Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Społeczeństwo

„Więcej chętnych do pomocy niż potrzebujących”. Relacja ze stołecznych dworców

Dworzec Wschodni w Warszawie Dworzec Wschodni w Warszawie Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta
Warszawskie dworce kolejowe i autobusowe zmieniły się w punkty spontanicznej pomocy uchodźcom z Ukrainy. To niekoniecznie potrzebne.

Kuba, 22-latek, nie może usiedzieć bezczynnie. – Miałem dziś jechać na granicę i stamtąd przewozić ludzi do Warszawy, ale samochód się popsuł i nie pojechałem. Zamiast tego wypożyczyłem auto na minuty i jestem tu – mówi, stojąc na środku przeszklonej hali Dworca Wschodniego w Warszawie, gdzie od godziny podchodzi do kobiet i łamiącym rosyjskim pyta, czy potrzebują podwózki. – Na razie żadna nie potrzebowała – dodaje nieco zrezygnowany. – Samochód czeka na parkingu, a minuty lecą, więc chyba wrócę do domu i poczekam na telefon od mechanika. Tutaj, jak widzę, za dużo nie pomogę.

Za plecami Kuby działa punkt informacyjny dla uchodźców z Ukrainy: niebiesko-żółte kartki zadrukowane cyrylicą i kilka osób w odblaskowych kamizelkach z napisem „wolontariusz”. Od piątku można do nich podejść, poprosić o picie, transport czy dach nad głową.

Wolontariusze, których wciąż przybywa (pierwszej doby zgłosiło się ponad tysiąc osób), wysłuchają, napoją, w razie potrzeby zaproponują pomoc psychologiczną i w sprawach legalizacji pobytu, po czym wejdą na stronę ochotnicy.waw.pl, gdzie znajduje się baza chętnych do czasowego udostępnienia mieszkania, domu lub pokoju. – Najczęściej jednak przybywający z Ukrainy mają już gdzie spać i to, czego od nas potrzebują, to wskazówki, jak dojechać na miejsce – mówi Ania, wolontariuszka. – W ogóle więcej osób podchodzi do nas, żeby zapytać, gdzie można zostawić jedzenie i ubrania albo czy kogoś nie podwieźć. Chętnych do pomagania jest więcej niż potrzebujących – tłumaczy.

Ukraina. Pomagać, ale mądrze

Pociągi z uchodźcami z Ukrainy zatrzymują się na dworcu kilka razy dziennie. Większość z nich to regularne połączenia z różnych kierunków. Niektórzy Ukraińcy docierają do Polski przez Czechy, a nawet Niemcy. W niedzielę przed godz. 13 na peronie zatrzymał się specjalny pociąg, którym z Ukrainy przyjechało ponad sto kobiet i dzieci. Od razu podeszli do nich ratownicy medyczni i policjanci. W hali do pomagania rzucili się też zwykli ludzie. – Jestem naprawdę wdzięczna Polakom, ale wszystko, o czym teraz myślę, to żeby dotrzeć do kwatery i położyć dzieci spać – mówi obłożona torbami Anastasia, której dwoje dzieci biega po hali dworca. Kuba zdążył zapytać, czy gdzieś jej nie podrzucić, ale podziękowała grzecznie.

Wielu uchodźców wysiada z pociągów jadących z Przemyśla. Prezydent Wojciech Bakun odpytywany przez lokalne media docenił wielką chęć pomocy ze strony ludzi, ale podzielił się też uwagami, czego jego zdaniem lepiej nie robić. Punkt pierwszy: „prosimy o nieprzywożenie dużych dostaw wody i innych produktów bezpośrednio do punktu recepcyjnego na dworcu PKP w Przemyślu. Prosimy o wcześniejszy kontakt, gdzie należy dowieźć rzeczy”. Dodał, że na chwilę obecną ubrań dla dorosłych i dzieci mają pod dostatkiem, przywożenie kolejnych można sobie odpuścić. No i lepiej nie stać z rzeczami na peronie.

Władze Warszawy są podobnego zdania. W sobotę wieczorem, gdy na Dworzec Wschodni wjechał pociąg z uchodźcami z Ukrainy, mieszkańcy i mieszkanki Warszawy wyszli im naprzeciw, by ich powitać. Kilka godzin wcześniej w mediach społecznościowych pojawiła się informacja, że na dworcu pojawią się setki głodnych ludzi, więc kto może, niech pojedzie ich nakarmić. Prośba trafiła na jedną z grup gastronomicznych, gdzie znalazł ją Paweł, szef kuchni. Nie czekając długo, zmobilizował załogę (część pracowników ma rodziny na Ukrainie) i razem przygotowali ciepłe posiłki dla 300 osób.

Na miejscu szok, bo – po pierwsze – uchodźców wcale nie było tak wielu, jak zapowiadano, a po drugie – miejscowe władze w osobach wiceprezydent Renaty Kaznowskiej i wojewody Konstantego Radziwiłła wyprosili przybyłych na miejsce kucharzy. „Wspólnie z wojewodą staramy się utrzymać to wszystko w ryzach” – mówiła w rozmowie ze stołeczną „Wyborczą” rzeczniczka ratusza. „To są jednak dworce, nie możemy pozwolić, żeby nam się tam rozrastały kolejne instalacje, stoliki, kuchnie, składowiska darów. Doceniamy dobre serca ludzi, ale na niektóre rzeczy po prostu nie ma na dworcu miejsca”.

Transport, Warszawa, bezpłatnie

Taka „instalacja” pojawiła się też na Dworcu Zachodnim. Na środku holu rozstawili się ludzie z pączkami, faworkami, zupą, herbatą, przetworami dla niemowlaków i masą ubrań. Tuż obok stoją ludzie z kartonami w dłoniach. „Transport, Warszawa, bezpłatnie” – głoszą napisy cyrylicą. Ania i Łukasz stoją od dwóch godzin. – Ludzie podchodzą, owszem, ale żeby pomóc im się odnaleźć w mapie albo zapytać, gdzie jest toaleta – tłumaczą. Pięć minut później ładują karton do samochodu i odjeżdżają.

Na jednym z przystanków stoi autobus z ukraińską flagą – to kolejny miejski punkt informacyjny. – Dzisiaj jest spokojnie, autobusy z Ukrainy przyjeżdżają często, ale uchodźcy mają już zwykle załatwiony transport, więc rzadko do nas podchodzą. Zdarzają się też młodzi Ukraińcy pytający, z którego peronu odjeżdża autobus do Kijowa. Rano było dwóch takich, przyjechali z Estonii, wracają do siebie, żeby walczyć – mówi Andżelika, wolontariuszka.

W sobotę, gdy kucharza Pawła wyprosili ze Wschodniego, zabrał jedzenie i ruszył na Zachodni. – Rozmawiałem z ratowniczką medyczną, która powiedziała, że już od dwóch dni jest tu cała masa ratowników, lekarzy, psychologów i wolontariuszy, a większość z nich nie ma co robić – relacjonuje „Polityce”. – Słysząc to, odjechałem z dworca, a jedzenie zawiozłem do klasztoru na Pradze, który też zapowiedział pomoc uchodźcom. Nie to, że się obraziłem, po prostu następnym razem będę dokładniej sprawdzał, gdzie jestem potrzebny.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Diagnoza: borelioza. Ale czy na pewno?

W Polsce mnożą się fałszywe rozpoznania boreliozy. Oraz medycy, rzekomi specjaliści od tej choroby. A także rzekomi chorzy, spanikowani, że padli ofiarą kleszcza.

Paweł Walewski
07.11.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną