Za co nominowaliśmy Łukasza Orbitowskiego

Łukasz Orbitowski i jego książka „Inna dusza”
materiały prasowe

Mariusz Martyniak/Matys Studio/Od Deski Do Deski

Albert Zawada/Agencja Gazeta

Leszek Zych/Polityka

Początek lat 90. minionego wieku. Na ulicy Jasnej w Bydgoszczy nic jeszcze nie jest jasne. Nowy ustrój przynosi wielkie zmiany, lecz tutaj dopiero puka do drzwi. Także do domów trzech głównych nastoletnich bohaterów, sprawiających wrażenie paczki dobrze rozumiejących się przyjaciół. Bawią się, czasem niezbyt mądrze, fascynują ich nowe rozrywki, jak choćby pierwsze gry komputerowe, słuchają muzyki takiej, jaka wówczas mogła się podobać ich rówieśnikom z innych ulic. Najstarszy, 19-letni Jędrek, zdaniem mistrzyni, u której praktykuje, z szansami na zawodowy sukces w branży cukierniczej, imponuje dwójce młodszych, w tym kuzynowi. To on stanie się pierwszą ofiarą Jędrka. Morderstwo opisane zostało szczegółowo i, co zwraca uwagę, czyn pozbawiony jest emocji, tak jakby zabójca wykonywał wszystkie ruchy mechanicznie. Dlaczego zabija? Łukasz Orbitowski nie próbuje bawić się w psychologa społecznego. Po prostu pokazuje to, co się zdarzyło – także w rzeczywistości, książka przypomina bowiem autentyczny mord, który wstrząsnął w tamtych latach miastem nad Brdą. Czytelnikowi wystarczyć musi stwierdzenie, że w chłopaku obudziła się „inna dusza”... Znamy takie przypadki z kronik kryminalnych, ale też niedawnego filmu Krzysztofa Skoniecznego „Hardkor Disko”.

Książka „Inna dusza”, mimo istotnego wątku kryminalnego, nie jest kryminałem, co autor daje nam do zrozumienia już w pierwszym rozdziale, gdzie trzeci z trójki byłych przyjaciół po latach odwiedza Jędrka w więzieniu. To powieść realistyczna o Polsce prowincjonalnej z czasów zmiany ustrojowej. Właśnie przydzielane są karty wstępu do lepszego lub gorszego życia: skazani na wykluczenie przeczuwają już, jaki los może ich czekać. O dbałości autora o konkrety świadczy umieszczona na końcu lista podziękowań dla konsultantów. Efekty są widoczne. To najlepsza powieść Orbitowskiego i zarazem jedna z najciekawszych polskich książek sezonu.

„Choć brzmi to jak frazes, każda kolejna powieść tego pisarza jest lepsza od poprzedniej – napisał o nominowanej powieści Dariusz Nowacki. – Najnowsza, »Inna dusza«, odsłania historię dwu strasznych, niezrozumiałych zbrodni, do których doszło w drugiej połowie lat 90. w Bydgoszczy. Przynosi świetne studium psychiki nastoletniego mordercy i osób z jego otoczenia, a także zawiera wiarygodny obraz Polski doby przełomu ustrojowego”. Łukasz Orbitowski był do niedawna kojarzony przede wszystkim z powieściami grozy i fantastyką. Jednak w jego kolejnych książkach wątków fantastycznych było coraz mniej. W poprzedniej, „Szczęśliwej ziemi”, najciekawsza wydawała się sfera realistyczna, czyli historia piątki przyjaciół z miasteczka Rykusmyku. Jednak zdaniem Piotra Kofty Orbitowski nie odcina się od swoich korzeni: „Orbitowski zrezygnował z grozy? Bynajmniej – po prostu zamienił monstra na metafory. I chociaż »Inna dusza« to rzecz oparta na faktach, jest zarazem pełnokrwistą powieścią. Nie tylko historią mordercy, ale też historią o Polsce lat 90., Polsce podwójnie znokautowanej, raz przez komunizm, drugi raz przez transformację”. Bernadetta Darska w uzasadnieniu nominacji pisze: „To doskonałe połączenie powieści inicjacyjnej, psychologicznej i obyczajowej, ale i – co tak naprawdę najistotniejsze – precyzyjne, poruszające i zapadające w pamięć studium zła”.

Czytaj także:
Biogram Łukasza Orbitowskiego
Specjalny sondaż Paszportowy

***

Oto fragment nominowanej książki („Inna dusza”, Od deski do deski, Warszawa 2015):

Pani Teresa ma dzisiaj dużo pracy i wzywa mnie na pomoc. Zgadzam się, bo chciałbym znów pojeździć na rowerze. Chwytam belę prania, jest zbyt ciężka, ciągnę jej koniec po ziemi. Pani Teresa podrywa się zza stolika, chce krzyknąć, lecz nie krzyczy i kieruje mnie do innej roboty. Rozprostowuję firankę, wygładzam zgniecenia, a pani Teresa pokazuje mi, jak skropić ją wodą. Wspólnie pakujemy materiał do prasowalnicy. Ostrzega mnie, że maszyna rozgrzewa się do dwustu stopni i wielu poparzyło sobie palce. Dużo bardziej boję się, że zmiażdży mi rękę. Widziałem kiedyś horror o morderczej maglownicy. Pani Teresa zatrzymuje wałki, przechodzi na drugą stronę i uruchamia je ponownie. Nigdy nie słyszała o takim wypadku. Z tej pracy to tylko żylaki i ból w dole kręgosłupa, dodaje. Powietrze w maglu jest suche. Mama siedzi na obrotowym stołku i przygląda mi się takim wzrokiem, jakbyśmy byli w domu. Wały magla teraz gniotą pościel. Nieoczekiwanie pani Teresa wyraża żal, że nie ma takiego magla do ludzi. Wpełzałby pomięty, wypełzał prosty, oczyszczony, wiadomego przeznaczenia, taki, jakiego nikt by się nie wstydził. Jak na zawołanie do magla wchodzi mój blady ojciec i pyta o klucze do domu. Matka daje mu komplet, lecz tatko siada i sięga po papierosa pani Teresy. Między kolanami stawia sobie śmierdzącą torbę. Mówi, że zaraz pójdzie, tylko wypali. Pani Teresa wycofuje się do pomieszczenia gospodarczego, gdzie trzyma swoje skarby. Tatko kopci i ma minę, jakby właśnie urwał się pod nim szubieniczny sznur.

Nawet nie muszę pytać, jak minął pierwszy dzień w pracy. Samodzielnie próbuję umieścić w maglu ciężką zasłonę, a tatko opowiada o okropnościach, których doświadczył pod willą na Sielance. Liczniki mieszczą się w piwnicach i kanałach. Brodził w smrodzie i widział szczury wielkości bobrów. Trafił do jaśnie państwa na przedmieściach, chałupa jak u cygańskiego króla: złoto, łuki, nowe samochody. A w piwnicach cuchnąca breja, syf, przegniłe meble. Tatko pokazuje, jak odkręcał zawory, jak wracał autobusem w roboczym ubraniu, przeklina zimny prysznic na bazie, tymczasem moja zasłona jest nazbyt szeroka. Magiel zasysa jeden koniec, miętosząc drugi. Wstyd mi przed panią Teresą. Mój ojciec pokrzepia się myślą, że pierwszy dzień jest zawsze najgorszy i będzie lepiej. Gdy podpisze umowę na stałe, dostanie robocze ubranie, przydzielą mu lepsze rejony miasta, no i otrzyma ubezpieczenie. Zatrzymuję magiel. Próbuję wyciągnąć zasłonę, lecz nie potrafię. Mama przejmuje od ojca papierosa.

Wydobywam zasłonę szarpnięciami. Idzie, tylko ciężko. Tatuś pyta, czy śmierdzi od niego. Umył się dokładnie, lecz wciąż czuje się brudny. Wspomina kolegów z pracy. To złe towarzystwo. Piją, jedzą brudnymi rękami i wciągają biały proszek, żeby utrzymać się na nogach. Ojciec nie ma pojęcia, co to takiego. Mordęga z zasłoną dobiega końca i próbuję włożyć materiał ponownie, tym razem ostrożniej. Matka oznajmia, że świetnie sobie radzę, a tatko trafnie stwierdza, że obaj mamy dzisiaj nieudany dzień. Uruchamiam magiel i latam wzdłuż wałów, upychając tkaninę. Idzie mi dobrze i gdy pani Teresa powraca z zaplecza, nie kryje zadowolenia. Skarb, nie chłopak, mówi i chce wiedzieć, skąd się taki wziąłem. Tatko podnosi się ze stołka i natychmiast siada – tak na niego spojrzała. Pani Teresa wypowiada o mnie jeszcze kilka miłych słów. Czuję się z tym dziwnie. W domu, do nocy, jeszcze w łóżku zachodzę w głowę, czy naprawdę tak uważa, czy tylko zadrwiła.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną