Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Film

Viva Cuba

Archetypowy konflikt nienawidzących się rodzin.

Pomysł, aby mimo cenzuralnych obostrzeń opowiedzieć co nieco o biedzie i prawdziwych warunkach życia na Kubie, zasługuje na słowa uznania. Gorzej z fabułą, którą w „Viva Cuba” napędza bajkowy lub, jak kto woli, archetypowy konflikt nienawidzących się rodzin oraz rodzące się uczucie między dziećmi obu zwaśnionych stron.

Szekspirowski wątek zaczerpnięty z „Romea i Julii” w filmie Juana Carlosa Cremata Malbertiego wypada dość naiwnie, bo reżyser obniżył wiek bohaterów do niespełna dziesięciu lat i z tej perspektywy stara się opisywać egzotyczną rzeczywistość komunistycznej Kuby. Bunt i determinacja dojrzewającej dziewczynki oraz zakochanego w niej małego chłopca skłaniają ich do ucieczki z domu. Bez pieniędzy, mapy i pojęcia o czekających ich problemach jadą z Hawany na wybrzeże w poszukiwaniu ojca dziewczynki, który rozwiódł się z jej matką i pracuje tam jako latarnik morski. Chcą go przekonać, by nie zgodził się na wyjazd jej rodziny z Kuby.

Malberti balansuje między pragnieniem krytycznego spojrzenia na niełatwą codzienność kraju a wyidealizowanym, by nie powiedzieć propagandowym, wizerunkiem swojej ojczyzny, z którego ucieszyłaby się władza. Padają więc ostre słowa o tym, że nie da się żyć na Kubie, ale wypowiada je zubożała arystokratka, której rewolucja odebrała wszystko. W szkole dzieci uczą się czytać, poznając socrealistyczne czytanki o dojrzewającym zbożu zbieranym przez klasę robotniczą, lecz są szczęśliwe i zadbane, a na dodatek biorą udział w telewizyjnym show.

Czary propagandowej goryczy dopełnia widok speleologa upozowanego na legendarnego Che, który pomaga zagubionym i schorowanym dzieciom dotrzeć do celu ich wędrówki. Wiezie ich na motorze, głosząc prawdę objawioną o przyjaźni, która winna wznosić się ponad kłótnie. W ten sposób filmowa bajka zyskuje morał, a dorośli z łezką w oku mogą powspominać dawne czasy, kiedy wszystko wyglądało lepiej i piękniej.

  
 

Reklama

Czytaj także

Rynek

Mieszkania: ani kupić, ani wynająć. Prawdziwy dramat, fałszywe recepty władzy

Załamanie na rynku nieruchomości to społeczny dramat. Idealny temat na kampanię wyborczą. Po klęsce Mieszkania Plus rząd obiecuje tańsze kredyty, zapowiada walkę z patodeweloperami i zagranicznymi funduszami, które wykupują całe bloki. I diagnozy są tu fałszywe, i recepty.

Cezary Kowanda
04.02.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną