Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Moje miasto

Widoki z ambony

Kraków kościelny

W każdą Wielką Sobotę krakowscy politycy przychodzą święcić pokarmy. Na pierwszym planie: kard. Stanisław Dziwisz, prezydent Jacek Majchrowski i poseł Jerzy Fedorowicz. W każdą Wielką Sobotę krakowscy politycy przychodzą święcić pokarmy. Na pierwszym planie: kard. Stanisław Dziwisz, prezydent Jacek Majchrowski i poseł Jerzy Fedorowicz. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta
Chyba nie ma dziś w Polsce miasta tak kościelnego jak Kraków.
Pokój kardynała Karola Wojtyły odtworzony w muzeum w Łagiewnikach.Mateusz Skwarczek/Agencja Gazeta Pokój kardynała Karola Wojtyły odtworzony w muzeum w Łagiewnikach.

Kościelność nasila się z okazji świąt, imprez i rocznic religijnych. Niedawno – w związku z kanonizacją Jana Pawła II – po mieście jeździł „papieski” tramwaj, a na frontonie Pałacu Biskupiego rozegrało się wielkie widowisko multimedialne. Tadeusz Boy-Żeleński, krakus, mason i antyklerykał, twórca kabaretu Zielony Balonik, pisał przed wojną w książce „Znasz-li ten kraj?”, że miasto żyje według rytmu obrzędów: „groby, nabożeństwa majowe, Boże Ciało, lajkonik, wianki, pasterka. Po rezurekcji we wszystkich salonach rozmawiano o tym, że biskup wyglądał prześlicznie. Mówiło się o nim jak o aktorze”. Dziś też, ale już nie wyłącznie.

Prawie połowa krakowian zostaje w domu w porze mszy niedzielnej (w Szczecinie 74 proc., sondaż wielkanocny „Gazety Wyborczej”). Mimo to „kultowe” kościoły, jak bazylika dominikańska czy św. Anny, przyciągają tłumy młodzieży licealnej, studentów, inteligencji. U dominikanów kazania głosi filozof religii o. Jan Andrzej Kłoczowski, u św. Anny przez długie lata głosił ks. Józef Tischner. Kraków kościelny jest integralną częścią Krakowa społeczno-politycznego. Protesty przeciwko pochówkowi prezydenta Lecha Kaczyńskiego z małżonką razem z królami na Wawelu miały miejsce pod kurią biskupią.

Kościelne wróble ćwierkają na Franciszkańskiej (gdzie stoi pałac biskupów krakowskich), że kurialiści kard. Stanisława Dziwisza wolą od Tischnera i katolicko-inteligenckiego „Tygodnika Powszechnego” , betonowo-katolicką „Frondę”. Proboszczowie – „Nasz Dziennik” i Radio Maryja. Sam metropolita Dziwisz i jego najbliższe otoczenie na antenie o. Rydzyka się jednak nie udzielają, a bp pomocniczy Grzegorz Ryś, któremu wróżą wielką przyszłość w Kościele, pisuje w „Tygodniku”. Na razie rządem dusz w Krakowie kard. Dziwisz musi się dzielić z o. Rydzykiem. I nic nie wskazuje, że jest jakaś rywalizacja między „Kościołem łagiewnickim” i „toruńskim”, choćby dlatego, że ten pierwszy tak naprawdę nigdy nie istniał.

Śladem świętego

Boy podkreślał, że Kraków ma w sobie żywotność, dzięki której dawna stolica królów polskich nie zgodziła się „zostać po prostu małym miastem, tak jak dziś (tzn. w 1932 r. – red.) za nic nie godzi się zostać prowincją, wasalką Warszawy”.

Duchową siłę do oporu przeciwko wasalizacji przez Warszawę do dziś daje Krakowowi żywa pamięć o wybitnych ludziach tutejszego Kościoła. Kardynał Stefan Sapieha, zwany księciem niezłomnym, kierował Kościołem krakowskim aż 40 lat, od Habsburgów do PRL. Nawet niemieccy okupanci czuli przed Sapiehą respekt. Podobnym przywódcą narodowym, a nie tylko kościelnym, był oczywiście Karol Wojtyła, który kierował Kościołem krakowskim w latach 1964–78.

I to papież Wojtyła jest pierwszą marką Krakowa. Kult już świętego Jana Pawła II przyciąga do miasta nawet do 2 mln turystów rocznie. Wielu chętniej niż perły architektury, muzea i lokale odwiedza miejsca związane z księdzem, biskupem i papieżem Wojtyłą. W Łagiewnikach powstaje wielkie Centrum Jana Pawła II „Nie lękajcie się” (głównie z datków; koszty wynoszą dotąd 120 mln zł; aż 45 mln zł m.in. swoich tantiem autorskich miał przekazać kard. Dziwisz). W tej samej dzielnicy znajduje się sanktuarium św. Faustyny Kowalskiej.

Na wyobraźnię pielgrzymów działają niesamowite historie kościelne opowiadane przez przewodników. Ta o ks. Piotrze Skardze rzekomo pochowanym żywcem. Albo ta o mniszce karmelitance Barbarze Ubryk chorej psychicznie, przez lata trzymanej w klasztorze w nieludzkich warunkach. Dreszczyk idzie po plecach na widok procesji Arcybractwa Dobrej Śmierci (jego członkiem jest znany fotografik Adam Bujak); cudzoziemcom może się pomylić z pochodem Ku-Klux-Klanu.

Amatorzy sztuki mają do dyspozycji niezliczone kościoły. Zwłaszcza te papieskie. Kościół św. Stanisława Kostki na Dębnikach, gdzie odprawił swą mszę prymicyjną, kościół św. Floriana, gdzie pracował zaraz po wojnie jako młody duszpasterz akademicki, kolegiata św. Anny, gdzie chodził się modlić jako student, kościół franciszkanów, do którego lubił wpadać na msze jako kleryk (z witrażami Wyspiańskiego, naprzeciwko Pałacu Biskupiego, gdzie później zamieszka na długie lata), kościół św. Józefa obok klasztoru bernardynek przy Poselskiej, gdzie lubił się modlić. I kościół paulinów Na Skałce, dokąd prowadził wielokrotnie majowe procesje św. Stanisława, biskupa męczennika, zamordowanego na rozkaz króla Bolesława, i gdzie podczas swej pierwszej pielgrzymki do Polski po wyborze na papieża spotkał się ze studentami, w tym z przyjaciółmi Staszka Pyjasa działającymi w Studenckim Komitecie Solidarności, jednym z ośrodków tworzącej się wtedy w PRL opozycji demokratycznej.

Jeśli nie szlakiem Wojtyły, to może królewskim: od bazyliki Mariackiej w Rynku przez św. św. Piotra i Pawła, św. Wojciecha i św. Idziego po Wawel. Albo jeszcze dalej, ku dawnej dzielnicy żydowskiej (ważnego ośrodka religijnego judaizmu), gdzie Kościół dobitnie zaznaczył swą obecność na terenie religijnie obcym bazyliką Bożego Ciała i kościołem św. Katarzyny (mój ulubiony; drugi – to kościółek Zmartwychwstańców przy Łobzowskiej, zakonu założonego przez Bogdana Jańskiego, przyjaciela Adama Mickiewicza).

Odtrutka na klerykalizm

Kraków jest duchową stolicą Polski – uważa ks. Kazimierz Sowa, dziennikarz, absolwent Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie (obecnie Uniwersytet Papieski JPII, uczelnia m.in. księży profesorów Michała Hellera, Józefa Życińskiego, Tadeusza Pieronka). Dziś ks. Sowa jest związany z kard. Kazimierzem Nyczem, który był krakowskim biskupem pomocniczym za czasów kardynała Franciszka Macharskiego, poprzednika kard. Dziwisza. Medialny i zdroworozsądkowy Sowa ma w Kościele wrogów, ale żartuje, że w Krakowie czuje się doskonale, bo tu: – Odszczepieńcy mają życie o niebo lepsze.

Metropolita suspendował w końcu tylko jednego kapłana, ks. dr. Piotra Natanka, założyciela ultrakatolickiej sekty w Grzechyni. Włos z głowy nie spadł ks. Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu, który domagał się od kard. Dziwisza energiczniejszej lustracji podlegających mu księży. Kościelnej atmosfery Krakowa nie zniósł jednak były jezuita Stanisław Obirek. Jego współbrat o. Stanisław Musiał, wybitny nieżyjący już katolicki publicysta, kapłan i kaznodzieja, był z kolei nękany, bo zwalczał bezkompromisowo antysemityzm w Kościele.

Pod kościelnym Krakowem płyną antykościelne (choć niekoniecznie antyreligijne) rzeki podziemne. Już w epoce Młodej Polski „dekadenci” epatowali lud Boży, profesorów i prałatów, modląc się publicznie pod przewodem Stanisława Przybyszewskiego „Litanią do szatana” Baudelai­re’a. Bohema jako odtrutka na klerykalizm to w Krakowie stały element folkloru. Jerzy Turowicz, naczelny katolickiego „Tygodnika Powszechnego”, był zaprzyjaźniony z kabaretem Piwnica pod Baranami Piotra Skrzyneckiego. Klerykalizmem nigdy nie grzeszyły wydawnictwo i miesięcznik „Znak”, środowiska bardzo zasłużone dla katolicyzmu w Polsce.

Ksiądz zaprasza do kawiarni

Nie brakowało też w Krakowie nietuzinkowych duchownych. W XIX w. należał do nich biskup Ludwik Łętowski, spacerujący po mieście z laseczką i cygarem, słynący z przyjaźni z literatami, żurnalistycznej ciekawości wszystkiego i ciętego języka. Początkowo konserwatysta i romantyk, pod koniec życia zmieniał się w społecznego postępowca przerażonego morzem nędzy oblewającym galicyjskie oazy dobrobytu w Krakowie i Lwowie.

Dziś podziały polityczne zatruwają życie towarzyskie i publiczne także w Kościele. Nie zawsze tak było. Przedwojenni socjaliści i endecy, mimo zasadniczej różnicy poglądów, potrafili z sobą rozmawiać, a nawet współpracować w sytua­cjach nadzwyczajnych. Tę zdrową tradycję kontynuował w PRL bp Karol Wojtyła, który zapraszał do siebie na długie rodaków rozmowy redaktorów „Tygodnika Powszechnego”. Kiedy Jerzy Turowicz zmarł w 1999 r., rosnąca w siłę katolicka prawica nie dawała pismu szans na przetrwanie. Jednak „TP” odzyskuje nową młodą generację czytelników. Jakżeby inaczej w mieście ks. Tischnera?

To druga, obok Jana Pawła II, kościelna marka Krakowa. Tischner nie ma wprawdzie papieskiego tramwaju, ale ma dobrą szkołę wyższą swego imienia, oddaną grupę badaczy i popularyzatorów jego myśli religijnej i społecznej, którzy corocznie urządzają poświęcone mu „wypominki” w Łopusznej i intelektualne Dni Tischnerowskie w Krakowie.

Nieopodal Rynku, na Brackiej, nad wejściem do kawiarni wisi plakat z wielkim zdjęciem Tischnera. – Przyzna pan, że ksiądz zapraszający do kawiarni to jednak rzadkość – uśmiecha się ks. Sowa. – A w Krakowie jakoś się mieszczą i Anna Grodzka od Palikota, i ks. Oko od „dżender”. Ks. Sowa dodaje, by nie zapominać o tutejszych księżach społecznikach, którzy rozkręcają wielkie dzieła dobroczynne. O ks. Andrzeju Augustyńskim od Siemachy (stowarzyszenie pomagające dzieciom i młodzieży w zakresie edukacji, wychowania, terapii), ks. Isakowiczu-Zaleskim od Fundacji im. Brata Alberta i ks. Jacku Stryczku od Szlachetnej Paczki.

Kościelne strefy ekonomiczne

W szlacheckiej Rzeczpospolitej diecezja krakowska była bogata, jak przystało na Kościół w stolicy królestwa. Dziś też nie jest biedna. Krakowskie zakony odzyskały przedwojenne prawa do posesji, które często dzierżawią dla dochodów. Wiadomo, że okolice ul. Karmelickiej to strefa ekonomiczna karmelitów, Mały Rynek – dominikanów itd. Kuria biskupia i inne instytucje kościelne wydają sporo pieniędzy na cele remontów, konserwacji, modernizacji. Gorzej jest z przejrzystością kościelnych finansów (wszyscy pamiętają tu zatarg Kościoła z prezydentem Krakowa na tle zwrotu kościelnego majątku).

Za geniusza kapitalizmu w kościelnym Krakowie uchodzi ks. infułat Bronisław Fidelus, były proboszcz bazyliki Mariackiej (parafia mariacka jest ponoć najbogatsza w Polsce), kapelan Wisły Kraków. Zszokował krakowian (i zgorszył jezuitę Stanisława Musiała), gdy przed laty zgodził się na wywieszenie ogromnego banneru jednego z towarzystw ubezpieczeniowych na wieży zabytkowego kościoła. Infułat tłumaczył, że pieniądze potrzebne są na remont, ale przekonał niewielu. Młodsze pokolenie zaskoczył z kolei mszą, podczas której wśród darów ofiarnych znalazła się zielona herbata naparzona rytualnie przez japońskiego mistrza. Kilka lat temu Fidelus, przezywany wicekardynałem Krakowa, dostał od prezydenta Majchrowskiego miejskie odznaczenie. Jak widać, relacje między lewicowym magistratem a konserwatywną kurią układają się na co dzień po krakowsku. Może i dobrze. Dla świętego spokoju.

Polityka 19.2014 (2957) z dnia 06.05.2014; Portrety miast: KRAKÓW; s. 67
Oryginalny tytuł tekstu: "Widoki z ambony"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Jak pokroić morze? Przybywa chętnych na kawałek Bałtyku. A rybakom wiatr w oczy

To tylko złudzenie, że na Bałtyku jest bezmiar przestrzeni. Jest coraz ciaśniej i coraz więcej chętnych, którzy chcą wyrwać kawałek morza dla siebie.

Ryszarda Socha
24.01.2023
Reklama