Film

Superczar

Recenzja filmu: „Shazam!”, reż. David F. Sandberg

Kadr z filmu „Shazam!” Kadr z filmu „Shazam!” mat.pr. / Polityka
„Shazam!” jest podobny do bardzo udanego „Spider-Man: Homecoming”, bo też dotyczy nastolatka, który nagle dostał supermoce i próbuje nauczyć się odpowiedzialnie z nich korzystać.

Zabawny, uroczy i nieszkodliwy film o superbohaterach z serii DC Extended Universe (czyli oparty na komiksach konkurującego z Marvelem DC Comics). Po nieudanych eksperymentach ze zbyt poważnym formatem DC poszło w stronę kina nie tylko rozrywkowego, ale również takiego, które swobodnie oglądać mogą rodzice z większymi dziećmi.

„Shazam!” jest nawet podobny do bardzo udanego „Spider-Man: Homecoming”, bo również dotyczy nastolatka, który nagle dostał supermoce i próbuje w komediowych i niespecjalnie groźnych okolicznościach nauczyć się odpowiedzialnie z nich korzystać. 14-latek Billy (Asher Angel) przez przypadek trafia do miejsca, gdzie jeszcze niedawno czarodziej Shazam (Djimon Hounsou) pilnował demonów reprezentujących siedem grzechów głównych. Zły Dr Sivana (Mark Strong) uwolnił je i schował w swojej błyszczącej na fioletowo gałce ocznej. Shazam potrzebuje więc wsparcia i sprawia, że Billy zaklęciem może zmieniać się w najlepszą wersję siebie. Ma wtedy staromodny czerwony kostium z żółtą błyskawicą, dorosłe ciało, wyjątkowe umiejętności, ale nadal zachowuje się jak nastolatek (w czarodziejskim wcieleniu gra go Zachary Levi).

Niestety obie wersje Billy′ego zagrane są bez wyraźnej współpracy między aktorami i nie mają prawie cech wspólnych. Ani ich próby radzenia sobie z wyjątkową sytuacją, ani konfrontacja z Dr. Sivaną nie są w „Shazam!” specjalnie emocjonujące. Za to wszystkie możliwe sceny kradnie im błyskotliwy i zabawny Freddy, brat Billy′ego z rodziny zastępczej. Gra go Jack Dylan Grazer, utalentowany 15-latek, który wcześniej wypłynął w Hollywood trochę podobną rolą w horrorze „To”.

Shazam!, reż. David F. Sandberg, prod. USA, 2019, 132 min

Reklama

Czytaj także

Rynek

Włoski strajk na polskich drogach

Włoskie firmy drogowe ogłosiły, że rozpoczętych w Polsce budów mogą nie skończyć, jeśli nie dostaną dodatkowych pieniędzy. W wyborczym roku będzie więc mniej przecinanych przez polityków wstęg, a więcej awantur. Jak do tego doszło?

Adam Grzeszak
21.05.2019
Reklama