Międzynarodowe Czytanie

Fragment książki: „Przedziwna sztuka porażki”

Jakie byłyby te korzyści, które niesie ze sobą porażka? Być może najoczywistszą z nich jest to, że porażka pozwala nam ujść karzącym normom, które dyscyplinują zachowanie.

Wraz z warszawskim Teatrem Studio redakcja „Polityki” proponuje swoistą alternatywę – lub uzupełnienie – do czytanych podczas Narodowego Czytania „nowel polskich”. Wyboru książek dokonało jury, w którego skład weszli: filozofka Agata Bielik-Robson, pisarka Małgorzata Rejmer, zastępca dyrektora Teatru Studio Tomasz Plata oraz nasi redakcyjni koledzy Justyna Sobolewska i Edwin Bendyk. Jedną z naszych propozycji jest książka „Przedziwna sztuka porażki”, której fragment publikujemy poniżej.

***

Okładka książki „Przedziwna sztuka porażki”mat. pr.Okładka książki „Przedziwna sztuka porażki”

I kiedy już ci się zdaje, że znalazłeś kraj mlekiem i miodem płynący – słyszy od Pana Kraba poczciwy SpongeBob Kanciastoporty – trafiasz do menu albo, gorzej, lądujesz w sklepie z pamiątkami jako produkt powiązany reklamujący iluzję, z którą właśnie się rozstałeś. Wszyscy przywykliśmy do tego, że nasze marzenia idą w rozsypkę, nadzieje zostają rozwiane, iluzje roztrzaskane, tylko co zajmuje miejsce nadziei, gdy jej już nie ma? A co, jeżeli, tak jak SpongeBob Kanciastoporty, nie wierzymy, że wycieczka do kraju płynącego mlekiem i miodem nieuchronnie kończy się w sklepie z pamiątkami? Jaka jest, innymi słowy, alternatywa dla cynicznej rezygnacji z jednej strony i naiwnego optymizmu z drugiej? Jaka jest alternatywa, zastanawia się SpongeBob, dla całodziennej harówki u Pana Kraba albo zaplątania się w sieci towarowego kapitalizmu przy próbie ucieczki? Ta książka, swoisty Przewodnik po życiu według SpongeBoba Kanciastoportego, żegna się z idealizmem nadziei, a zamiast niego proponuje poszukiwanie mądrości i nowego, porowatego jak gąbka stosunku do życia, kultury, wiedzy i przyjemności.

Jaka zatem jest alternatywa? To proste pytanie zapowiada projekt polityczny, upomina się o gramatykę prawdopodobieństw (wyrażaną w rzeczownikach odczasownikowych i stronie biernej, wybranych spośród innych składni orzekania) i wyraża zasadnicze pragnienie przeżywania życia w inny sposób. Pracownicy naukowi, aktywiści, artyści wszyscy obojga płci i postacie z kreskówek od dawna realizują misję, której celem jest sformułowanie alternatywnej wizji życia, miłości i pracy i przełożenie tej wizji na praktykę. Radykalni utopiści, publikujący manifesty, imający się licznych taktyk politycznych i aplikujący nowe technologie, wciąż szukają różnych sposobów na bycie w świecie i bycie we wzajemnych relacjach; sposobów innych niż te, które zaleca się podmiotowi liberalnemu i konsumenckiemu.

Ta książka posługuje się „teorią niską” (termin ten przyjmuję za Stuartem Hallem) i wiedzą powszechną w badaniu alternatyw i poszukiwaniach dróg ucieczki z typowych pułapek i impasów binarnych opozycji. Teoria niska stara się zidentyfikować wszystkie te miejsca „pomiędzy”, dzięki którym nie łapiemy się na haczyki hegemonii i nie ulegamy pokusom sklepu z pamiątkami. Przy tym godzi się jednak z ewentualnością, że alternatywy zamieszkują w mętnych wodach sprzecznego z intuicją, często bezgranicznie mrocznego królestwa krytyki i odmowy. Książka ta nieustannie wchodzi zatem w naprzemienny dialog z kulturą wysoką i niską, teorią wysoką i niską, popkulturą i wiedzą ezoteryczną, by przedrzeć się przez podziały na sztukę i życie, praktykę i teorię, myślenie i robienie, ku bardziej chaotycznej domenie wiedzy i niewiedzy.

W książce tej poruszam się między gatunkami, począwszy od filmów animowanych dla dzieci, poprzez awangardowe performanse, na sztuce queerowej kończąc; zastanawiam się nad sposobami bycia i posiadania wiedzy, które plasują się poza konwencjonalnymi wyobrażeniami sukcesu. Twierdzę, że sukces w heteronormatywnym, kapitalistycznym społeczeństwie jest zbyt łatwo zrównywany z określonymi formami dojrzałości reprodukcyjnej i gromadzenia bogactwa. Te miary sukcesu są jednak ostatnio poważnie kwestionowane w obliczu załamania się rynków finansowych z jednej strony i bezprecedensowego wzrostu liczby rozwodów z drugiej. Jeżeli lata prosperity i plajty końca XX i początku XXI wieku czegokolwiek nas nauczyły, powinna to być przynajmniej jakaś zdrowa krytyka statycznych modeli sukcesu i porażki.

Przedziwna sztuka porażki nie tyle domaga się przewartościowania wspomnianych standardów orzekania o tym, czy ktoś zdał czy oblał, ile dekonstruuje całą logikę sukcesu i porażki, która przyświeca obecnie naszemu życiu. W pewnych okolicznościach niepowodzenie, przegrywanie, zapominanie, niedawanie rady, nierobienie, niestawanie się, nieposiadanie wiedzy mogą w rzeczywistości przynosić bardziej twórcze, bardziej wspólnotowe, bardziej zaskakujące sposoby na bycie w świecie. Niepowodzenie to coś, co odmieńcom zawsze wychodziło wyjątkowo dobrze; dla osób queer porażka może być jednym ze stylów, by zacytować Quentina Crispa, albo sposobem życia, by zacytować Michela Foucaulta, i może przeciwstawiać się ponurym scenariuszom sukcesu, podporządkowanym regule ciągłego „próbowania od nowa”. Naprawdę, jeśli sukces wymaga tyle wysiłku, być może na dłuższą metę porażka jest łatwiejsza, w dodatku przynosi rozmaite korzyści.

Jakie byłyby te korzyści, które niesie ze sobą porażka? Być może najoczywistszą z nich jest to, że porażka pozwala nam ujść karzącym normom, które dyscyplinują zachowanie i kierują ludzkim rozwojem po to, by w imię uporządkowanej i przewidywalnej dorosłości wyrwać nas z objęć niesfornego dzieciństwa. Porażka zachowuje coś z cudownej anarchii lat wieku dziecięcego i zaburza rzekomo wyraźne granice oddzielające dorosłych od dzieci, zwycięzców od przegranych. A choć niepowodzeniu towarzyszy oczywiście cała gama negatywnych afektów, takich jak rozczarowanie, utrata iluzji i rozpacz, daje ono także sposobność ich wykorzystania do ujawnienia defektów toksycznej pozytywności współczesnego życia. Jak przypomina nam Barbara Ehrenreich w Bright-Sided (Zrobieni na jasno), pozytywne myślenie to schorzenie, które dotknęło ludzi w Ameryce Północnej, „zbiorowe urojenie”, wynikłe z połączenia amerykańskiego przekonania o własnej wyjątkowości i potrzeby wiary w to, że sukces spotyka dobrych ludzi, natomiast niepowodzenie jest wyłącznie konsekwencją niewłaściwego podejścia, nie zaś warunków strukturalnych. Pozytywne myślenie reklamuje się w Stanach Zjednoczonych jako lekarstwo na raka, drogę do bogactwa nie z tej ziemi, niezawodny sposób na zaprogramowanie własnego sukcesu. Istotnie, Amerykanie dalece bardziej wolą wierzyć, że powodzenie zależy od nastawienia, niż uznać, że ich sukces jest wynikiem działających na ich korzyść relacji rasy, klasy i płci. Jak ujmuje to Ehrenreich: „Jeżeli optymizm jest kluczem do sukcesu materialnego, a ktoś może kultywować optymistyczny sposób bycia dzięki dyscyplinie pozytywnego myślenia, wówczas nic nie tłumaczy porażki”. Jednak, kontynuuje, „drugą stroną medalu pozytywnego nastawienia jest surowy nacisk na osobistą odpowiedzialność”, a więc podczas gdy w kapitalizmie sukces jednych możliwy jest dzięki porażce drugich, ideologia pozytywnego myślenia upiera się, że powodzenie zależy wyłącznie od dostatecznie ciężkiej pracy, natomiast w sytuacji porażki człowiek jest zawsze sam sobie winien. Oczywiście mamy już na ten temat własne zdanie, my, żyjący w epoce, gdy banki, które ograbiły zwykłych ludzi, uznano za „zbyt duże, by można było dać im upaść”, natomiast osoby, które zaciągnęły bandyckie kredyty, uznano za zbyt nieistotne, by się nimi przejmować.

Jack Halberstam, „Przedziwna sztuka porażki”, przeł. Mikołaj Denderski, Wydawnictwo Krytyki Politycznej

Przeczytaj inne fragmenty z dwudziestki wybranych przez nas książek »

.mat. pr..
Reklama

Czytaj także

Kraj

Na kogo Ziobro zbiera haki

To sojusz taktyczny. O przyjaźni między Zbigniewem Ziobrą i Jackiem Kurskim nie ma mowy. W tle jest wspólny interes polityczny i – jak mówią dobrze poinformowani – haki.

Anna Dąbrowska, Paweł Reszka
12.08.2020
Reklama