Społeczeństwo

Komisja ds. pedofilii się ujawnia. Niema i niewiarygodna

Briefing komisji ds. pedofilii, 25 lutego 2021 r. Briefing komisji ds. pedofilii, 25 lutego 2021 r. Andrzej Hulimka / Forum
Przewodniczący komisji ds. pedofilii Błażej Kmieciak przyjął linię, że z uwagi na dobro osób pokrzywdzonych o konkretnych sprawach mówić nie będzie. To po co takie briefingi?

Pierwsze spotkanie Państwowej Komisji do spraw Pedofilii z przedstawicielami mediów robiło fatalne wrażenie. Chaos, wyczuwalne napięcie, uniki. Przewodniczący Błażej Kmieciak z biało-czerwoną przypinką w klapie usiłował być uprzejmy i dialogowy, lecz odmawiał konkretnych odpowiedzi w konkretnych sprawach, o które pytali dziennikarze i dziennikarki. Jeśli tak mają wyglądać kolejne briefingi prasowe, nie będzie z nich większego pożytku dla opinii publicznej.

Komisja ds. pedofilii, czyli kto?

Pan Kmieciak, mocując się z językiem ojczystym, przyjął linię, że z uwagi na dobro osób pokrzywdzonych o konkretnych sprawach mówić nie będzie. To po co takie briefingi? Przecież media nie oczekują ujawniania danych wrażliwych, lecz mechanizmów prowadzących do popełniania i tuszowania przestępstw seksualnych na osobach niepełnoletnich. Chcą się dowiedzieć właśnie tego, nad czym komisja pracuje, a nie tylko tego, jak się mości w porządku prawno-instytucjonalnym. Przewodniczący komisji wielokrotnie wracał do tego tematu, próbując uprzedzić pytania dotyczące jej dotychczasowego dorobku. Ostatecznie media dowiedziały się, że „urząd” siedmioosobowej komisji zatrudnia obecnie „około” 27 osób i szuka kolejnych pracowników.

Na pytania o wynagrodzenia, tytulaturę członków komisji (prowadząca briefing i sam p. Kmieciak użyli określenia „minister” w odniesieniu do pań Chrobak i Rękas), samochody służbowe nie było jasnej odpowiedzi. Pani Chrobak zapowiedziała za to ewentualne „kroki prawne” przeciwko „Gazecie Wyborczej” za rzekome podanie nieprawdy, zaprzeczywszy informacjom w artykule red. Wojciecha Czuchnowskiego na jej temat. Oświadczyła, że nie jest „aktywna” w partii Zbigniewa Ziobry.

Pedofilia w Kościele. Margines?

Dorobek? Komisja została powołana przez Sejm (głosami 401 posłów, a więc nie tylko obecnej większości) w sierpniu 2019 r. W czwartek dowiedzieliśmy się, że przez półtora roku zajęła się 120 sprawami, 90 objęła „monitorowaniem” pod kątem oceny działań prokuratorskich, w 20 rozważa wystąpienie o wpisanie sprawców do państwowego rejestru pedofilów, w dwóch już wszczęła odpowiednią procedurę, bada 2,5 tys. spraw zakończonych wyrokiem.

Przewodniczący Kmieciak zaznaczył, że spośród przestępców, których sprawy komisja bada, 10 proc. (12 osób) to księża. To ciekawa informacja, ale nie dowiedzieliśmy się niczego więcej na temat tego, kim są pozostali krzywdziciele. Informacja oznacza jednak, że lwia część tych przestępstw popełniona została poza Kościołem instytucjonalnym. To brzmi jak sugestia, że media koncentrują się na pedofilii w Kościele, a nie widzą jej gdzie indziej.

Falstart komisji Kmieciaka

Niewykluczone, że taki kierunek obierze komisja przez kolejne lata swej pracy. Błażej Kmieciak podkreślał, że „strój” seksualnego przestępcy nie ma dla niej znaczenia i że nie będzie miała problemu z wezwaniem biskupa czy kardynała. Jak dotąd jednak nie wezwała żadnego kościelnego dygnitarza. Kmieciak ubolewał, że „część mediów” skupia się nie na tym, co jest istotne dla oceny komisji. Z kolei próby kontroli parlamentarnej jej działalności, podjęte niedawno przez opozycję, zbagatelizował, a nawet nazwał (przy innej okazji) robieniem politycznego show. I ubolewał, że „część mediów nie wiadomo czemu służy”, publikując informacje o kulisach jej działalności i poglądach czy powiązaniach jej członków.

Medialny debiut komisji uważam za falstart. Nie widzę z niej znaczącego pożytku publicznego. Tak naprawdę to na razie komisja niema, choć niektórzy jej członkowie mają usta pełne górnolotnych frazesów. Jej problemem jest, wyczuwalny też podczas briefingu, brak wiarygodności.

Czytaj też: Na wstyd nie liczcie. Kościół powinien zapłacić

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

„Zielony rycerz. Green Knight”: filmowy powrót do mitycznej Brytanii

W filmie „Zielony rycerz. Green Knight” Davida Lowery’ego oglądamy Króla Artura i jego rycerzy Okrągłego Stołu. Znowu. Co takiego tkwi w legendach arturiańskich, że współczesna kultura regularnie do nich wraca?

Marcin Zwierzchowski
27.07.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną