„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Społeczeństwo

„W metryczce stoi co innego”. Transnastolatki walczą o życie

Protest przeciwko homofobicznym wypowiedziom prezydenta Andrzeja Dudy i posłów PiS w stosunku do osób LGBT Protest przeciwko homofobicznym wypowiedziom prezydenta Andrzeja Dudy i posłów PiS w stosunku do osób LGBT Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta
Mniej więcej wtedy, kiedy Krystyna Pawłowicz wywołała burzę z transpłciowym dzieckiem w roli głównej, pedagożka z warszawskiej podstawówki robiła wszystko, by pomóc jednej ze swoich uczennic. Bo w każdej szkole uczą się transpłciowe dzieci, ale nie każda szkoła uznaje to, kim się czują.

To był chyba pierwszy lub drugi dzień szkoły, kiedy Mateusz zadzwonił do mnie i powiedział, że nie wytrzyma dłużej – mówi Anna, mama 17-latka. Od szóstej klasy szkoły podstawowej jej syn cierpiał na permanentne migreny, infekcje oraz napady lękowe. Jeśli wiedział, że mama ma wolne i zostaje w domu, chorował, by nie pójść do szkoły. Jego ciało naprawdę chorowało – ze stresu. Jeden tydzień przesypiał albo spędzał w ciemnościach, w kolejnym nadrabiał zaległości – uczył się, a mimo to oceny spadały. Rzadko spędzał w szkole dwa tygodnie z rzędu. Wychowawczyni obawiała się, że wyalienowany i przezroczysty w klasie, stanie się wkrótce kozłem ofiarnym grupy – takimi pomiatać najłatwiej. Anna: – Słyszałam jego płacz po nocach. Mówił, że tak po prostu ma i nie wie, dlaczego mu smutno. Ale przecież nikt tak bardzo nie płacze bez powodu.

„Możesz być męską lesbijką”

Jak każda transpłciowa osoba, czyli taka, której tożsamość jest inna niż płeć nadana przy urodzeniu, Mateusz musiał najpierw wyoutować się przed samym sobą: – Na początku myślałem, że jestem lesbijką, potem nonbinary, następnie genderfluid, a potem dotarło do mnie, że w 100 proc. jestem facetem. Powiedział mamie. Typowo: najbardziej wydajną strategią, jaką osoby LGBT+ stosują w swoich rodzinach, jest oczekiwanie na akceptację matki. Ostatecznie transpłciowe dziecko akceptuje 25 proc. matek i 15 proc. ojców.

Anna przekonywała Mateusza, że dziewczyny też mogą ubierać się po męsku, mieć krótkie włosy, więc może być po prostu męską lesbijką. Mateusz przestał chodzić w ubraniach, które miał w szafie. Wyrzucił wygodne leginsy, bo są postrzegane jako dziewczęce.

Kiedy był w trzeciej klasie gimnazjum, któregoś ranka Anna znalazła w jego pokoju zeszyt. Sądziła, że zostawił go przypadkiem po porannej nauce. Otworzyła go i przeczytała kilka zdań, które ją zmroziły. – Pisał, że ma myśli samobójcze i trudno mu z tym, że cały czas mi mówi o sobie, a ja to neguję. Wiedziałam, że nie mogę już tego przeciągać, bo stracę za chwilę dziecko – mówi Anna. Mateusz: – Nikomu tego jeszcze nie powiedziałem, ale zostawiłem ten dziennik na biurku specjalnie.

Badania, hormony, rozkwitanie

Mimo narastającej nagonki na osoby LGBT+ oraz uznawania transpłciowości wśród dzieci jako rodzaju mody, której ulegają, do gabinetu dr Heleny Zakliczyńskiej, lekarki i seksuolożki, w ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy zgłasza się znacznie więcej rodziców transpłciowych dzieci. – Według mnie jest to paradoksalnie spowodowane podnoszeniem w debacie publicznej wątków dotyczących osób LGBT – nie zawsze w pozytywnym świetle, ale ostatecznie mówi się o sprawie, która wcześniej publicznie nie istniała – mówi. Wprost proporcjonalnie do liczby pacjentów pojawia się coraz więcej anonimowych listów i SMS-ów z groźbami wytoczenia dr Zakliczyńskiej sprawy sądowej, „przysłania” do niej telewizji czy poniesienia „kosztownych” konsekwencji za to, co dzieje się w jej gabinecie. – Dostaję też takie wiadomości od rodziców moich pełnoletnich pacjentów. Niestety, jeżeli pacjent nie wyraża zgody na informowanie kogokolwiek o jego stanie zdrowia, nie mogę tego zrobić, co zwykle nasila niezadowolenie rodziców podkreśla dr Zakliczyńska.

Jej najmłodszy pacjent ma 12 lat i jest w okresie obserwacji.

Terapię hormonalną najwcześniej można rozpocząć ok. 16. roku życia. Wiadomo, na podstawie badań holenderskich, u jednej trzeciej dzieci i nastolatków dysforia płciowa nie potwierdza się w późniejszym okresie życia. Lekarze, podkreśla seksuolożka, muszą być ostrożni. – Każdy pacjent usłyszał ode mnie, że jeżeli okaże się, że terapia hormonalna nie jest tym, czego oczekiwał – a to okazuje się szybko, w ciągu kilku miesięcy – można się z niej wycofać – mówi. I dodaje, że dla osób transpłciowych już rozpoczęcie diagnostyki przynosi jakiś rodzaj ulgi 99 proc. osób transpłciowych myśli, że są jedyne takie na świecie.

Mateusz do gliwickiego gabinetu dr Zakliczyńskiej trafił dwa lata temu, po serii w większości nieudanych wizyt u psychologów i psychiatrów. Żeby dostać wymarzony testosteron, trzeba zrobić długą listę badań, wykluczyć choroby psychiczne, wykonać tomografię głowy, napisać życiorys. Anna: – Kiedy dostaliśmy receptę, Mateusz wystrzelił głową prawie w sam sufit. Kupiliśmy binder na piersi (bieliznę służącą do spłaszczania piersi). Wyjechał na wakacje, słońce po kilku latach zobaczyło jego ręce i nogi. Okazało się, że jest na każdym zdjęciu z wyjazdu. Zaczął odpuszczać strach, czy idziemy w dobrą stronę.

„W metryczce stoi co innego”

Ponieważ osoby z dysforią płciową sięgają po profesjonalną pomoc od niedawna, to statystyczne dane dotyczące częstotliwości występowania transpłciowości są mocno niedoszacowane. Generalnie jednak częściej mamy do czynienia z transpłciowymi mężczyznami niż transpłciowymi kobietami – przynajmniej w Polsce. Organizacje takie jak fundacja Trans-Fuzja czy Kampania Przeciw Homofobii w swoich raportach wskazują, że w każdej polskiej szkole uczą się transpłciowe dzieci. Natomiast nie każda szkoła uznaje to, kim się czują.

Alina Synakiewicz, psycholożka Trans-Fuzji, miesięcznie dostaje kilka zgłoszeń ze szkół. – Zwykle pisze do nas szkolna pedagożka, dyrektor albo wychowawca. Najczęściej po tym, jak w zaufaniu ujawnia się przed nimi młoda osoba. Próbują wybadać, co można w tej sytuacji zrobić, jak pomóc. Jeśli piszą uczniowie, ich historie zwykle nie kończą się happy endem – kiedy nie ma wsparcia ze strony nauczycieli i dyrekcji, to rekomendacje z fundacji czy list przesłany do szkoły nie są w stanie wiele zdziałać. A moment jest szczególny: u wielu transpłciowych osób w czasie dojrzewania dysforia płciowa, czyli dyskomfort i psychiczne cierpienie związane z faktem posiadania ciała niezgodnego z identyfikacją psychiczną, znacznie się nasila. U transchłopców miesiączka staje się dramatem i powodem myśli samobójczych. U transdziewczyn, nawet jeśli wyglądają androgenicznie, nie zgadza się wysoki głos. Dzieciaki uciekają w sen, chcą przespać życie, sen jest bezpieczny.

Na granicy odwodnienia

Kiedy okazało się, że w szkole w Podkowie Leśnej pod Warszawą podjęto decyzję o uznaniu tożsamości 12-letniej transuczennicy, wielu przecierało oczy ze zdumienia.

Ewelina Słowińska z grupy My, Rodzice przez podobną sytuację przechodziła kilka lat temu. Jej syn uczył się w Szkole Podstawowej nr 340 w Warszawie, największej w stolicy. Wszystko zadziało się w ciągu tygodnia: zorganizowano spotkanie z seksuologiem, po którym nauczyciele nie używali już „deadname′u” jej syna, czyli imienia z metryczki. Z mazowieckiego kuratorium Słowińska dostała pismo w sprawie zmiany imienia dziecka. Imienia nie można zmienić na oficjalnych dokumentach szkolnych, jak świadectwo czy legitymacja. Jest jedno „ale”, które ma w tej sytuacji kolosalne znaczenie. „Mając na względzie najlepiej pojęty interes dziecka, należy dążyć do wspólnego, rodziców i szkoły, uzgodnienia zasad komunikowania się z dzieckiem na terenie szkoły, w sposób zapewniający jego poczucie bezpieczeństwa w funkcjonowaniu w trudnej sytuacji życiowej” – napisała Krystyna Mazur, dyrektor Departamentu ds. Kształcenia Ogólnego.

To element, na który zwraca uwagę też Synakiewicz: – Nie ma prawnych przeciwskazań, by nie uznawać tożsamości transpłciowego ucznia czy uczennicy. Z obowiązujących dokumentów, takich jak Prawo oświatowe, Karta Nauczyciela, statuty szkolne czy nawet Konwencja Praw Dziecka, jasno wynika, że każda szkoła ma obowiązek zapewnić swoim uczniom bezpieczeństwo, komfort i niezbędne warunki do rozwoju. Uważamy też, że używanie formy gramatycznej niezgodnej z płcią odczuwaną albo stosowanie deadname′u, czyli imienia z metryki, niezgodnym z identyfikacją płciową osoby, jest formą przemocy.

Wśród rekomendacji, które prawniczki i psycholożki Trans-Fuzji wspólnie przekazują do szkół, jest także dawanie swobody w doborze fryzur i ubrań, zezwolenie na korzystanie z właściwych toalet i szatni. Uczniowie, którzy nie są wyoutowani albo dyrektor nie zgadza się, by używały konkretnej toalety, w ogóle unikają korzystania z łazienki. – Znamy uczniów, którzy byli na granicy odwodnienia, bo nie przyjmowali żadnych płynów, by nie musieć chodzić do łazienki – opowiada Alina Synakiewicz.

To samo podkreśla w swoich dokumentach przesyłanych do szkół dr Helena Zakliczyńska. Po pracy, w wolnym czasie, jeździ rozmawiać z dyrektorami i nauczycielami o transpłciowości i potrzebach transpłciowych uczniów. – W lockdownie spotkań nie było, a sytuacje zdarzały się różne. Gdybym mogła powiedzieć ogólnie, to raczej szkoły miały duży dystans do całej sprawy, były na „nie” – mówi.

Bardzo by chcieli, ale niestety – prawo, przepisy, system... – tak Anna opisuje nastawienie nauczycieli w technikum, w którym uczy się Mateusz. W szkole udało się zorganizować spotkanie z nauczycielami. Dyrektorka przerażona, to jej pierwszy taki uczeń, pedagożka poprosiła o dodatkową opinię poradni psychologiczno-pedagogicznej, bo „wie pani, pani płaci, to wszystko pani napiszą”. Nauczyciele mieli zostać poinformowani na radzie pedagogicznej o tym, jak zwracać się do Mateusza, ale nie zostali. Więc Mateusz sam podchodził po kolei do nauczycieli po każdej lekcji i tłumaczył całą historię. Miał coming out pięć dni w tygodniu. Nauczyciele po roku przestali się wreszcie mylić. Tyle że przyszła pandemia i nauka przez teamsy. Nauczyciele mylą się częściej, ale zanim Mateusz zdąży zareagować, uprzedzają go jego koleżanki.

„Nie da się opisać radości na jej twarzy”

Brak przemyślanych działań edukacyjnych ukierunkowanych na uwrażliwienie na problematykę uczniów transpłciowych to problem większości polskich szkół, wynika z jedynego u nas raportu na temat transpłciowej młodzieży, wydanego w 2016 r. przez Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego. Zamiast zintegrowanych działań system opiera się na „czujności nauczycieli”.

Jedna z ostatnich interwencji Trans-Fuzji dotyczyła 14-letniej uczennicy warszawskiej podstawówki. – Wybuchła pandemia, to był kolejny tydzień izolacji. Napisała do mnie na Facebooku jedna z uczennic i prawie od razu wyznała, że od dawna nie czuje się chłopakiem. Powiedziała o tym mamie, a właściwie w jednej z kłótni wykrzyczała jej, że jest trans. Mama jej nie akceptuje i nie wie, co ma robić – opowiada Marta, pedagożka, która prosi o zmianę imienia i nie chce podawać nazwiska, by chronić uczennicę. Dziewczyna była już po jednej próbie samobójczej. Pracująca na rzecz zmniejszenia liczby samobójstw młodzieży w USA organizacja Youth Suicide Prevention Program szacuje, że ponad połowa osób transpłciowych podejmuje przynajmniej jedną próbę samobójczą przed ukończeniem 20 lat. Mimo braku podobnych statystyk w Polsce można się domyślać, że liczby te nie będą drastycznie się różniły.

Pedagożka z miejsca zaczęła używać zaimków żeńskich. Przez kolejne tygodnie codziennie próbowała dowiedzieć się jak najwięcej o transpłciowości. Temat był dla niej kompletnie nowy, nie był poruszany na kursach czy specjalizacji, którą skończyła na studiach pedagogicznych.

W następnych miesiącach na prośbę dziecka zorganizowała w szkole kilka spotkań. Z dyrektorką, nauczycielkami, psycholożkami z Trans-Fuzji. Dzięki jej inicjatywie kilka miesięcy temu dyrektor poinformował wszystkich nauczycieli, by zwracali się do dziecka wybranym przez nie imieniem. System zaczął działać. – Chwaliła się swoimi małymi sukcesami. Po lekcjach przybiegła się pochwalić, że jakiś nauczyciel „wziął ją za dziewczynę”, a inny „powiedział, że jest w klasie sześć dziewczyn”, wliczając ją do tego grona. Nie da się opisać radości na jej twarzy. Udało jej się też przejść na WF do grupy dziewcząt – opowiada Marta. – Nie ma żadnych przeciwskazań prawnych, które nie zezwalałyby na uczestniczenie w zajęciach WF dzieci, które mają inne oznaczenie płci metrykalnej. Przecież często się zdarza, że dziewczynki ćwiczą z chłopcami, bo np. trenują taki rodzaj sportu jak oni dopowiada Alina Synakiewicz.

Im lepiej było w szkole, tym gorzej z rodzicami. Mama wiecznie nie mogła rozmawiać. Ojciec w pierwszej rozmowie telefonicznej powiedział, że nigdy tego nie zaakceptuje, on by „pedałów powybijał”. Dziś, dzięki kolejnym spotkaniom i pomocy psycholożek, zostawił furtkę na tranzycję medyczną. To, co daje od siebie mama dziewczyny, to forma bezosobowa. „Słoneczko”. Tylko w czasie kłótni, złośliwie, deadnamuje ją, czyli używa imienia metrykalnego, a nie tego, które dziewczyna dla siebie wybrała.

Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy pedagożka walczyła o swoją uczennicę, Krystyna Pawłowicz, kierując się prywatnymi uprzedzeniami, wywołała medialną burzę z dziesięcioletnim transpłciowym dzieckiem w roli głównej. Tydzień po jej tweecie wśród rodziców osób LGBT+ pojawiła się informacja o odejściu „kolejnego tęczowego serduszka”.

Blizny już się zagoiły

Anna: – Żyjemy normalnie. W międzyczasie nauczyłam się robić zastrzyki z testosteronu. Generalnie Mateusz mnie chwali.

Dla jego ojca męski ryk za ścianą zamiast wysokiego głosiku córki jeszcze do niedawna był nie do wyobrażenia. Ale ostatnio kupili stół do jego pokoju. Po raz pierwszy w życiu chłopak musiał skręcać go sam.

Anna, jak widzi matkę z dziewczynką, to myśli sobie czasem, że też kiedyś miała córeczkę. A potem się poprawia: „Ania, ale ty nigdy nie miałaś córeczki”.

Mateusz, zapytany o najbardziej radosny element tranzycji, mówi: – Strasznie cieszę się, że mam zarost i niższy głos. Chociaż wciąż czekam, aż jeszcze bardziej spadnie. Blizny po „jedynce”, czyli operacji klatki piersiowej, już się zagoiły. – Staram się żyć i nie skupiać na tym, że jestem trans. To psuje mi radość. Zamiast po wejściu do łazienki myśleć o tym, że nie mogę skorzystać z pisuaru, bo jestem trans, przestawiam się na myślenie: OK, nie mogę skorzystać z pisuaru, ale przechodzę do kabiny. I nie ma tematu – mówi.

Pierwsza dorosła decyzja Mateusza: pozew przeciwko rodzicom, rozpoczynający proces prawnej korekty płci. Kolejna: studia scenopisarskie. – Od dzieciństwa marzę o zrobieniu serialu animowanego dla dorosłych. Najpierw trzeba opracować dobry pomysł, potem „pitch”, czyli opis tego, co dzieje się w odcinkach, później powstaje skrypt. Teraz jestem w trakcie pisania skryptu do odcinka pilotażowego. Główną bohaterką jest Sziliana, liderka gangu, która należy do rasy feniksów, czyli ludzi ze skrzydłami. Jest interpłciowa, używa jakichkolwiek zaimków – opowiada.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Wymarsz z religii

W szkołach średnich, w dużych miastach, uczestniczący w lekcjach religii to już mniejszość. Topniejąca z roku na rok.

Joanna Podgórska
01.12.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną