Zrób sobie prąd
Fotowoltaiczna rewolucja dogasa. Miliony paneli na dachach, zapchane sieci i rozżalenie
„Dzień dobry, z tej strony Klara Sobieraj” – tę frazę usłyszało w słuchawce wyjątkowo wielu Polaków. Klara z irytującym uporem dzwoniła do tysięcy przypadkowo wybranych osób, namawiając je do montażu paneli fotowoltaicznych. Kusiła oszczędnościami oraz sowitymi dotacjami. Była w stanie robić to w tempie wyczynowym, bo nie była człowiekiem, ale voicebotem, czyli programem sztucznej inteligencji wykorzystywanym do natarczywego marketingu. Celem było uzyskanie adresu, pod który można było wysłać przedstawiciela handlowego – już żywego człowieka – by zdobyć klienta takiego, który nie ma jeszcze paneli fotowoltaicznych albo pompy ciepła, a ostatnio także magazynu energii.
Prezes UOKiK od kilku lat jest zasypywany skargami na niedozwolone praktyki firm branży energetyki odnawialnej (OZE). Właśnie w ostatnich dniach na spółkę Nasz Prąd nałożył karę wysokości ponad 21 mln zł. – Rynek OZE ma ogromne znaczenie dla transformacji energetycznej, ale niestety obserwujemy na nim również wiele nieprawidłowości uderzających w konsumentów. Ich skutki mogą być szczególnie dotkliwe dla ludzi starszych, którzy często podejmują decyzję o dużym wydatku, znacząco obciążającym domowy budżet, i zobowiązaniu finansowym na wiele lat. Konsument musi wiedzieć, co kupuje, ile za to zapłaci i na jakich warunkach – tłumaczył prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
Energetycy domowi
Intensywny marketing, wspomagany dotacjami z kolejnych edycji programu „Mój prąd” (w sumie było ich sześć), a także z lokalnych programów samorządowych, był w stanie nawet radykalnych przeciwników zielonej energii zamienić w jej producentów. Przykładem Przemysław Czarnek, który zasłynął zwrotem „OZE-sroze”, a potem musiał się tłumaczyć, skąd na dachu jego domu wzięły się panele fotowoltaiczne.