołku za wsparcie uchodźców

Telewizja kłamie. A internet?

„Demotywatory” wyszły z sieci – pojawiają się jako wydruki na demonstracjach, a nawet na mównicy sejmowej (co ostatnio w ramach walki z LGBT zademonstrował poseł Piotr Kaleta z PiS, pokazując przerobione zdjęcie pobrane z sieci – trzem Amerykanom protestującym przeciwko obostrzeniom covidowym ktoś w miejsce karabinów wkleił ogromne sztuczne penisy). Także to, co w ostatnich latach reprezentują sobą „Wiadomości” TVP, to naturalne przedłużenie tych internetowych sztuczek. Obraz czy wideo – by pokazać, że coś faktycznie ma miejsce – i kłamliwy komentarz. Przyłapanie na kłamstwie niczego nie zmienia, według podstawowej zasady memetyki wygrywa przecież nie mem, który jest prawdziwy, a ten, który ma silniejszy nadajnik. TVP wciąż jest jedynym źródłem informacji w wielu polskich domach. Popularne w PRL hasło „telewizja kłamie” już nie działa – wtedy było wiadomo, że kłamie znienawidzony reżim, propaganda miała twarz Jerzego Urbana. Dziś kłamią ludzie, którzy zostali wybrani w demokratycznych wyborach, elektorat trzyma więc ich stronę, dopóki czuje, że reprezentują jego interesy.

A dlaczego owo hasło nie zamieniło się w „internet kłamie”? W sieci newsy pojawiają się „znikąd” i często mają twarz kogoś, komu ufamy. Swoje dołożyły mechanizmy mediów społecznościowych – algorytmy Facebooka dobierają grupę ludzi, z którymi wchodzimy w najgłębsze relacje, co jest nieco samosprawdzającą się przepowiednią: skoro Facebook nam ich pokazuje, to właśnie z nimi mamy interakcje. Zgodnie zaś z tym, że ma być przyjemnie, zostajemy w końcu w grupie ludzi, z którymi się zgadzamy; dostajemy więc wiadomości, które chcemy dostawać. Część społeczeństwa pragnie potwierdzenia, że umierający na granicy uchodźcy to naprawdę potencjalni bandyci, dzięki temu łatwiej odwracać wzrok od tragedii dziejącej się na naszym podwórku.

Łatwo ten mechanizm zaobserwować w komentarzach o ofiarach jakiegoś wypadku czy innego nieszczęścia – empatia nie pozwala na identyfikację z ofiarą, jakby to uczucie było zbyt nieznośnie silne, pojawiają się więc pytania: „dlaczego wszedł na jezdnię”, „a jak była ubrana”, które pozwalają na zbudowanie sobie muru obojętności.

Czytaj też: Szukając ludzi w lesie. Relacja ze strefy stanu wyjątkowego

Koniec Szwecji

Na marginesie warto też zwrócić uwagę na czarną legendę Szwecji. Kraj, który w latach 80. był przez Polaków traktowany jak raj (wystarczy wspomnieć film „300 mil do nieba”), stał się obiektem ataków zarówno nacjonalistycznej, jak i neoliberalnej prawicy. Historie o strefach „no go”, do których nie ma wstępu policja, powtarzały również media należące do głównego nurtu. Z jakiegoś powodu Polska woli wpatrywać się w USA, które są dysfunkcyjne w zakresie praw pracowniczych czy ochrony zdrowia; może czujemy się wtedy lepiej, gdy nie trzeba zadawać takich trudnych pytań jak: „dlaczego właściwie nie możemy żyć jak w Skandynawii?”.

Zamiast tego przyglądamy się uważnie każdej rysce na wizerunku północnego raju, w czym pomagają zarówno reportaże, jak i szwedzka ponura literatura kryminalna. Cóż z tego, że wojna gangów pokazana w TVP pochodziła z Netflixa, skoro wszyscy wiedzą, że naprawdę tam tak jest! Nie ma za czym wzdychać, rodacy...

Czytaj też: Akcja ratowania afgańskich informatyków

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Nowe szaty tyrana. Dlaczego Putin zaatakował i co go dziś przeraża?

Sergei Guriev, profesor ekonomii, były doradca prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa i były główny ekonomista EBOiR, o tym, co może czekać Putina i Rosję pod jego dyktatorskimi rządami.

Jacek Żakowski
18.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną