Moje miasto

Gdańsk: Iskrzy w obozie demokratycznym

O prezydenturę w Gdańsku walczą (od lewej): Paweł Adamowicz, Jarosław Wałęsa i Kacper Płażyński O prezydenturę w Gdańsku walczą (od lewej): Paweł Adamowicz, Jarosław Wałęsa i Kacper Płażyński mat. pr.
Dramaturgii wyborom w Gdańsku dodaje bratobójcza walka dwóch kandydatów z obozu demokratycznego Pawła Adamowicza i Jarosława Wałęsy oraz niezłe sondaże kandydata PiS Kacpra Płażyńskiego.

Rozpoczynamy nasz przedwyborczy cykl – przedstawiamy najważniejsze pojedynki w największych polskich miastach. Dziś prezentujemy kandydatów na prezydenta Gdańska. Jutro Kraków, w kolejnych dniach – kolejne miasta.

***

Po raz pierwszy od dawna finał rywalizacji o fotel prezydenta Gdańska jest tak trudny do przewidzenia. Nawet firmy bukmacherskie uznały, że warto przyjmować zakłady. Dramaturgii tym wyborom dodaje bratobójcza walka dwóch kandydatów z obozu demokratycznego i niezłe sondaże kandydata PiS.

Sprawdź także: Wszystko o wyborach samorządowych i jakości życia w polskich miastach

Ich trzech, czyli główni pretendenci

W wyborczym pojedynku liczą się: Paweł Adamowicz, który rządzi Gdańskiem nieprzerwanie od 1998 r. i tym razem startuje bez partyjnego poparcia, Jarosław Wałęsa, eurodeputowany PO, który reprezentuje Koalicję Obywatelską, oraz Kacper Płażyński ze Zjednoczonej Prawicy. Pozostali kandydaci są bez szans. Adamowicz dziś nie przypomina człowieka, któremu przed laty nadano ksywkę „Budyń”. Jest najbardziej wyrazisty z tej trójki. Wyszedł też poza swoje konserwatywne ramy (np. program in vitro, polityka miejska przyjazna imigrantom, program zwalczania dyskryminacji we wszelkich jej przejawach). W ostatnich latach wyrobił sobie markę lokalnego lidera antypisowskiej opozycji. Ale ciąży na nim sprawa błędnie wypełnionych oświadczeń majątkowych oraz problem z udokumentowaniem pochodzenia części pieniędzy, za które kupił mieszkania. W sądzie toczy się w związku z tym proces. Prokuratura wciąż szuka materii na nowe zarzuty. Część mieszkańców, zmęczona prezydentem i jego kłopotami, zdaje się oczekiwać zmiany.

Czytaj także: Raz na cztery lata wszystkie drogi prowadzą do Gdańska

Płażyński i Wałęsa mają znane nazwiska, walor świeżości, ale zero doświadczenia samorządowego oraz praktyki w kierowaniu dużymi zespołami. Wałęsa cieszy się opinią pracowitego europosła. Płażyński, młody prawnik (rocznik 1989), zaistniał publicznie w kilku sporach miejskich (o zniesienie opłat na parkingach nadmorskich, o losy terenów dawnego klubu Gedania). W 2017 r. otrzymał kierownicze stanowisko w opanowanym przez PiS państwowym koncernie Energa. Mało wyrazisty mąż charakternej żony, również działaczki PiS.

Ich szanse, czyli co wynika z sondaży

Pierwszy sondaż zamówiła „Gazeta Wyborcza” w listopadzie 2017 r. Na Adamowicza chciało wtedy głosować 26 proc. respondentów, na Wałęsę – 24 proc., na Płażyńskiego – 21 proc. Było to przed wskazaniem kandydatów przez partie. A także przed ogłoszeniem przez Adamowicza, że będzie kandydował ponownie. I to bez względu na to, czy PO udzieli mu poparcia. Postawił tym partię, w której przez wiele lat odgrywał znaczącą rolę, w wielce niekomfortowej sytuacji. Bo tworzyła się Koalicja Obywatelska, a on był kandydatem nie do przyjęcia dla Nowoczesnej.

PO zdecydowała się wystawić Wałęsę, choć w gdańskiej PO nie wszyscy przyjęli to z entuzjazmem. Podobnie zresztą lokalne struktury PiS przyjęły wystawienie Płażyńskiego. W maju w sondażu „Dziennika Bałtyckiego” Wałęsa uzyskał 37,3 proc. poparcia, Płażyński 22 proc., Adamowicz 21,7 proc. Najnowszy sondaż IBRiS dla Onetu i „Faktu”, przeprowadzony pod koniec sierpnia, daje Wałęsie 31,8 proc. wskazań. Różnica między pozostałą dwójką jest śladowa (Adamowicz 27,5 proc., Płażyński 26,6 proc.).

Gdańszczanie drugą turę wyborów mają jak w banku. Ale kto się w niej znajdzie? Czy będzie to batalia „w rodzinie”, wybór między kontynuacją a zmianą, czy raczej referendum za i przeciwko PiS – trudno przewidzieć. Już samo wejście Płażyńskiego do drugiej tury byłoby jego wielkim sukcesem. Na zwycięstwo wyborcze ma słabe szanse. I chyba nawet PiS tego nie oczekuje. Te wybory to poligon dla młodego, niezaprawionego w bojach kandydata.

Czytaj także: Prawdziwa stawka wyborów samorządowych

Ich obietnice i spory, czyli główne tematy kampanii

Kampania wyborcza na razie toczy się dość niemrawo, bez fajerwerków. Od konferencji do konferencji, od wywiadu do wywiadu. Jeśli iskrzy, to raczej między Wałęsą i Adamowiczem (wzajemne nawoływania do rezygnacji) niż ich pisowskim rywalem. Główni kandydaci wiedzą, że gdańszczanie nie oczekują pomnikowych inwestycji za setki milionów złotych, tylko działań ułatwiających codzienne życie.

Jeśli pojawiają się duże projekty, to dotyczą komunikacji, która jawi się jako temat numer jeden. Wszyscy trzej kandydaci obiecują linię tramwajową do południowych dzielnic Gdańska, a Adamowicz nawet trzy linie. Wałęsa chce też podnosić co roku wydatki na komunikację miejską, aż osiągną pułap 500 mln zł, oraz wprowadzić wspólny bilet na przejazdy tramwajami, autobusami i koleją.

Na tapecie jest budowa nowych żłobków i przedszkoli. Kandydaci licytują się, ile który zbuduje. Adamowicz zadeklarował także wprowadzenie „bonu żłobkowego” – 500 zł miesięcznie dla każdego dziecka korzystającego ze żłobka. Wszyscy dużo mówią o terenach zielonych i rekreacyjnych oraz o tzw. małej retencji, czyli o rozwiązaniach, które zmniejszają zagrożenie powodzią w wyniku ulewnych deszczów. Płażyński obiecał także 3 tys. mieszkań oraz 10 dziennych domów opieki dla seniorów. Nie omieszkał dać do zrozumienia, że wybranie go na prezydenta to większa szansa na dotacje od rządu. Ale to akurat opinii publicznej raczej nie przypadło do gustu. W końcu nie po to się wybiera samorząd, ażeby mieszał w nim rząd.

Czytaj także: Do wyborów 2018 trzeba się dobrze przygotować



Partnerzy Moje Miasto

Kraków Szczecin Warszawa Sopot
Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Lefebryści. Schizmatycy w łonie Kościoła katolickiego

Papież Franciszek i jego poprzednik Benedykt XVI wykonali pewne gesty wobec tradycjonalistycznego Bractwa św. Piusa X. Czy może dojść do pojednania? I jakie pole manewru mają obie ze stron, skoro każda z nich uważa, że to ta druga powinna się nawrócić?

Roman Graczyk
05.11.2019
Reklama