Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Kultura

Bilety też drożeją. Kultura walczy z pandemią i… inflacją

Do pandemii utrudniającej życie sektorowi kultury dołączył kolejny przeciwnik: inflacja. Do pandemii utrudniającej życie sektorowi kultury dołączył kolejny przeciwnik: inflacja. Wesley Pribadi / Unsplash
Do pandemii utrudniającej życie sektorowi kultury dołączył kolejny przeciwnik: inflacja. Ale są sposoby, żeby bilety do kin, teatrów i na koncerty kupować taniej.

O tym, że kultura jest zazwyczaj ostatnia w łańcuchu codziennych potrzeb, wiadomo nie od dziś. Dwa lata pandemii skazały cały sektor na niełatwą orkę: przymusowe zamknięcie, niepewność, ograniczenia w liczbie widzów, epidemiologiczne obostrzenia, cięcia budżetu. W 2022 r. w sukurs przychodzi jeszcze inflacja – ceny rosną z dnia na dzień, kiedy więc produkty codziennego użytku drożeją, kto będzie przejmował się biletami do teatru, kina czy na koncert? Raport opublikowany pod koniec listopada przez ARC Rynek i Opinia zdaje się nie pozostawiać złudzeń: skoro raptem 14 proc. badanych otrzymało podwyżkę w drugiej połowie 2021 r., odbije się to na sektorze kultury. Prawie 60 proc. badanych deklaruje, że kino, teatr i koncerty to te wydatki, na których zamierzają oszczędzać. Czy czekają nas puste sale?

Dekoracje i kostiumy też kosztują

W ubiegłym tygodniu na wysokie ceny biletów (140 zł za „Matkę Joannę od aniołów”) w Teatrze Narodowym na łamach „Gazety Wyborczej” zwrócił uwagę Arkadiusz Gruszczyński. Jednych cena oburzyła, dla wielu nie była niczym nadzwyczajnym, zwłaszcza jeśli spojrzeć na spektakle w innych miejscach w stolicy i w Polsce. Wszystko zależy od tego, czy teatr ma organizatora w postaci miasta, ministerstwa czy marszałka województwa. Ceny w innych instytucjach wahają się więc od 40–55 zł („Bowie w Warszawie” w Teatrze Studio czy spektakle w Teatrze Nowym) do 70–110 zł (TR Warszawa). Nieco inaczej wygląda sytuacja w teatrach prywatnych, co dziwić nie powinno, bo bazują przede wszystkim na sprzedaży biletów – w Polonii można je kupić za 65–160 zł, z kolei w Teatrze 6. piętro – 100 zł. Wystarczy jednak wyjrzeć poza stolicę – spektakle we wrocławskim Teatrze Capitol kosztują od 50 do 110 zł, a w Teatrze Muzycznym w Gdyni od 90 do 150. Co ważne: na najbliższy kwartał zostały raptem pojedyncze miejsca.

Można się zżymać, że skoro teatr dostaje dofinansowanie w postaci pieniędzy publicznych, bilety powinny być o wiele tańsze. Ale wsparcie publiczne to raptem część budżetu (czasem jedna trzecia) i teatry muszą zarabiać także na sprzedaży. A ta w czasie pandemii nie była łatwa – najpierw placówki zamknięto, potem mocno ograniczono obłożenie widowni, ale też utrudniono wynajem impresaryjny. Do tego dochodzą zmieniające się koszty sprzętu, ekipy i obsługi, które z powodu przerw po pandemii i inflacji rosną. Rosną koszty budowy dekoracji, materiałów na kostiumy czy elementy plastyczne. Dochodzi rozmiar widowni czy zainteresowanie. Czy w takiej sytuacji nadal należy oczekiwać, że ceny pozostaną takie same albo będą „przystępne”?

Czytaj też: „Łagodniejszy” omikron zgotuje nam armagedon

45 zł za spektakl? Za mało!

Stali bywalcy wydają się to rozumieć, ci, którzy w teatrze pojawiają się okazjonalnie, pewnie z większą trudnością. Ale i dla nich są przygotowane promocje: sam Teatr Narodowy przygotowuje tańsze bilety – na „Woyzecka” i „Ślub” można zdobyć je za 45 zł. Jednych to do teatru przyciągnie, inni nie oglądają się na ceny, bo cenią sobie jakość sztuki – na jednym z teatralnych profili pojawił się nawet komentarz: „45 zł za tak dobrą »robotę« to stanowczo za mało...”.

Z oryginalną i egalitarną ofertą wyszedł Teatr Studio, który we wrześniu uruchomił akcję „Płać, ile możesz” z myślą o widzach o skromniejszych zasobach finansowych. Można samemu zdecydować, ile chcemy zapłacić – najniższa kwota to 15 zł.

Złotówka więcej za bilet do kina

Stałe są ceny na wystawy w największych muzeach, chociaż i te potrafią zaskoczyć. Wystawa w Muzeum Narodowym w Krakowie kosztuje 28 zł, a w Warszawie 20, czasowe w obu – 25 zł. Droższe ceny ma Muzeum Narodowe we Wrocławiu – wstęp na otwartą w grudniu monograficzną wystawę Magdaleny Abakanowicz to koszt rzędu 35 zł, a na Panoramę Racławicką aż 50 zł. Takie placówki również objęły ograniczenia, a do tego dochodzą koszty konserwacji prac i utrzymania przestrzeni.

Wzrosły także ceny w multipleksach. Pod koniec grudnia Multikino i Cinema City o 50 gr, a w styczniu cena biletów w kinach Helios wzrosła o złotówkę. Na seanse teoretycznie nie można wchodzić z jedzeniem i napojami, które znacząco wpływają na budżet placówek. Ale i tu ceny są różne w zależności od miejsca i miasta. W Warszawie w Helios Blue City i w Multikinie bilety można kupić za 27,90 zł. W tym drugim można się pospieszyć i zapłacić promocyjne 19,90 zł. Mowa oczywiście o biletach kupowanych w dniu seansu – jeśli kupimy je z wyprzedzeniem trzydniowym, najtańsze dostaniemy nawet za 14,90. Chyba że nie mieszkamy w stolicy – w Multikinie w m.in. takich miastach jak Gdańsk, Wrocław czy Kraków taka kwota jest aktualna czasem też w dniu projekcji.

Czytaj też: Europa widzi światło w tunelu. Tam, gdzie władza zdała egzamin

Karnety na festiwale – też w górę

O wzroście cen głośno zrobiło się już latem, kiedy organizatorzy gdyńskiego festiwalu Open’er zaanonsowali nowe ceny karnetów. Swoje zrobiła pandemia, ale też inflacja, zwłaszcza jeśli tak duże wydarzenie nie odbyło się przez dwa lata. „Informujemy, że w związku z ogromnym wzrostem kosztów organizacji wydarzeń, w tym festiwali, a także bardzo wysoką inflacją, jesteśmy zmuszeni zmienić ceny biletów i karnetów festiwalowych na rok 2022” – możemy przeczytać w komunikacie. Bilet na jeden dzień festiwalu kosztuje 349 zł, karnet czterodniowy 699 zł. Najszybsi mogli kupić bilety w puli Early Birds za 539 zł. Organizatorzy pozostałych letnich imprez ze wzrostem cen się nie afiszowali, ale te są również widoczne. Karnet na festiwal Tauron Nowa Muzyka w 2019 r. kosztował 329 zł, obecnie 379 zł, na Off Festival 330 zł przed trzema laty, teraz 399 zł.

Jeśli nie wiosną (bo nie wiadomo, jak kolejne fale pandemii wpłyną na aktywność instytucji kultury), to jesienią nadejdzie pora na koncerty i festiwale klubowe. Tu również są szerokie widełki. Przykładowo na gdańskim festiwalu Jazz Jantar na koncerty największych gwiazd muzyki jazzowej – w ostatnich latach grali tam Sons of Kemet czy Nils Petter Molvaer, objeżdżający największe europejskie festiwale – bilety można kupić za 105 zł. Ale jeśli ktoś kupi z wyprzedzeniem, może dostać je nawet za… 15 zł.

Czytaj też: Lato bez festiwali

Kulturze należy się wsparcie

W poruszaniu się w gąszczu cen i ofert wśród instytucji kultury najmniejsze problemy mają ich stali bywalcy. Przyzwyczajeni do cen i jakości niezależnie od pandemii i inflacji będą z niej korzystać. Można się zżymać na drożyznę i postulować, że kultura ma być tańsza i dla wszystkich. Dla wszystkich na pewno, ale sama się nie utrzyma i tak jest nie od dziś – na siebie musi zarobić nawet ta publicznie dotowana. Organizatorzy starają się regularnie wychodzić odbiorcom naprzeciw, ale warto pamiętać, że ulgi w czasie pandemii nie miały, a wręcz mocno pod górkę. Po dwóch niełatwych sezonach warto je solidarnie wesprzeć. Najpierw skorzystają na tym instytucje kultury, potem my, ich widzowie i widzki.

Dr Grzesiowski: Jak przejść przez piątą falę pandemii

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Diagnoza: borelioza. Ale czy na pewno?

W Polsce mnożą się fałszywe rozpoznania boreliozy. Oraz medycy, rzekomi specjaliści od tej choroby. A także rzekomi chorzy, spanikowani, że padli ofiarą kleszcza.

Paweł Walewski
07.11.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną