Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Kultura

Polska w pigułce z Polfy

Rozmowa z Łukaszem Barysem, laureatem literackiego Paszportu POLITYKI

Łukasz Barys (ur. w 1997 r. w Pabianicach) – Autor książki poetyckiej „Wysokie słońce” (2020 r.), za którą otrzymał nagrodę na festiwalu Złoty Środek Poezji. Za swój debiut prozatorski „Kości, które nosisz w kieszeni” (wyd. Cyranka, 2021 r.) otrzymał Paszport POLITYKI. Łukasz Barys (ur. w 1997 r. w Pabianicach) – Autor książki poetyckiej „Wysokie słońce” (2020 r.), za którą otrzymał nagrodę na festiwalu Złoty Środek Poezji. Za swój debiut prozatorski „Kości, które nosisz w kieszeni” (wyd. Cyranka, 2021 r.) otrzymał Paszport POLITYKI. Leszek Zych / Polityka
To książka o dorastaniu, młodzieńczym buncie, smutku, bo świat jest dla nas, młodych, nieprzyjazny, a przyszłość rysuje się w ciemnych barwach – mówi 25-letni laureat literackiego Paszportu POLITYKI Łukasz Barys.
Kościół św. Mateusza Apostoła i św. Wawrzyńca Męczennika w Pabianicach.Getty Images Kościół św. Mateusza Apostoła i św. Wawrzyńca Męczennika w Pabianicach.
Rzeka Dobrzynka płynąca pomiędzy postindustrialnymi budynkami dawnej Fabryki Wełny Powelany.MOS810 CC by SA/Wikipedia Rzeka Dobrzynka płynąca pomiędzy postindustrialnymi budynkami dawnej Fabryki Wełny Powelany.
Polityka
Polityka
materiały prasowe
Polityka

Sobota w Pabianicach. Pusto, tylko spory ruch w stronę cmentarza, który odgrywa ważną rolę w „Kościach, które nosisz w kieszeni”, nagrodzonej Paszportem POLITYKI powieści Łukasza Barysa. Przechodzimy przez wąską rzekę Pabiankę, która w książce podmywa cmentarz i roznosi śmierć dalej. Centrum rozkopane, bo pod ulicą odkryto cmentarz. A najmodniejsza pizzeria mieści się tuż obok hurtowni zniczy.

JUSTYNA SOBOLEWSKA: – Pabianice kojarzą się głównie z fabryką leków.
ŁUKASZ BARYS: – W Polfie pracowała moja babcia. Na produkcji leków. Teraz to jest Adamed. Jedziemy przez centrum, które zimą trochę wymiera. Od kiedy zaczęli kopać, to śmierć wychodzi na powierzchnię i nie można przejechać. Ta śmierć to cmentarz z XIX w., położono na nim drogę, a teraz kości wychodzą na powierzchnię. No ale może kości są koniecznym kosztem postępu? Niebawem będzie jechał po nich tramwaj.

A tutaj kościół, do którego brzydka księżniczka Pabianka przechodziła z Zamku przez tajny tunel. Każde dziecko w Pabianicach o tym słyszało. Ta legenda w mojej książce zajmuje bardzo ważne miejsce. To historia o feudalizmie, patriarchacie, dyktaturze piękna, swoista antybaśń.

Niektóre stare ulice są brukowane kocimi łbami, na jednej z nich poniemiecka rudera sąsiaduje z luksusowym apartamentowcem. Zaglądają sobie do okien. A na dole apartamentowca – lumpeks. Wszystko razem. Na wymarłym rynku stoi wielki pomnik Bojowników o wolność, relikt komunizmu, o który toczą się boje, czy usuwać, czy zostawić. Życie z centrum miasta przeniosło się do Tkalni, nowego centrum handlowego, obok mieści się czterogwiazdkowy hotel w pofabrycznych budynkach. I fabryka leków. Chciałem opisać to miejsce, ale bałem się, że to nikogo nie zainteresuje, tymczasem okazało się, że to jest całkiem uniwersalna przestrzeń.

Wymyślił pan bohaterkę Ulę, żeby nikt nie dopatrywał się autobiografizmu?
Chciałem uciec od autobiograficznego charakteru tej powieści. Ula miała być inna, ale potem się okazywało, że nie da się uniknąć pewnych wspólnych elementów. Miałem przeświadczenie, że chcę pisać fikcję, żeby się nie uzewnętrzniać. W Uli jest sporo ze mnie. Odkryłem perspektywę dziewczyny na początku pracy i dzięki temu znalazłem odpowiedni język. I ta proza sama zaczęła się układać. Zaczęło mi się lepiej pisać. Całkiem przyjemne było wejście nie w skórę, ale w jej sposób mówienia i postrzegania świata. Ula mnie prowadziła. Czasem logiczne ciągi zdarzeń same z siebie wynikały. Zaczęło się od opowieści o chodzeniu na cmentarz, to było opowiadanie. Dopiero później, kiedy szukałem motywu, ramy dla tej opowieści, napisałem rozdział początkowy o kościach, symboliczny z otwieraniem ziemi. I to mnie poprowadziło dalej, okazało się, że całą tę powieść można postrzegać jako rzecz o relacji tego, co na powierzchni, i tego, co pod ziemią, ukryte, wstydliwe, pogrzebane.

Lubi pan odwiedzać ten cmentarz?
Moja mama miała takie hobby: ze swoją koleżanką chodziły na cmentarz i szukały rodzinnych korzonków. Chodziły i zastanawiały się nad życiem ludzi z pomników i nagrobków. To chodzenie na cmentarz nasiliło się ostatnio, w czasach pandemii nie było dokąd iść, cmentarze były nie tylko „kinem dla biedaków”, jak w książce, ale miejscem dla ludzi, którzy nie mają gdzie iść, bo wszystko pozamykano. Wyrosłem wśród opowieści, nie miałem w rodzinie postaci szczególnie istotnych, żadnych bohaterów narodowych, więc to były raczej opowieści o przeszłości, o codzienności, o jakichś zupełnie powszednich sytuacjach, które w głowie osoby piszącej nabierają czasami charakteru niemal mitycznego. A kiedy moja babcia umarła (tak jak babcia Uli), to zaczęliśmy myśleć o tym, co zrobić; uświadomiłem sobie wtedy, że umieranie ma charakter ekonomiczny, ziemski. Zobaczyłem cmentarz jako arenę zależności klasowych – miejsce można kupić drogo albo tanio, albo położyć się z kimś, ustawić kopiec, pomnik albo zaledwie „wanienkę”, czyli nabrzeże nagrobne, jak rodzina Uli.

Czy babcia też nie chciała takiej „wanienki”?
Babcia dawała dokładne instrukcje, gdzie chce leżeć, nie chciała narażać rodziny na wysokie koszty, więc chciała leżeć w grobie po kimś, nie w nowym. Ale pomnik chciała mieć. Może nawet chciała kupić go, postawić i wygrawerować napis przed śmiercią, żeby nie zostawiać nikomu problemu. Przez kilka ostatnich wigilii mówiła, że to już jej ostatnia. Tak się z nami i z samą śmiercią przekomarzała. Na początku myślałem, że to będzie historia bardziej społeczna, o życiu w małym mieście i dorastaniu, ale zaczął pojawiać się wątek fantastyczny, miałem swoje różne przemyślenia związane z duchami, literaturą o duchach. Moja rodzina jest trochę przesądna – rozmawiało się u nas o tym, co się śniło, że to znak itp. Babcia była religijna, ale w różne znaki, przesądy też wierzyła i się nimi przejmowała. Dużo czasu spędzaliśmy razem, pamiętam nasze przekomarzanie się. Ale to tak jak w „Kościach...” – babcia zarzuca wnukom i córce różne rzeczy, lecz tak naprawdę się kochają.

Wróćmy do duchów. Podobno bardzo ważne są dla pana „Dziady” część II.
„Dziady” i „Balladyna”. Do niej wrócę w kolejnej książce. Moje „Kości” są taką wariacją na temat „Dziadów”, zastanawiałem się nawet, czy dać motto z Mickiewicza. „Dziady” mnie fascynowały jako opowieść o powracaniu duchów i jednocześnie krytyka społeczna: zły pan jest wręcz dość stereotypowy, to taki krwiopijca. I do tego tajemnica umierania i tajemnica powrotów na ziemię. W „Dziadach” jest też element męskiej kontroli – postać Zosi, która musi odbyć karę, bo nie chciała przytulać chłopców.

Bardzo mocno wybrzmiewa w tej opowieści słowo „bieda”. W ostatnim czasie zajrzała w oczy wielu z nas.
Bieda jest stygmatyzowana, wstydliwa. Nie wiem, czy ta książka nie rodziła się w strachu przed niedostatkiem i z poczucia solidarności z tymi, którym źle się wiedzie. Ale rodzina Uli to nie jest żadna „patologia”. Ula czyta, wzrusza się przy „Reducie Ordona” i „Kamieniach na szaniec”, romantycznych lekturach o wybitnych postaciach. Tylko że Ula jest całkiem przeciętną postacią, nie ma żadnego wielkiego talentu, oprócz tego, że posiada zupełnie nieprzeciętną wiedzę o pabianickim cmentarzu. W Polsce bardzo wielu ludzi żyje w ciężkich warunkach mieszkaniowych. Oglądam czasem program „Nasz nowy dom” na Polsacie, w którym pani Katarzyna Dowbor remontuje domy, i ci ludzie mają właśnie często komputery i telefony, ale dom im się wali, bo trudniej dziś zrobić remont, niż kupić komputer. Jest też coś takiego, jak wstyd tych dzieci, że nie można nikogo zaprosić do domu.

Chciałem napisać powieść, a nie manifest. Przy takich tematach pojawia się pokusa, żeby pójść w stronę tendencyjną, za bardzo publicystyczną. A to wtedy literacko wypada gorzej. Sztuka polega na tym, żeby znaleźć język do pisania o tematach drażliwych. Dla mnie najważniejsza w powieści jest fraza, rytm zdania. Wierzę, że w samym języku można znaleźć klucz do ludzkiego cierpienia. Kiedy czytałem „Koniec z Eddym” Édouarda Louisa czy „Powrót do Reims” Didiera Eribona, to zobaczyłem, że można pisać na tematy społeczne, można dziś zrobić „Dziady” na nowo. „Dziady” właśnie, a nie „Redutę Ordona”.

Czy wiedza polonistyczna nie przeszkadza czasem w pisaniu?
Równocześnie studiowałem polonistykę i prawo w Łodzi. Prawo przydało mi się w kwestiach testamentu, który zostawia babcia. Choć oczywiście nie ma tego za wiele. W ogóle uważam, że spadki są najbardziej „niesamowitą” częścią prawa. W czerwcu skończyłem polonistykę, napisałem pracę magisterską o naturze w twórczości Justyny Bargielskiej. Wyniosłem z tych studiów choćby to, że ważne są motywy powracające: że wszędzie mają pojawiać się kości, jak w „Lalce”, gdzie ciągle pojawiają się lalki, przewijają się w różnych momentach.

Motyw lalki też pojawia się w „Kościach”.
Duże wrażenie na mnie zrobił esej Piotra Pazińskiego „Atrapy stworzenia” i ten fragment jest nim zainspirowany. Sonia bawi się lalkami na początku, potem lalki Barbie siedzą na łóżku babci, która wygląda jak lalka. Paziński pisał, że lalka jest jednocześnie martwa i żywa; i umierająca babcia jest królową tych lalek, ponieważ w niej dopełniają się życie i śmierć. Inne figurki to postacie tworzone przez Sonię z plasteliny. Albo Pawełek, zmęczony po pracy, podobny do zużytej marionetki.

Powiedział pan przy odbieraniu Paszportu, że nie spodziewał się, że ta wystukana na zajęciach online książka zostanie dostrzeżona.
W moim przypadku to zamknięcie pandemiczne okazało się produktywne. Ten czas, który spędzałem na dojazdach do Łodzi, przeznaczyłem na pisanie. Debiutanci są w paradoksalnej sytuacji, bo nie jest łatwo, bo wydawcy nie chcą ryzykować, ale z drugiej strony jednak dużo osób interesuje się debiutami, bo każdy debiut to coś nowego, nowy głos.

To też jest książka o dorastaniu.
O dorastaniu i młodzieńczym buncie. Trochę „antyczarnkowa”. Ula jest pyskata i mam wrażenie, że dziś dzieciaki są bardziej świadome politycznie i zaangażowane niż w moich czasach. Jak ja byłem w szkole, to sobie nie wyobrażałem, żeby ktoś chodził na strajk klimatyczny; moja szkoła była dość prawicowa. Dziś mam wrażenie, że to się zmienia, a może młodzież zawsze jest w jakiejś kontrze do rzeczywistości. Więc to książka o dorastaniu, młodzieńczym buncie, smutku, bo świat jest dla nas, młodych, nieprzyjazny, a przyszłość rysuje się w ciemnych barwach.

Czasem dorośli bagatelizują młodzieńczy smutek i melancholię. Ula ma powody, by widzieć świat na czarno. Ciekawy jestem, jak tę książkę przeczytaliby licealiści, może „Kości” trafią do młodszych czytelników, oni się w smutku Uli zanurzą?

Myśli pan o wyjeździe z Pabianic?
Jeszcze chyba nie chcę. Jestem przywiązany do tych kości tutaj. Lepiej się czuję, pisząc o tutejszych sprawach. Zresztą historię Dory Diament odkryłem, przeglądając gazetę „Nowe życie Pabianic”, numer walentynkowy. Wielka literatura, Kafka, przeplata się tutaj z tym, co pospolite, z sinicami w stawie w głównym punkcie spotkań młodzieży nazywanym Lewitynem. Na studiach, gdy odbywałem praktyki w „Nowym Życiu Pabianic”, prowadziłem śledztwo w sprawie tych sinic. Jeździłem wtedy na rowerze przez wyludnione w upale miasto i robiłem sondę uliczną, jak się ochłodzić latem.

Dorastałem w Pabianicach, a trochę w Piątkowisku, w pobliskiej wsi. Fascynuje mnie nurt wiejski i chciałbym coś napisać o współczesnej wsi, nie tej rozmodlonej i magicznej z przeszłości. Dziś to wygląda zupełnie inaczej. Pisanie o Pabianicach jest postrzegane jako coś nadzwyczajnego, bo wielu młodych piszących chciałoby uciec, używają amerykańskich realiów i nazwisk. A chyba najlepsze, co może zrobić piszący, to pisać o tym, co jest mu bliskie. Pabianice są miejscem, gdzie śmierć wychodzi spod ziemi. Nie mogą położyć asfaltu, bo leżą trumny z XIX w. obłożone czarną folią. Nie wiem, czy takie miasta mogą się zmienić. Ludzie nie bardzo wiedzą, gdzie leżą Pabianice, i odbierają tę opowieść jako historię o prowincji. Tymczasem to właściwie wcale nie jest prowincja, ale centrum – 15 min od Łodzi. Pabianice to taka Polska w pigułce z Polfy.

ROZMAWIAŁA JUSTYNA SOBOLEWSKA

***

Łukasz Barys (ur. w 1997 r. w Pabianicach) – absolwent filologii polskiej i student prawa na Uniwersytecie Łódzkim. Autor książki poetyckiej „Wysokie słońce” (2020 r.), za którą otrzymał nagrodę na festiwalu Złoty Środek Poezji. Za swój debiut prozatorski „Kości, które nosisz w kieszeni” (wyd. Cyranka, 2021 r.) otrzymał Paszport POLITYKI.

***

KBF operator programu Kraków Miasto Literatury UNESCO i Partner Nagrody Paszporty POLITYKI w Kategorii Literatura, ufundował dodatkową nagrodę dla Laureata tej Kategorii w postaci miesięcznej rezydencji literackiej w Pałacu Potockich w Krakowie, którego jest współgospodarzem.

Pałac Potockich tętni życiem: słowem, muzyką, wydarzeniami ze świata intermediów, sztuk wizualnych oraz spotkań sieciujących rozmaite środowiska. To miejsce spotkań z publicznością i gośćmi ważnych festiwali oraz miejsce wspólne dla środowiska literackiego. Prezentowane są tu dokonania Stypendystów Miasta Krakowa i twórców związanych z miastem. Pałac stał się wizytówką Krakowa – miasta europejskiej kultury, a zarazem miejscem codziennej pracy wielu środowisk.

Rynek Główny 20 to kulturalny adres na mapie Krakowa, którego współgospodarzem jest KBF – operator programu Kraków Miasto Literatury UNESCO, Partner Nagrody Paszporty POLITYKI w kategorii Literatura. Prezentowany tu bogaty całoroczny program wydarzeń składa się, m.in., z premier nowości wydawniczych firmowanych przez KMLU, dyskusji tematycznych, kreatywnych warsztatów literackich dla osób w różnym wieku czy pokazów powiązanych z literaturą filmów. To przestrzeń łącząca dziedzictwo i kreatywność, dostępna dla wszystkich i otwarta na pomysły krakowianek i krakowian.

Więcej informacji o KBF, programie KMLU, rezydencjach oraz Pałacu Potockich: www.kbf.krakow.pl, miastoliteratury.pl, literaryresidenciespoland.pl oraz palacpotockich.krakow.pl

Polityka 6.2022 (3349) z dnia 01.02.2022; Kultura; s. 76
Oryginalny tytuł tekstu: "Polska w pigułce z Polfy"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Gerhard Schröder, towarzysz Putina. Toksyczny związek na dobre i złe

Były kanclerz Gerhard Schröder, który wciąż nie wyrzekł się przyjaźni z gospodarzem Kremla, jest symbolem wszystkich niemieckich problemów z Rosją. Ale wcale nie najgorszym.

Marek Orzechowski
19.05.2022
Reklama