Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Nauka

„Doświadczenia nadzwyczajne” pod lupą naukowców. Czy słyszenie głosów zawsze oznacza chorobę?

„Doświadczenia nadzwyczajne” pod lupą. Czy słyszenie głosów zawsze oznacza chorobę?

Preferuj w Google
Dominującym stanem umysłu w chwili niezwykłego zdarzenia było czuwanie, a najczęstszym kontekstem samotność. Dominującym stanem umysłu w chwili niezwykłego zdarzenia było czuwanie, a najczęstszym kontekstem samotność. Mathias Reding / Unsplash
Wiele osób, które przeżyły coś wyraźnie odbiegającego od codzienności, odczuwało w związku z tym cierpienie lub dyskomfort albo deklarowało jego negatywne oddziaływanie. Jednocześnie prawie połowa badanych oceniła długofalowy wpływ takiego zdarzenia jako pozytywny.

Doświadczenia nadzwyczajne (nonordinary experiences) – np. słyszenie głosów, gdy nikogo nie ma w pobliżu, poczucie łączności z czymś większym, déjà vu, nieprawdopodobne zbiegi okoliczności, opuszczenie własnego ciała – bywają traktowane raz jako doznania duchowe, raz jako objaw dysocjacji czy psychozy. Zespół badaczy z Cognitive Neuroscience and Neuroinformatics Unit w Institute D’Or for Research and Education w São Paulo postanowił rozdzielić samo przeżycie od procesu nadawania mu sensu. W tym celu wykorzystał zmodyfikowany kwestionariusz INOE (Inventory of Nonordinary Experiences) do przebadania ponad 5 tys. Brazylijczyków. Ci spośród nich, którzy potwierdzili którekolwiek z doświadczeń, opisywali je szczegółowo, a badacze zbierali relacje tak długo, aż każde z 38 zjawisk – od déjà vu, przez wrażenie obecności zmarłych, po doznania z pogranicza śmierci – doczekało się co najmniej stu relacji.

Czytaj także: Polacy są paranormalni. Wierzą w duchy

Nonordinary experiences w badaniach

Zdaniem Ronalda Fischera – jednego z autorów publikacji, która ukazała się w najnowszym wydaniu „PLOS One” – występują one w populacji znacznie częściej, niż wynikałoby ze wskaźników diagnoz klinicznych. A większość osób, które je zgłasza, nie jest chora. W życiu pojedynczego człowieka zdarzają się jednak sporadycznie. Prawie 70 proc. osób, które dane przeżycie potwierdziły w kwestionariuszu, miało je tylko raz lub dwa, trzy razy, zaś pierwsze z nich zwykle w dorosłości. To akurat zaskoczyło autorów badania, gdyż spodziewali się, że takie relacje będą sięgać dzieciństwa i kojarzonego z nim myślenia magicznego – ten okres wskazało jednak zaledwie 7 proc. osób.

Dominującym stanem umysłu w chwili niezwykłego zdarzenia było czuwanie (ok. 57 proc.), a najczęstszym kontekstem samotność (ok. 39 proc.). Substancje psychoaktywne towarzyszyły zaledwie 3 proc. takich sytuacji, podobnie jak choroba somatyczna lub psychiczna – nawet dla najbardziej „klinicznych” pozycji z listy 38 zjawisk odsetek chorujących nie przekroczył 13 proc. (dla substancji psychoaktywnych sięgał ok. 15 proc.). Przeżycia trwały zwykle sekundy lub minuty (63 proc.), choć co piąty badany nie potrafił określić ich długości. Co ciekawe, niemal połowa osób (49 proc.) uznała, że nauka jest lub będzie w stanie wyjaśnić takie zjawiska, a 48 proc. przypisało swojemu doświadczeniu charakter duchowy lub religijny.

Doznania nadzwyczajne mają pozytywne następstwa

Zebrane odpowiedzi rysują złożony obraz ludzkiej psychiki. Choć 25 proc. ankietowanych odczuwało w związku z takim niezwykłym przeżyciem cierpienie lub dyskomfort, a 20 proc. deklarowało jego natychmiastowy negatywny wpływ, to 51 proc. oceniło długofalowe następstwa jako pozytywne.

Co z tego wszystkiego wynika? Po pierwsze, że doznania nadzwyczajne bywają elementem zwykłego stanu czuwania, a nie marginesem odmiennych stanów świadomości. To istotne, bo ich badacze koncentrują się zwykle na kontekście substancji psychoaktywnych. Po drugie, interpretacja waży więcej niż samo zdarzenie. Jak zauważa współautor pracy Jorge Moll, o tym, czy przeżycie stanie się źródłem cierpienia, czy sensu, decyduje bardziej sposób jego zinterpretowania niż ono samo, a to ma bezpośrednie konsekwencje dla reakcji lekarzy i rodzin. Z przywoływanej przez autorów literatury naukowej wynika, że identyczne doznanie może bowiem sprzyjać rozwojowi osobistemu, jeśli zostanie ocenione jako pozytywne i korzystne, albo – gdy jest odbierane jako negatywne, natrętne, obezwładniające lub niepodlegające kontroli – kończyć się w skrajnych przypadkach marginalizacją czy nawet hospitalizacją.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Redpille z manosfery. Rozpanoszył się samczyzm, atakują stadnie. Politycy też zwęszyli kapitał

W sieci rozpanoszył się samczyzm: promowany jest patriarchalny porządek świata, męski szowinizm i tzw. prosty chłopski rozum. Emancypacja kobiet, ruch #MeToo i coraz większe aspiracje pań dały mężczyznom w kość. Na tę falę, ciągnącą zresztą z zagranicy, próbują wskoczyć nie tylko influencerzy, ale też politycy.

Malwina Dziedzic
21.07.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną