Rynek

Współdzielenie w odwrocie. Znikają e-auta na minuty

Elektryczne auto na minuty Innogy Go! w... Morskim Oku Elektryczne auto na minuty Innogy Go! w... Morskim Oku Marek Podmokły / Agencja Gazeta
Pandemia szkodzi nie tylko transportowi zbiorowemu, ale także wypożyczalniom aut, zwłaszcza elektrycznych. Czy to koniec marzeń o nowej mobilności w miastach?

Tylko do połowy marca będzie można wypożyczać w Warszawie elektryczne auta na minuty w ramach usługi innogyGo! Już rok temu działalność zakończyła wrocławska Vozilla, która również oferowała wyłącznie pojazdy na prąd. Okazało się, że efekt nowości i ciekawość związana z wypróbowaniem auta elektrycznego nie wystarczają, aby stworzyć dochodowy biznes. Nieco lepiej wiedzie się innym miejskim wypożyczalniom samochodów, które mają we flocie głównie pojazdy spalinowe. Jednak także i one odczuwają skutki pandemii, gdy spadła nasza mobilność, za to wzrosły obawy o używanie sprzętu, z którego korzystają również inne osoby. Na przykład Traficar najpierw wycofał się z Warszawy, by potem do niej wrócić, a 4Mobility przetrwało dzięki przejęciu przez państwowy koncern energetyczny PGE.

Czytaj także: Dwa kółka też zagrożone. Nextbike wnioskuje o upadłość

Nieudana miejska mobilność

To właśnie takie wypożyczalnie, popularnie określane jako carsharing, miały być jednym z fundamentów nowej miejskiej mobilności. W jej ramach coraz mniej osób posiada samochód, a coraz więcej łączy różne metody poruszania się – chodzenie, jazdę na rowerze czy elektrycznej hulajnodze, komunikację miejską i – gdy tego z różnych powodów potrzebują – samochód wypożyczany na krótki czas. W idealnym modelu ten samochód jest oczywiście elektryczny, zeroemisyjny. Tę teorię rzeczywistość pandemiczna zweryfikowała bardzo brutalnie.

Przywiązani do samochodu

Wygranym ostatniego roku jest ten, który miał być w odwrocie, czyli własny samochód – w polskich warunkach prawie zawsze spalinowy, ewentualnie hybrydowy. Tymczasem wszelkie formy transportu współdzielonego znalazły się w bardzo trudnej sytuacji. Spadła popularność nie tylko wypożyczalni samochodów, ale także rowerów. Tym drugim jest łatwiej przetrwać, bo ich model opiera się na dotacjach ze strony samorządów. Gdy jednak miasta zaciskają pasa, ograniczają wydatki również na ten cel. Ogromne spadki liczby pasażerów notuje komunikacja miejska, bez żadnych naukowych dowodów demonizowana przez rządzących jako miejsce niebezpiecznie w pandemii. W tych okolicznościach własny, nawet jeśli nie najnowszy i mało ekologiczny samochód jawi się jako bezpieczna oaza w miejskiej dżungli pełnej szalejącego wirusa. Troska o planetę schodzi na dalszy plan, a korki nie odstraszają, bo z powodu licznych restrykcji stały się chwilowo mniej dokuczliwe.

Jednak przecież pandemia albo się skończy, albo nawet mimo niej trzeba będzie wrócić do rzeczywistości – praca i nauka zdalna pozostaną jako dodatek, ale na pewno nie jako podstawa. Gdy otworzą się restauracje i wszystkie kina, wróci turystyka i życie nocne, staniemy przed ogromnym dylematem. Przywiązanie do własnego samochodu, jeszcze silniejsze niż przed pandemią, oznacza nie tylko powrót korków. Oznacza kataklizm komunikacyjny – zatory będą większe, jeśli komunikacja miejska straci trwale na popularności, i ekologiczny – pogorszenie i tak fatalnej nie tylko zimą jakości powietrza w Polsce.

Czytaj także: Rząd nieudolnie czyści miasta z aut

Jak wspierać carsharing

Miejskie wypożyczalnie samochodów miały mieć do odegrania może nie kluczową, ale istotną rolę w nowej mobilności. Otwarte pozostaje pytanie, czy i w jakim zakresie samorządy powinny je wspierać. Raczej nie finansowo, zwłaszcza w obecnej sytuacji budżetowej. Brakuje jednak zachęt dla mieszkańców, którzy chcieliby zrezygnować z posiadania własnego samochodu. Powinni liczyć na preferencyjne stawki w ramach carsharingu. Inne możliwe rozwiązanie to tworzenie specjalnych biletów łączących w sobie komunikację miejską, wypożyczalnie rowerów i właśnie samochodów. Wymaga to współpracy samorządów i prywatnych operatorów, ale byłoby z ogromną korzyścią dla miast. Nie można bezczynnie czekać na koniec pandemii, jeśli chcemy uniknąć transportowego armagedonu.

Czytaj także: Cieszmy się drugą linią metra, bo trzeciej prędko nie będzie

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Niezbędnik

Skąd się biorą pioruny? Odpowiedź może zaskoczyć

Piorun pojawia się nagle, znika błyskawicznie i nie pozwala się łatwo zbadać. Skąd to budzące zachwyt i grozę zjawisko bierze energię oraz jak ją uwalnia? Odpowiedź może zaskoczyć.

Andrzej Hołdys
07.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną