Rozmowa z Arturem Rojkiem

Off Festival - najbardziej offowa edycja
Startujący 6 sierpnia Off Festival to impreza poświęcona muzyce alternatywnej. Już w 2006 r., po jego pierwszej edycji, która spotkała się z ogromnym zainteresowaniem, Artur Rojek, frontman zespołu Mysloviz i jednocześnie - szef festiwalu, postanowił, iż będzie on organizowany każdego roku. O kulisy Off Festival pytamy Artura Rojka.

Joanna Wojdas: Skąd pomysł na taki festiwal? Twój pomysł?

Artur Rojek: Tak, mój. Jestem zarówno artystą, jak i fanem, zwykłym odbiorcą muzyki. Zrobiłem festiwal z miłości do dźwięków, zgodnie z tym, co czuję. Interesują mnie rzeczy nowe, burzące schematy, idące pod prąd, czyli te, które działają w tak zwanym OFFie, w alternatywie wobec tego, co mainstreamowe.

A dlaczego tutaj, w Mysłowicach?

Tutaj mieszkam, tutaj się urodziłem i tutaj jest to klimatyczne kąpielisko pamiętające przedwojenne czasy. Kapał się tutaj Kazimierz Kutz, jak był młodym chłopakiem i Fidel Castro, kiedy odwiedzał Mysłowice. Uwielbia tu przyjeżdżać Zbigniew Preisner, a Mogwai uważa to miejsce za najładniejsze w tej części Europy. No i ja mam do niego sentyment.

Dla kogo przeznaczony jest ten festiwal?

Dla wszystkich ludzi, którzy uważają się za fanów muzyki. To jedyny festiwal w Polsce, pokazujący to, co najciekawsze i najnowsze w świecie muzyki na tak dużą skalę.

Ile osób przyciąga?

Różnie. Od kilku do kilkunastu tysięcy.

Co wyróżnia Off Festival pośród innych polskich festiwali?

To festiwal muzyki alternatywnej. Najbardziej aktualny komentarz kondycji muzyki w tym ujęciu. To niepowtarzalna atmosfera tego miejsca, wspaniali ludzie, którzy dyskutują nie tylko o muzyce, ale i o sztuce, książkach i filmach. Miażdżące koncerty. Każdego roku odbiorca wyjeżdża z Mysłowic bogatszy o wiedzę na temat nowych zjawisk w sztuce.

 

 

W zeszłym roku zorganizowaliście wystawę rozsianą w przestrzeni miasta.  W tym roku będzie można zobaczyć filmy artystów video (Johanny Billing, Agnieszki Brzeżańskiej, Jespera Justa, Joanny Rajkowskiej, Salli Tykkä). Skąd otwarcie akurat na sztuki wizualne?

Na festiwal przyjeżdża wielu fajnych ludzi, których interesuje jeszcze dużo innych rzeczy, oprócz muzyki. Chciałem wykorzystać ten potencjał. Uważam, że w sztukach wizualnych jest ogromna moc i po tym, co już udało się zrobić, nie myliłem się! Poza tym na Śląsku działa wielu świetnie do tego nadających się ludzi. W tym, jak i w ubiegłym roku współpracuję ze świetnym kuratorem Sebastianem Cichockim, z Galerią Kronika z Bytomia i z Fundacją No Local.

Kiedy zaczynaliście przed czterema laty, nie było festiwalu z taką muzyką w Polsce, ani w Europie Środkowo - Wschodniej. Do tej pory tak jest. Z jednej strony nisza do wypełnienia, z drugiej ryzyko, że trafi się w próżnię, że zainteresowani się nie dowiedzą, a od powodzenia pierwszej edycji wiele zależy. Jednak zainteresowani dowiedzieli się. Zadziałaliście promocyjnie, czy raczej stało się to oddolnie, zadziałała poczta pantoflowa wśród miłośników muzyki alternatywnej?

Rynek w naszym kraju ma duże możliwości, ale wciąż jest nieprzewidywalny. Cały czas się go uczę. Mam wrażenie, że każdego roku robię festiwal od początku, bo każdego roku jest inny. Ten rok będzie bardzo ciekawy. To najbardziej offowa edycja ze wszystkich. Myślę, że mogę sobie na to pozwolić po trzech latach. Sam jestem ciekawy, jak będzie.

Czy scena takiej muzyki w Polsce tak właśnie funkcjonuje?

Potencjał publiczności jest duży, ale wymaga kreowania gustów tak, aby odbiorca wyciągał rękę dalej niż tylko do tego, co dają mu popularne mediowe supermarkety. Tak jak kiedyś edukowali nas Kaczkowski z Beksińskim, tak teraz edukacją muszą się zająć inni.

Dobierasz artystów, bardziej według swojego gustu, czy bardziej pod kątem tego, o czym było najgłośniej w ostatnim roku w muzyce alternatywnej?

Dobieram repertuar pod szerokim kątem tego, o czym było najgłośniej w kontekście muzyki na całym świecie. Dużo słucham, śledzę, czytam recenzje, bywam na najważniejszych imprezach w świecie, przyglądam się. Taka jest moja rola.

 

 

Stworzenie programu dla tak dużego festiwalu (kilkudziesięciu wykonawców, z Polski i zagranicy, niekiedy niszowych) to mnóstwo pracy. Ogarniasz to wszystko, pracujesz wciąż sam, czy ktoś Ci pomaga?

Dyrektor artystyczny jest tylko jeden (śmiech), ale organizacyjnie pomaga mi wielu ludzi.

Program robi się bardziej alternatywny. W jakim kierunku zmierzcie: robić coraz większy festiwal z gwiazdami, czy prezentować coraz bardziej różnorodną, coraz bardziej niszową muzykę alternatywną?

Zamierzam to w przyszłości połączyć.

Co roku na Off Festiwalu grają legendy, niektóre wręcz na tę okazję wznawiają działalność, jak Brygada Kryzys, czy Lenny Valentino. W tym roku będzie to yassowa Miłość. Reaktywuje się tylko na jeden koncert?

Myślałem już o tym w tamtym roku, kiedy Leszek Możdżer grał z projektem Lutosphere. Pytanie zadałem najpierw jemu, potem Tymonowi. Okazało się, że trafiłem na dobry moment, bo Panowie zastanawiali się nad tym. Z tego, co wiem na razie to jedyny koncert.

Które koncerty poleciłbyś już jako słuchacz? Po których nie do końca wiesz, czego się spodziewać?

Wszystko może być zaskoczeniem. Myślę, że miażdżące koncerty dadzą Fucked Up, Health i Monotonix. Niezapomniane wrażenia pozostaną po The National, Spiritualized, Wire. Dla fanów polskiej muzyki gratką będzie Lech Janerka, który odegra legendarny album "Historie Podwodne" czy reaktywacja Miłości z Leszkiem Możdżerem i Tymonem Tymańskim.

A jednak da się zrobić festiwal bez marki sponsora w nazwie...

To festiwal skierowany do ludzi chcących iść pod prąd. Myślę, że zdecydowanie lepiej dla mojego sponsora, jak i dla mnie, jest wyodrębnienie tego. OFF Festival jest wspierany przez mBank!

 


 
Czuję się na Waszym festiwalu trochę jak na obozie harcerskim: poperlowskie kąpielisko, las, dosyć siermiężne warunki, luźna atmosfera sprzyjająca nawiązaniu kontaktów i rozmowom o muzyce, brak zadęcia, obok ciekawe miasto, które żyje podczas festiwalu swoim życiem, a nie myślą, jak żyć z festiwalu. Ma to dobre i złe strony. Na pewno tworzy to nieartystowską atmosferę, miasto nie zamienia się kiermasz, z drugiej trochę ciążą niedociągnięcia logistyczne: sanitariaty na polu namiotowym, ciężko coś zjeść na mieście. Będzie z tym lepiej?

Proszę mi uwierzyć, kiedyś w tym mieście nic takiego wcześniej się nie działo, a teraz jest z roku na rok lepsze pole namiotowe, przestrzenie galeryjne, przyjeżdżają świetni artyści z całego świata. Wszystko w swoim czasie. Co do restauracji i hoteli, no to już pytanie do władz miasta. Jeżeli są inteligentni, to wykorzystają ten potencjał, a jeżeli nie, to będzie tylko ich wina.

Na ile z Wami współpracują?

Współpracują pewni ludzie. Zaangażowani są przede wszystkim Prezydent Miasta i Miejskie Centrum Kultury. Poza tym w mieście trwa walka o władzę i nie wszyscy są wstanie patrzeć dalej niż czubek własnego nosa.

Czy festiwal jest rozpoznawalny zagranicą?

Tak. Świadczy o tym zestaw artystów. To nie takie proste zaprosić najgorętsze nazwy sezonu na festiwal, który konkuruje z dziesiątkami innych na świecie, mającymi miejsce właśnie w ten weekend. Poza tym odwiedza nas coraz więcej dziennikarzy z zagranicy. W tym roku pojawi się „Vice Magazine", „Drowned in Sound", „Under The Radar", i „Filter Magazine". Poza tym dziennikarze z Czech, Węgier i Niemiec.

A czy Rojek-organizator festiwalu nie tłumi i nie ogranicza Rojka - artysty?

Zabiera mi to dużo czasu i jednocześnie wywołuje głód. Kiedy skończy się festiwal, zamierzam oddać się komponowaniu.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj