Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Cztery powody wysokich cen paliw. Kiedy będzie taniej? Już było

Już w czerwcu kierowcy protestowali przeciw wysokim cenom paliw. Kraków, ogólnopolska blokada stacji paliw Orlen, 11 czerwca 2022 r. Już w czerwcu kierowcy protestowali przeciw wysokim cenom paliw. Kraków, ogólnopolska blokada stacji paliw Orlen, 11 czerwca 2022 r. Wojciech Matusik / Forum
Kiedy zaczęliśmy się przyzwyczajać do cen sześciozłotowych, na pylonach przed stacjami pojawiły się kwoty ponad 7 zł. Specjaliści nie zostawiają złudzeń: olej napędowy wkrótce może dojść do 8 zł, benzyna 95 będzie tylko trochę tańsza. Czy Orlen pospiesznie zbiera pieniądze na zakup PGNiG?

Powód pierwszy: OPEC, Saudowie i droga ropa

Powodów paliwowej drożyzny jest kilka. Po pierwsze, tradycyjnie, o czym Orlen zawsze chętnie komunikuje: droga ropa. Kartel producentów ropy OPEC+ uchwalił obniżenie produkcji o 2 mln baryłek dziennie. To mniej więcej 2 proc. światowej produkcji. Niby niewiele, ale na rozchwianym i znerwicowanym rynku takie decyzje wywołują panikę i cena skacze. Zwłaszcza że na rynku operują też inwestorzy finansowi, którzy kupują kontrakty na ropę nie po to, by z niej produkować paliwo, ale by sprzedawać takie kontrakty z zyskiem. W efekcie ich oczekiwania spekulacyjne mają wpływ na realny rynek.

Na niewiele zdały się apele prezydenta USA, by OPEC+ nie redukował wydobycia, bo windując cenę, wspiera Rosję. Joe Biden pojechał nawet w tej sprawie do Arabii Saudyjskiej, która stoi za decyzjami OPEC+. W Rijadzie spotkał się z księciem Mohammedem bin Salmanem, tym samym, którym niedawno demonstracyjnie pogardzał do tego stopnia, że nawet nie odebrał od niego telefonu gratulacyjnego po wygranych wyborach. Książę odpowiada bowiem za okrutne morderstwo dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego. Wyprawa do Rijadu i przybijanie z księciem żółwika efektu nie dały, co Biden uznał za świadectwo, że Saudowie trzymają z Putinem.

W rzeczywistości nie wydaje się, by Saudom tak bardzo zależało na losie Putina. Wojna w Ukrainie ma dla nich znaczenie o tyle, o ile wpływa na sytuację na rynku ropy. A wpływa w sposób niekorzystny, bo przyspiesza wejście światowej gospodarki w recesję. Dziś grozi ona niemal wszystkim – nie tylko Unii Europejskiej, w tym Polsce, ale także USA i Chinom, czyli dwóm największym gospodarkom decydującym o popycie na ten surowiec. O Rosji oczywiście nie wspominamy, bo będzie miała recesję na własne życzenie.

Recesja sprawia, że zapotrzebowanie na ropę będzie maleć, a to doprowadzi do spadku jej ceny. I właśnie po to OPEC+ zamierza redukować wydobycie, by utrzymać ceny, jak długo się da i dopóki udaje się zarabiać. Niektórzy członkowie kartelu mają tak wysokie koszty wydobycia i tak są uzależnieni od zysków z ropy, że recesyjny spadek cen może być dla nich bolesnym ciosem.

Czytaj także: Bliski Wschód odpływa Putinowi. Biden wpędza Rosję w poważne kłopoty

Powód drugi: Glapiński i RPP, słaby złoty, embargo na surowce z Rosji

To niejedyny powód drogich cen na stacjach. Powód drugi to prezes Glapiński i Rada Polityki Pieniężnej. Ostatnia zaskakująca decyzja, by mimo gigantycznej i wciąż rosnącej inflacji utrzymać stopy procentowe, nie tylko wywołała bunt w samej RPP (polecam lekturę komunikatu RPP przeredagowanego przez jej członkinię prof. Joannę Tyrowicz), ale znów osłabiła złotego. A ponieważ złoty słabnie, kupując ropę za dolary, Orlen musi płacić coraz więcej.

Orlen sporo ropy kupuje jeszcze od Rosjan, ale na początku grudnia wejdzie w życie unijne embargo. Dziś Daniel Obajtek korzysta, bo rosyjska ropa jest tańsza od innych, co daje Orlenowi zyski ekstra, które niebawem się skończą. Na razie Orlen siedzi na kupie forsy. Tak wysokich zysków jak te, które koncern zanotował w II kwartale, jeszcze nie było. To nie jest efekt geniuszu Obajtka, ale renta monopolistyczna koncernu. Większość firm energetycznych w Europie tak jak Orlen tuczy się dziś na kryzysie. Stąd pomysł Komisji Europejskiej, by je specjalnie opodatkować.

Powód trzeci: Lotos i PGNiG, czyli zakupy Orlenu

Orlen, narodowy monopolista naftowy, to sam w sobie trzeci powód drogiego paliwa. Kupił już Lotos, za chwilę kupi PGNiG. Każda taka operacja z naszego punktu widzenia to przekładanie przez Skarb Państwa spółek z kieszeni do kieszeni. Tak jest w istocie, tyle że formalnie są to spółki giełdowe mające prywatnych akcjonariuszy, więc każda taka transakcja daje państwu okazję, by z kasy Orlenu wyciągnąć wielomiliardowe kwoty pod pretekstem sprzedaży akcji. Na te miliardy musimy się złożyć jako klienci Orlenu, więc paliwo i z tego powodu tanie być nie może.

Czytaj także: Benzyna za 6 zł. Co się stało? I czy może być jeszcze drożej?

Powód czwarty: duży popyt na olej napędowy

Powód czwarty – nie wszystko, co sprzedaje Orlen, pochodzi z jego rafinerii. Część paliw jest importowana, zwłaszcza dotyczy to oleju napędowego, którego mamy deficyt strukturalny, jak nazywają to branżowi specjaliści. Chodzi o to, że zapotrzebowanie na olej napędowy i opałowy (który technologicznie jest praktycznie tym samym produktem) jest dużo większe od możliwości produkcyjnych polskich rafinerii. Wszystko dlatego, że nie da się z ropy wydestylować wyłącznie oleju napędowego. Przy okazji musi powstać cała gama produktów naftowych, z których każdy ma własny rynek i własne ceny. Więc by nie robić sobie problemu z produktami, których powstałoby przy okazji za dużo, importuje się gotowe paliwo, którego brakuje. I stąd tak wysoka cena oleju napędowego, dużo droższego od benzyny. Bo diesla brakuje nie tylko w Polsce, więc jest drogi, zwłaszcza o tej porze, gdy trwają prace polowe, a ci, którzy korzystają z ogrzewania olejowego, robią zapasy na zimę.

Wygląda na to, że na razie musimy się oswajać z ceną 8 zł za litr na pylonach stacji benzynowych. Przecież to, że inflacja zbliża się do 20 proc., jest w dużym stopniu efektem drożejącej energii i paliw. Na pytanie, kiedy będzie taniej, odpowiedź brzmi: już było.

Czytaj także: Norwegia nie chce się dzielić swoją ropą, gazem i pieniędzmi

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Kim pan jest, panie W.? Skąd się wziął i na czym dorobił cichy bohater afery taśmowej

Cała Polska usłyszała o zeznaniach Marcina W. Najpierw, że Marek Falenta sprzedał Rosjanom słynne „taśmy prawdy”; potem, że Michał Tusk przyjął 600 tys. euro łapówki. Ale równie ciekawe jak zeznania są biznesy Marcina W. I jego związki z CBA.

Marek Czarkowski
05.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną