Wojownik z sąsiedztwa
Matt Damon, wojownik z sąsiedztwa. Ten Odyseusz broni składać nie zamierza
Film „Odyseja” jest globalnym hitem, od premiery zarobił ponad 911 mln dol. W sieci wciąż trwają spory o nolanowskie odczytanie Homera (opisywaliśmy je w poprzedniej „Polityce”). Najnowszą odsłonę napędzają: zrównująca obraz z ziemią („brakuje mu głębi psychologicznej, emocjonalnej, politycznej i etycznej”) recenzja prof. Emily Wilson, brytyjskiej starożytniczki i autorki pierwszych kobiecych tłumaczeń na angielski „Iliady” i „Odysei”, oraz równie bezkompromisowa i brutalna odpowiedź pisarki Joyce Carol Oates.
Podczas gdy można dyskutować o wizji Nolana, nie sposób reżyserowi odmówić konsekwencji w jej przeprowadzeniu. Jego „Odyseja” jest opowieścią skrojoną pod współczesną wrażliwość, odbija się w niej dzisiejszy świat; historią o tym, że wojny uderzają także w tych, którzy je wywołali i nawet, jak im się wydaje, wygrali. To przesłanie także dla Ameryki Donalda Trumpa. Nolan obsadził film hollywoodzkimi gwiazdami, bo – jak tłumaczył w „Los Angeles Times” – „ich znajome twarze pomogą współczesnej publiczności poczuć się w starożytnej historii jak w domu”.
Matta Damona zatrudniał wcześniej do mniejszych ról w „Interstellarze” i „Oppenheimerze” (zagrał tu gen. Leslie Grovesa, dyrektora Projektu Manhattan). Postać Odyseusza – kochającego męża i ojca, i targanego wyrzutami sumienia żołnierza, do którego dociera ogrom krzywd, jakie wyrządził, i który rozumie, że jego wygrana jest w istocie klęską – pisał już z myślą o nim. „Ma tak świetny kontakt z publicznością, że wciąga ją w swoją rolę.