Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kultura

Prosto w ucho

Najnowsza płyta brytyjskiego zespołu Radiohead dostępna jest wyłącznie w Internecie. Cenę ustala sam nabywca, może być nawet darmo. W takiej sytuacji wielki przemysł fonograficzny nie ma już nic do roboty.

Amerykański magazyn „Time” porównuje proces wydawania płyty przez koncern fonograficzny do ciąży i połogu: „Trwa to zwykle dziewięć miesięcy – pisze publicysta tygodnika – a ból bywa trudny do zniesienia”. W owym akcie bolesnych narodzin uczestniczą całe rzesze akuszerów: sprzedawców, prawników, promotorów medialnych, speców od reklamy, dystrybutorów, a wreszcie pracowników tłoczni dysków kompaktowych. Artysta jest gdzieś na końcu tego łańcucha osób i instytucji i nawet w sytuacji sukcesu rynkowego zarobi połowę tego, co mógłby zarobić jeszcze kilka lat temu. Oto jeden z powodów, dla których Radiohead, ikona ambitnego rocka ostatnich dwóch dekad, postanowił ominąć pośredników i zdać się na łaskę fanów.

Nowy album Radiohead „In Rainbow” można ściągnąć z Internetu, deklarując cenę od 0 funtów, czyli także za darmo. Wydawałoby się, że ryzyko handlowe jest ogromne, a jednak nawet drobne kwoty, które już wpływają na konto zespołu, tworzą czysty zysk, którym nie trzeba się z nikim dzielić. Znawcy zagadnienia mówią w związku z tym o rewolucji w biznesie muzycznym i przewidują rychły koniec nie tylko tradycyjnej fonografii, ale też bankructwo całkiem przecież nowoczesnych internetowych sklepów muzycznych w rodzaju iTunes. Byłaby to zmiana totalna nie tylko w odniesieniu do handlu muzyką, ale też do modelu jej konsumowania. Jeśli bowiem inni wykonawcy pójdą śladem Radiohead (a już są takie zapowiedzi), będziemy kolekcjonować nagrania na podobnej zasadzie, jak odbiera się ogólnodostępne programy telewizji komercyjnych, czyli bez świadomości, że ponosimy jakieś realne koszty.

O tym, że polityka wielkich międzynarodowych koncernów płytowych (tak zwanych majors) jest dla nich samobójcza, mówi się od dawna. Utrzymujące się od lat na tym samym poziomie ceny płyt w sytuacji, gdy za niewielkie pieniądze można ściągać pliki muzyczne z sieci, same w sobie są dowodem, że nabywca w sklepie z płytami pokrywa koszty całego rozbudowanego aparatu produkcji i dystrybucji, a przy okazji daje zarobić marketerom i reklamodawcom.

Polityka 43.2007 (2626) z dnia 27.10.2007; Kultura; s. 70
Reklama