Obrazki z masakry
„Tajny agent”, czyli obrazki z masakry. „Gwałty, morderstwa, tortury. Wszystko zostało wymazane”
JANUSZ WRÓBLEWSKI: Gdy w ubiegłym roku „I’m Still Here” Waltera Sallesa zdobył Oscara dla najlepszego filmu międzynarodowego, mówiono, że to głos odświeżający pamięć Brazylijczyków na temat wojskowej dyktatury. Teraz pan wraca do tych samych mrocznych lat 70. Skąd ta potrzeba mówienia o przeszłości?
KLEBER MENDONÇA FILHO: Skończyłem 56 lat, dekady mijają, pamięć się wyostrza, więc jestem wystarczająco dorosły, by spojrzeć z dystansem na zachodzące zmiany. W ten sposób doszedłem do 1977 r., gdy miałem dziewięć lat. Ale to nie miało być o mnie. Chodziło raczej o dziwną atmosferę panującą wtedy w Brazylii, zupełnie inną niż obecnie, głównie z powodu przemocy i bezkarności reżimu wojskowego, który wtedy panował.
Terror przeminął.
Tak, ale ostatnio mieliśmy coś w rodzaju jego odrodzenia za sprawą prezydenta Bolsonaro. Ten człowiek uosabiał najgorsze wartości skrajnej prawicy. Jego rządy, zakończone próbą zamachu stanu po przegranych wyborach w 2022 r., przejawiały się powrotem kompletnego szaleństwa, niewyobrażalnej korupcji, nieodpowiedzialnych decyzji, takich jak podżeganie do homofobii czy likwidacja ministerstwa kultury. Przyniosły jego zwolennikom nostalgię za zbrodniczą epoką. To była bezpośrednia inspiracja dla mojego filmu. Po upadku junty Brazylia bardzo się zmieniła, cywilizacyjnie poszła naprzód i oto nagle znów znalazła się w trudnym momencie. Zaczęliśmy słyszeć rzeczy, których dawno już się nie mówiło publicznie, jakbyśmy wrócili do paranoi lat 70.
I w związku z tym co się panu przypomniało?
Jedną z rzeczy, którą doskonale zapamiętałem z dzieciństwa, było nienaturalne zachowanie dorosłych. Ja beztrosko się bawiłem w pokoju, a rodzice obok nagle zniżali głosy, zaczynali mówić do siebie coś szeptem, a potem kontynuowali normalnie rozmowę.