Recenzja książki Krzysztofa Michalskiego "Płomień wieczności. Eseje o myślach Fryderyka Nietschego"

Okamgnienie
Z Nietschego, ale czy dla nikogo?

Pisząc „Płomień wieczności", Krzysztof Michalski, rektor Instytutu Nauk o Człowieku w Wiedniu, autor świetnych i do dziś inspirujących środowiska filozoficzne książek o Heideggerze i Husserlu, sporo zaryzykował. Rezygnując z przypisów i naukowego sztafażu, a wybierając autora niezwykle frapującego, którego myśl obrosła całym szeregiem interpretacji - naraża się na zarzuty powierzchowności i wtórności. Chętniej popierając swe tezy spostrzeżeniami pisarzy (np. Kafki, Emily Dickinson czy Iwaszkiewicza) niż filozofów (a prosiłoby się na przykład o rzetelne ustosunkowanie się do interpretacji Deleuze'a) - stawia raczej na intuicyjne wczucie niż na systematyczną argumentację. Faworyzując narrację pierwszoosobową i odwołując się do własnych doświadczeń (służy temu m. in. wprowadzenie figury „Krzysia Michalskiego") - sytuuje się raczej w ramach poetyki wyznania niż naukowej rozprawy. W końcu można odnieść wrażenie, że niektóre z sygnalizowanych przez Michalskiego podobieństw (szczególnie między pismami Nietzschego a listami św. Pawła) opierają się tylko i wyłącznie na zbieżności użytych metafor (np. tytułowego płomienia). Można dodać tu jeszcze na przykład: pominięcie dorobku polskiej „nietzscheologii" (dzięki której nie musi się Michalski spierać z Michałem Pawłem Markowskim, ale też, jak sądzę, traci z oczu pokrewieństwo własnego odczytania i interpretacji Tadeusza Sławka, łączącego filozofię Nietzschego z myślą Blake'a), nazbyt profetyczny momentami zapał, zarzut imputowania Nietzschemu myślenia egzystencjalistycznego spod znaku Heideggera czy niedostateczne uzasadnienie wyższości miłości nad innymi naszymi doświadczeniami (np. przyjaźnią, o której chętnie mówi wspomniany Sławek) itd.

Nie mogły więc nie pojawić się głosy, według których charakter książki Michalskiego trafnie charakteryzuje podtytuł „Tako rzecze Zaratustra" Nietzschego - „Książka dla wszystkich i dla nikogo". Bo jeśli nie filozofami i teoretykami literatury, to kim mieliby być modelowi odbiorcy książki o autorze koncepcji woli mocy i wiecznego powrotu?

Otóż, najwidoczniej - to my wszyscy. Jeśli autor ryzykuje tak wiele, to robi to, jak sądzę, w imię dobrze pojętej uniwersalności filozofii. Po to, by pokazać, że jest ona sprawą moją i twoją, a nie wyłącznie przedstawicieli środowisk akademickich. Do tych ostatnich puszcza zresztą Michalski co chwila oko („jak pamiętacie", „jak wiadomo", „czy pamiętacie opowieść o..."), dając do zrozumienia, że doskonale zdaje sobie sprawę z wysuniętych przed chwilą zarzutów. Zresztą, większość z nich usprawiedliwia poetyka eseju: gatunku otwartego, fragmentarycznego i dopuszczającego, ba wręcz wymagającego, autorskiego, twórczego odczytania.

Napisać dobry esej - to niełatwa sprawa, a w „Płomieniu wieczności" możemy znaleźć ich aż dziewięć. Wszystkie z nich starają się dotknąć fenomenów niezwykle złożonych, takich jak wieczność, miłość, czas, religia, dających się opisywać wyłącznie za pomocą tak problematycznych kategorii jak niewyrażalność, nieopisywalność czy niepoznawalność. Jednak zamiast omijać newralgiczne, sporne kwestie i punkty zapalne Michalski brnie wprost w nie. Robi to umiejętnie i z iście tanecznym wdziękiem, osiągając przy okazji cel inny, poboczny (a może właśnie nie?), jakim jest krytyka uproszczonego i stereotypowego pojmowania myśli Nietzschego. Pod jego piórem autor „Ecce homo" zmienia się w myśliciela nie tylko interesującego, ale i żywego, zmagającego się z tymi samymi problemami, przed którymi z pewnością prędzej czy później stanie każdy z nas.

Książkę wieńczy najdłuższy i zarazem najbardziej chyba dyskusyjny esej o wiecznym powrocie, będącym z kolei najbardziej chyba dyskusyjną kategorią Nietzschego. Odczytanie Michalskiego nie aspiruje do grona wzorcowych interpretacji, wobec których nie można wysunąć poważniejszych zastrzeżeń - z pewnością jednak zaprasza do pełnej powagi rozmowy, a to należy uznać za spory sukces. W tym sensie „rzucający ogień na ziemię", wzniecający dyskusję i zmuszający do nigdy niegasnącej rozmowy „Płomień wieczności" jest książką prawdziwie Nietzscheańską.

Piotr Bogalecki, FA-art
 

Krzysztof Michalski, Płomień wieczności. Eseje o myślach Fryderyka Nietschego, Znak, Kraków 2007, s. 300

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną