Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Mieszkania na celowniku. Rząd szykuje nam podatek katastralny?

Rząd PiS nie ma żadnej długofalowej strategii dla rynku nieruchomości. Rząd PiS nie ma żadnej długofalowej strategii dla rynku nieruchomości. mkos83 / PantherMedia
Rząd planuje podatek od niektórych pustostanów. Czy to doraźne łatanie dziury budżetowej, czy też wstęp do podatku katastralnego?

Według „Rzeczpospolitej” trwają prace nad nową daniną – miałaby objąć właścicieli mieszkań, które stoją puste, ale obowiązywałaby dopiero od trzeciego lokalu posiadanego przez tę samą osobę. Taka konstrukcja podatku oznacza, że nie miałby on wielkiego znaczenia dla rynku. Zdarzają się sytuacje, gdy drugie mieszkanie stoi puste, bo właściciel np. nie chce go na razie wynajmować, jest w trakcie przeprowadzki czy po prostu traktuje lokal jako lokatę kapitału. Ale przypadki, gdy jedna osoba ma przynajmniej trzy nieruchomości i żadnej z nich nie wynajmuje, są już naprawdę rzadkie.

Czytaj także: Co Morawiecki ma do zaproponowania kredytobiorcom?

Pustostany – problem polskiego mieszkalnictwa?

Premier twierdzi, że takiego podatku nie będzie, za to grozi funduszom inwestycyjnym, które zaczęły inwestować w Polsce, kupując coraz większe pule lokali i przeznaczając je na wynajem. Często rezerwują dla siebie cały blok stawiany przez dewelopera. Mateusz Morawiecki uważa, że takie puste mieszkanie przyczynia się do dalszego wzrostu cen na rynku. Tyle że akurat fundusze starają się lokale jak najszybciej wynająć, bo przecież na pustostanach tracą ich udziałowcy. Puste stoją raczej mieszkania należące do indywidualnych właścicieli.

Skąd to całe zamieszanie? Rząd nie ma żadnej długofalowej strategii. Chce prawdopodobnie pokazać wyborcom, że martwi go sytuacja na rynku nieruchomości, na którym według danych NBP tylko w ciągu ostatniego roku ceny mieszkań zwiększyły się o kilkanaście procent, a czynsze wręcz eksplodowały po rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Czy jednak pustostany to rzeczywiście największy problem polskiego mieszkalnictwa? To raczej skutek uboczny polityki prawie zerowych stóp procentowych, która w ostatnich latach zachęciła wiele bogatszych osób do kupowania mieszkań za gotówkę i traktowania ich jako formy ochrony przed inflacją.

Podatek katastralny ratunkiem dla budżetu?

Sam pomysł daniny jest ciekawszy z innego powodu. Gdy tylko rządzący zaczynają interesować się rynkiem nieruchomości, pojawiają się plotki o podatku katastralnym. Dla jednych to prawdziwy upiór, dla innych metoda na przynajmniej częściowe wyeliminowanie patologii. Oczywiście rząd po raz kolejny zapewnia, że nad żadnym podatkiem katastralnym nie pracuje. I oczywiście nikt mu tak do końca nie wierzy, bo coraz gorsza kondycja budżetu i coraz wyższe koszty obsługi długu sugerują, że trzeba będzie znaleźć dodatkowe dochody. Nieruchomości nadają się do tego idealnie z wielu powodów – nie można ukryć faktu ich istnienia, łatwo wyliczyć ich wartość w oparciu o aktualne transakcje w okolicy, nietrudno również ściągać taką daninę.

Czytaj także: Mieszkaniowe wyzwanie. Rynek wynajmu nie daje rady

Sam podatek katastralny, czyli liczony od wartości mieszkania czy domu, mógłby mieć pożyteczny wpływ na rynek, ale tylko pod warunkiem jego odpowiedniej konstrukcji. Z pewnością nie obowiązywałby dla pierwszego mieszkania, być może zwolnione z niego byłoby również drugie. Wątpliwości pojawią się w przypadku apartamentów wakacyjnych, które kompletnie rozregulowały rynek w miejscowościach nadmorskich czy górskich. Na pewno podatek katastralny powinien zostać uzależniony od stawek najmu, aby dodatkowo nie obciążać lokatorów. Właściciele, którzy wynajmują taniej, mogliby liczyć na niższą stawkę takiego podatku, a ci, którzy liczą sobie wyższy czynsz, musieliby też płacić więcej.

Jednak najważniejsza sprawa to zagospodarowanie wpływów z takiego katastru. Pieniądze powinny pójść na to, czego najbardziej brakuje na polskim rynku nieruchomości – mieszkania na wynajem o umiarkowanych czynszach, stawiane i oferowane głównie przez samorządy w zależności od lokalnych potrzeb. Tymczasem można przypuszczać, że jeśli rząd zdecyduje się na podatek katastralny, sam będzie chciał mieć dostęp przynajmniej do części nowego strumienia pieniędzy. Po doświadczeniach Mieszkania Plus wiemy zaś, że rząd na polu budownictwa społecznego jest kompletnie bezradny. Jeśli środki z katastru pójdą głównie na łatanie dziury budżetowej, będzie to pogłębienie patologii na rynku mieszkaniowym, a nie próba przynajmniej częściowego ich zmniejszenia.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Mobbing i zachowania niepożądane. Czego w pracy robić nie wolno?

Wszelkie sprawy dotyczące dyskryminacji to mniej niż 1 proc. pozwów związanych z prawem pracy, a te o molestowanie to już zupełny ułamek ułamka.

Ewa Wilk
18.06.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną