Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Fragment powieści Jennifer Egan „Domek z piernika”

. . mat. pr.
Zbiorowość jest jak grawitacja: prawie nikt nie potrafi się jej oprzeć. W końcu oddają jej wszystko. A wtedy ona staje się jeszcze bardziej wszechwiedząca. Prawie nikt nie potrafi się oprzeć zbiorowości. Roxy będzie wyjątkiem.

Wyglądasz na szczęśliwą, Rox – zauważa Chris, przytulając ją na powitanie, nim ona wślizgnie się na jedno z krzeseł przy stole do gry w małej sali spotkań w Pogodnym Dniu. Właśnie połknęła przy oknie swoją dawkę i oddała pusty kubek, a teraz przepłukuje usta wodą, żeby resztka metadonu nie uszkodziła szkliwa jej zębów.

– W czym tkwi twój sekret? – Czyj, mój? – Roxy unosi ręce, udając niewiniątko. Wszyscy wiedzą, że jest niereformowalną pozorantką, która próbuje sobie zasłużyć na powrót do dawek przyjmowanych w domu po kolejnym niedobrym wyniku badania moczu.

Chris bacznie jej się przygląda. Jego empatia ociera się o telepatię. Roxy rzeczywiście ma tego ranka sekret: jej Kostka Świadomości Mandali – prezent od sióstr na przy- padające w przyszłym tygodniu pięćdziesiąte ósme urodziny – ma zostać dostarczona właśnie tego dnia. Powodem, dla którego poprosiła o Poznaj Swoją Podświadomość, nie jest, jak w przypadku wielu znanych jej osób, chęć wykorzystania Świadomości Zbiorowej do rozwiązania tajemnicy: „Kim był ten dzieciak, który mnie pobił?”, „Gdzie jest tamten nauczyciel, który mnie dotykał?”, „Kto zabił mojego przyjaciela?”. Albo z większą nadzieją: „Co się stało z facetem, z którym wypiłam piwo w Cafe Trieste w latach dziewięćdziesiątych?”, „Kto masował mi plecy na koncercie Green Day w parku Golden Gate?”. Historie roznieconej na nowo miłości wzruszają Roxy do łez, ale nie zdołały za- chwiać przekonaniem Chrisa, że wyeksportowanie własnej świadomości z jakiegokolwiek powodu, nawet jeśli ma nim być uchronienie się przed demencją, jest poważnym błędem.

– Gdyby na tym się kończyło, to może i tak – słyszała, jak mówił – ale nigdy się na tym nie kończy. Zbiorowość jest jak grawitacja: prawie nikt nie potrafi się jej oprzeć. W końcu oddają jej wszystko. A wtedy ona staje się jeszcze bardziej wszechwiedząca.

Prawie nikt nie potrafi się oprzeć zbiorowości. Roxy będzie wyjątkiem. Nie interesują jej wspomnienia innych ludzi. Ona chce jedynie ponownie przeżyć swoje najlepsze dni – chwile, o których wie, że nie dorówna im nic, co nastąpi później.

Tego dnia przy stole siedzi czterech stałych graczy i jeden nowy, napakowany i wytatuowany wszędzie z wyjątkiem twarzy zapadniętej jak u metamfeciarza. Chris przeprowadza go przez etap rzucania kostką i wypełniania karty postaci. Roxy nie jest zaskoczona, kiedy nowy gracz postanawia być Elfką. Wygląda na to, że ludzie często wybierają postacie D&D będące przeciwieństwem ich codziennego ja. Krzepcy mężczyźni grają Niziołkami, delikatni – Barbarzyńcami, a to skłania Roxy do zastanawiania się, w ramach nietypowego dla niej skrętu w stronę filozofowania, które z tych ja są tak naprawdę nimi.

– To zależy, który świat uważasz za prawdziwy – powiedział z uśmiechem Chris, gdy kiedyś go o to spytała.

Teraz macha ku niej pustym arkuszem postaci i mówi:

– Co ty na to, Rox? Czy dziś jest ten dzień?

Roxane kręci głową. Ona także zagrałaby swoim przeciwieństwem: D&D-ową wersją swojego szesnastoletniego ja, żywego srebra z energią buzującą w piersi, żołądku i pachwinach, które bez strachu wytrzymywało spojrzenie każdego mężczyzny, rzucając im wyzwanie. Jak by to wyglądało w kategoriach D&D i jak mogłaby o to spytać, nie przynosząc sobie wstydu? Roxy straciła cnotę w wieku trzynastu lat ze swoim pierwszym chłopakiem, Terrence’em Chenem, który był w przedostatniej klasie liceum, a potem rzuciła Terrence’a i wyruszyła na poszukiwanie mężczyzn po dwudziestce i trzydziestce, którzy potrafili spełnić jej oczekiwania. Szczyciła się swoimi niepowodzeniami. Oberwała pięścią! Robiono jej płukanie żołądka! Mimo to jej twarz w lustrze wyglądała świeżo i nieskazitelnie, jej ptasie rysy oczarowywały nawet ją samą. Była chłopczycą, tak mówiła jej matka. Nie miała ani grama tłuszczu.

Roxy odnalazła Terrence’a Chena – jego internetową wersję – gdy zaraz po trzydziestce w nowiuteńkim tysiącleciu przeprowadziła się do północnej Kalifornii. Wtedy każdy odnajdował każdego w internecie. Terrence, jak się okazało, też przeprowadził się do Bay Area i był weterynarzem w hrabstwie Marin. Na swojej stronie internetowej wyglądał na umięśnionego przystojniaka, uśmiechał się nad obłokiem sierści golden retrievera, a poza tym wszystko wskazywało na to, że ma kilkoro dzieci i żonę o włosach takiego samego koloru jak sierść tego psa. Roxy rozważała przez chwilę, czy nie wybrać się do weterynarza Terrence’a ze swoim świeżo przygarniętym kotkiem, mimo kłopotu, jaki sprawiłoby wleczenie się z nim na drugą stronę zatoki. Zdecydowała jednak, że tego nie zrobi. Jeszcze nie. Musiała wkroczyć do lecznicy Terrence’a jako niekwestionowana zwyciężczyni. Wtedy nadal była ładna. Lana i Melora zapłaciły za przy- wrócenie jej uśmiechu po tym, jak straciła kilka zębów, oraz za wyprostowanie jej nosa po paskudnym złamaniu. Po trzydziestce była szczupła i elegancka, wciąż umiała tańczyć. Poza tym jednak zmagała się z uzależnieniem od heroiny i miała za sobą dwanaście lat, które Terrence prawdopodobnie uznałby za stracone. Musiała co najmniej wyrównać, a jeszcze lepiej przebić wynik, jaki on osiągnął w światowym życiu, nim postawi na jego drodze swoje już nieco mniej ładne, lecz wciąż niezaprzeczalnie ładne ja. Sława załatwiłaby sprawę. Roxy zawsze wierzyła, że ją zdobędzie i inni też w to wierzyli. A zaraz po tym, jak przeprowadziła się do San Francisco i namierzyła Terrence’a – od tamtej chwili upłynęło już prawie dwadzieścia pięć lat – sława nie była jeszcze wykluczona.

Akcja Dungeons & Dragons rozwija się z szybkością lodowca. Roxy nie może się nadziwić głębokiemu zaangażowaniu graczy, którzy nigdy nie wydają się zniecierpliwieni. Zupełnie jakby reszta życia spowolniła, by dopasować się do tempa gry. Nowa Elfka zdobywa Zwinne Dłonie i pewne magiczne przedmioty, by uratować pozostałych graczy przed bandą rozbójników w prastarym lesie. Lasu nie ma na żadnych obrazkach, przedstawia go mapa narysowana ręcznie na staromodnym arkuszu papieru milimetrowego w rodzaju tych, jakie Roxy pamięta z lekcji geometrii. Inne arkusze reprezentują lochy, karczmy, miasta, katakumby, a nawet przestrzeń kosmiczną: olbrzymi świat powiązanych ze sobą światów, który między kolejnymi sesjami gry można przechowywać w szarej kopercie. Czasami gracz opuszcza jedną mapę przez „portal” i pojawia się na innym arkuszu papieru milimetrowego. To przejście wydaje się Roxy elektryzujące. Z jednego świata do drugiego, tak po prostu! Ilekroć gracz pojawia się na nowym arkuszu, Chris i Molly zmieniają się na pozycji lidera. Gra nie ma końca.

Chris i Molly nie są na terapii. Nie są też parą. Chris jest z Samanthą, a Molly ma dziewczynę o imieniu Iris. Do zeszłego roku Chris prowadził tę grupę z Colinem Binghamem, swoim najlepszym przyjacielem z dzieciństwa, który przed ośmioma miesiącami zmarł z powodu przedawkowania. Chris jeszcze nie odzyskał po tym swojej dawnej beztroski. Dla Roxy ta śmierć także była szokiem. Colin nie miał trzydziestu lat, był wystarczająco młody, by do głównego nurtu życia z raptem jedną niewartą wzmianki luką. Cera Colina była czysta, wciąż miał zęby. On i Chris dorastali razem w Crandale w stanie Nowy Jork, gdzie jako chłopcy grali w D&D. Molly Cooke też jest ich przyjaciółką z tamtych czasów. Po odejściu Colina zajęła jego miejsce, ale jest potulna, brak jej pewności siebie, poza tym próbuje się wszystkim przypodobać, więc Roxy musi bardzo się starać, żeby jej nie nienawidzić.

Żaden z graczy nie chce, żeby sesja się skończyła – nigdy nikt tego nie chce – i być może powolność gry jest formą odwlekania jej końca. O dziewiątej muszą jednak udostępnić salę na cotygodniowe zebranie ciężarnych klientek Pogodnego Dnia. Kilka młodych kobiet z dużymi brzuchami czeka już w korytarzu, gdy gracze wychodzą, rozprawiając wesoło o swoim starciu z rozbójnikami, jakby to było prawdziwe zdarzenie.

Chris i Molly zanoszą książki i mapy do swojego biura na wyższym piętrze budynku, w którym mieści się Pogod- ny Dzień. Firma Chrisa, Mondrian, organizuje sesje gry w ośrodkach terapii w całym Bay Area. Ściany małego biura Mondriana są obwieszone plakatami ukazującymi smoki ziejące ogniem i zabójców w pelerynach. Nie brak w nim też półek wypełnionych książkami o magicznych stworach oraz żelaznej figurki orka, którą Chris znalazł w porzuconym przez kogoś bagażu. Roxy zaczęła jednak powoli podejrzewać, że granie w grę jest przykrywką dla jakichś głębszych interesów Mondriana. Magowie i Barbarzyńcy mają specjalne umiejętności i mają je także Byłe Ćpunki – a jedną z tych umiejętności jest Wyczucie Podstępu. Roxy wie. Jej okolica jest pełna podwójnych znaczeń: gazeciarz za rogiem Słonecznego Dnia sprzedaje piguły Oxy, kwiaciarka stoi na czatach, a w Betty’s, pobliskiej jadłodajni serwującej dania w porze lunchu, można zdobyć od pomocników kelnera heroinę, jeśli człowiek się wcześniej zapowie. Ponieważ Roxy jest dobra w Udawaniu Nieświadomości – następna umiejętność Byłej Ćpunki – ludzie zwykle nie uważają przy niej na słowa. Robiąc użytek z Pozornej Nieuwagi i Pustego Spojrzenia, podsłuchała, jak Chris rozmawia przez telefon o „umowach”, „uosabianiu” i „naśladownictwie”. Słyszała, jak powiedział: „Popyt jest gigantyczny” i „Ma ucho do dialogu”. Umiejętności Roxy zawodzą ją jednak, gdy trzeba ustalić, co to wszystko znaczy. Czy to wina dysleksji? Charakter prawdziwej pracy Chrisa i Molly jest dla niej równie niezrozumiały jak okoliczne narkotykowe dziuple stanowią zagadkę dla kobiety, która parkuje mercedesa w garażu przy O’Farrell Street i postukując wysokimi obcasami, idzie do opery w zwiewnej turkusowej sukni. Poza tym, że te głębsze interesy Mondriana są legalne (brak broni i strachu przed policją) i nie przynoszą zysku (mieszkanie Chrisa jest maleńkie), Roxy nie wie nic. Cokolwiek to jest, Chris robi to z miłości.

Jennifer Egan, „Domek z piernika”, tłum. Anna Gralak, Wydawnictwo Znak Literanova, Kraków 2023, s. 197-203

Książkę można zamówić pod tym adresem.

Polityka 14.2024 (3458) z dnia 26.03.2024; Kultura; s. 115
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Łomot, wrzaski i deskorolkowcy. Czasem pijani. Hałas może zrujnować życie

Hałas z plenerowych obiektów sportowych może zrujnować życie ludzi mieszkających obok. Sprawom sądowym, kończącym się likwidacją boiska czy skateparku, mogłaby zapobiec wcześniejsza analiza akustyczna planowanych inwestycji.

Agnieszka Kantaruk
23.04.2024
Reklama