Moje miasto

Kwiaty na żużlu

Powrót do śląskiej tradycji

Katowice to miasto ogrodów i ogródków, także takich jak ten z ulicy Lompy. Katowice to miasto ogrodów i ogródków, także takich jak ten z ulicy Lompy. Artur Gierwatowski / Edytor.net
Ważnym źródłem współczesnej śląskiej tożsamości staje się na nowo odkrywana lokalna tradycja.
W nieczynnym szybie kopalni Wieczorek rozgościła się Galeria Szyb Wilson stworzona przez Johana Brosa i Monikę Pacę.Romek Koszowski/Edytor.net W nieczynnym szybie kopalni Wieczorek rozgościła się Galeria Szyb Wilson stworzona przez Johana Brosa i Monikę Pacę.

Nikiszowiec powstał na początku XX w., by zapewnić mieszkania górnikom kopalni Georga von Gieshes Erbena. Kopalnia, dziś pod nazwą Wieczorek, ciągle wydobywa węgiel. W familokach nadal mieszkają górnicze rodziny, a sam Nikiszowiec, podobnie jak reszta Katowic, jest świadkiem i uczestnikiem wielkiej rewolucji. W górniczą wspólnotę wkraczają jednak przybysze odkrywający urok osiedla, które wabi odnowionymi fasadami i malowniczo wykończonymi wnękami okien. Jest taniej niż na nowych osiedlach, a jednocześnie jakoś tak inaczej. – Nikiszowiec stał się modny – tłumaczy prof. Kazimiera Wódz, socjolożka z Uniwersytetu Śląskiego. Od kilkudziesięciu lat bada i opisuje rzeczywistość Śląska i Zagłębia.

Powrót do tradycji

Po 1989 r. świat stanął tu na głowie, do kopalń wprowadziły się galerie handlowe, górnicze osiedla zaczęli szturmować artyści, węgiel – czarne złoto – stał się przekleństwem, a zawód górnika znalazł się na cenzurowanym. – W 1997 r., gdy badaliśmy uczniów ze śląskich szkół, żaden nie zamierzał pracować w górnictwie – mówi socjolog Marek S. Szczepański. Starsi, dla których gruba, czyli kopalnia, była kosmosem organizującym życie i nadającym mu cel, czuli, jak ziemia osuwa im się spod nóg. – Rozpadły się tradycyjne wspólnoty – wyjaśnia prof. Szczepański, a wraz z nimi zaczęły pękać lokalne społeczności. Gdzieś jednak trzeba było odnaleźć utracony sens.

Tożsamość, budowana wcześniej na fundamencie przynależności do stanu górniczego lub hutniczego, znalazła oparcie w odkrywanej i często też od nowa wymyślanej tradycji regionalnej i religijnej. – Na Śląsku i w Zagłębiu doświadczamy analogicznego procesu jak we wszystkich innych regionach poprzemysłowych Europy – tłumaczy prof. Wódz. Pustkę społeczną próbują wypełnić nowe inwestycje. Oto w Nikiszowcu znalazło sobie miejsce Centrum Zimbardo. Ruszyło w kwietniu br., a powstało dzięki pomocy słynnego amerykańskiego psychologa Philipa Zimbardo, który podczas wizyty naukowej w Katowicach w 2012 r. zażyczył sobie wizji lokalnej w jakimś ciekawym pod względem społecznym miejscu. Zawieziono go do Nikiszowca, gdzie działało Stowarzyszenie Fabryka Inicjatyw Lokalnych (FIL).

Misja Centrum polega na pracy z młodzieżą – mówi Waldemar Jan, szef FIL. – Tworzymy miejsce spotkań, gdzie wspólnie: trenerzy, wolontariusze oraz dziewczyny i chłopcy z sąsiedztwa, uczymy się bycia razem. Centrum Zimbardo to miejsce dla każdego mieszkańca Nikiszowca, Janowa i ich gości.

Jeszcze nie tak dawno młodzi w Nikiszowcu, dzieci górników, od urodzenia wiedzieli, jakie będzie ich miejsce w życiu i świecie. – Teraz muszą sami się wymyślić – tłumaczy Waldemar Jan. Temu właśnie służy Centrum Aktywności Lokalnej, którego idea tak bardzo spodobała się prof. Zimbardo, że obiecał pomoc merytoryczną, a także, co nie bez znaczenia – wsparcie swoim autorytetem.

Niemal w sąsiedztwie, kilkaset metrów dalej w nieczynnym szybie kopalni Wieczorek rozgościła się Galeria Szyb Wilson stworzona przez Johana Brosa i Monikę Pacę. Część powierzchni wynajmują firmom, co pozwala sfinansować program artystyczno-kulturalny: wystawy sztuki współczesnej, koncerty, doroczny, największy na świecie festiwal sztuki naiwnej Art Naif Festiwal, odwołujący się do tradycji artystycznej Grupy Janowskiej. Najbliższa, VII już edycja festiwalu rozpocznie się 13 czerwca i potrwa dwa miesiące.

Katowice – Miasto Ogrodów

Przełomowym momentem odkrywania kultury jako nowego spoiwa tutejszej społeczności stał się udział Katowic w staraniach o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. – Pomysł jeszcze kilka lat temu wydawał się tak absurdalny samym katowiczanom, że gdy w 2009 r. w Ministerstwie Kultury miało odbyć się spotkanie przedstawicieli polskich miast w sprawie ESK, Katowice ciągle wahały się, czy wystartować – wspomina Łukasz Kałębasiak, w tamtym czasie szef działu kulturalnego katowickiej „Gazety Wyborczej”. Szybka publicystyczna mobilizacja spowodowała, że pierwotna apatia przekształciła się w entuzjazm podchwycony także przez magistrat. Wszak pojawiła się szansa, by pokazać Polsce i światu inny wizerunek Katowic, a przy okazji także Śląska, łamiąc stereotyp pustyni kulturalnej, brudnej krainy przemysłu ciężkiego.

Odpowiedzią stał się program Katowice Miasto Ogrodów zaproponowany i stworzony przez Marka Zielińskiego. Zaskakujący projekt, by pokazać miasto – stolicę regionu o żywej, bogatej kulturze rozwijanej we wszystkich wymiarach i odmianach, od klasycznej muzyki poważnej przez scenę offową, alternatywną, etniczną, street art, sztukę mediów. Obserwatorzy zmagań o tytuł ESK zachwycili się, wielu typowało wygraną Katowic, jury postawiło jednak na Wrocław.

Mimo przegranej władze miasta zdecydowały się na kontynuację programu i powołały do życia instytucję Miasto Ogrodów. To ona, pod kierownictwem Piotra Zaczkowskiego realizuje wydarzenia mniejsze, jak program Plac na Glanc, czyli konkurs dla wspólnot lokalnych na najlepszy projekt zagospodarowania podwórka. I większe, jak JazzArt Festival czy Street Art Festival.

Owszem, dzieje się – przyznaje Grzegorz Senderowicz ze stowarzyszenia Pro-Kulturamedia animującego m.in. alternatywną scenę Gugalander i organizującego Śląski Festiwal Kultury Żydowskiej. – Nie zmienia to jednak zasadniczego problemu Katowic i katowickiej kultury – ludzie po ukończeniu studiów nie chcą zostawać w tym mieście, ba, nie chcą zostawać nawet podczas weekendów.

Gigantyczne inwestycje w infrastrukturę kultury i przebudowę centrum Katowic nie wszystkim się podobają. Kazimierz Kutz zaatakował w połowie maja Piotra Uszoka, prezydenta Katowic – napisał w „Gazecie Wyborczej”, że rządzi miastem jak satrapa i swymi inwestycjami, zamiast je ożywiać, zabetonowuje. Nawet jeśli prezydent Uszok nie odpowiada za wszystkie realizowane inwestycje, to i tak pozostaje najważniejsze pytanie – czy wielkie gmachy Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, Centrum Kongresowego, Muzeum Śląskiego przyciągną publiczność? Czy same koszty ich utrzymania nie pochłoną środków, które mogłyby finansować oddolne inicjatywy kulturalne – najsilniejszą markę nie tylko katowickiej, lecz całej śląskiej kultury?

A prof. Kazimiera Wódz zwraca uwagę, że źle prowadzona kulturowa rewitalizacja może przynieść odwrotny efekt – zamiast pomóc w integracji społeczności, które doznały postindustrialnego szoku, wypycha je często jeszcze bardziej na margines, przed ekrany telewizorów i do hal supermarketów, które jako jedyne oferują zrozumiałe i dostępne formy spędzania wolnego czasu.

Polityka 22.2014 (2960) z dnia 27.05.2014; Portrety miast: KATOWICE; s. 66
Oryginalny tytuł tekstu: "Kwiaty na żużlu"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Koniec miłości?

Świat, jaki znaliśmy, dobiega końca. Coraz mniej potrzebna staje się choćby miłość. Uległa współczesnemu kapitalizmowi, który postawił na wolność obyczajową, a z seksualności uczynił siłę napędową gospodarki.

Edwin Bendyk
14.02.2020
Reklama