Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Za obrazę religii do trzech lat więzienia. Po co Ziobrze młot na bezbożników?

Zbigniew Ziobro, konferencja prasowa w Krakowie Zbigniew Ziobro, konferencja prasowa w Krakowie Jakub Porzycki / Agencja Wyborcza.pl
Uchwalenie ustawy w obronie chrześcijan jest bardzo mało prawdopodobne. Ale będzie w Sejmie i posłuży Zbigniewowi Ziobrze i jego Solidarnej Polsce do lansowania się na prawdziwych Polaków katolików.

Do trzech lat więzienia za obrazę religii i tyle samo za przeszkadzanie w obrzędach, jeśli doprowadzi to do ich przerwania. Projekt Zbigniewa Ziobry wrócił właśnie do Sejmu jako obywatelski. Nie ma raczej szans na uchwalenie, ale nie o uchwalenie chodzi. Ziobro, pozujący do tej pory na szeryfa broniącego bezpieczeństwa, teraz przebrał się za obrońcę katolików i wiary.

Usunąć „złośliwość” z przepisów

To taki „lex Scheuring-Wielgus”, której Sejm uchylił immunitet, by prokuratura mogła jej postawić zarzut „złośliwego przeszkadzania publicznemu wykonywaniu aktu religijnego”. Tak dziś brzmi przepis art. 195 kk. W projekcie – najpierw poselskim, a teraz obywatelskim – znika słowo „złośliwie”. Nie bez przyczyny: znacznie utrudniało prokuraturze oskarżanie, bo trzeba udowodnić „złośliwość”. Na przykład czy można mówić o „złośliwości” posłanki Lewicy Joanny Scheuring-Wielgus, gdy w proteście przeciwko zakazaniu aborcji nieodwracalnie uszkodzonych płodów podczas mszy stanęła w milczeniu razem z mężem obok księdza z plakatami: „Kobieto! Sama umiesz decydować” oraz „Kobiety powinny mieć prawo decydowania, czy urodzić czy nie, a nie państwo w oparciu o ideologię katolicką”.

Nawet prokuratura Ziobry wie, że nie była to „złośliwość”, tylko jak najbardziej poważny udział w debacie publicznej po wyroku Trybunału Przyłębskiej. Więc jak się „złośliwość” usunie z przepisu, to skazać będzie łatwiej.

Łatwiej ma być o skazanie także dlatego, że karana ma być już nie „obraza uczuć religijnych” – które każdy ma różne, a doniesienia do prokuratury składali raczej ci przeczuleni – ale „publiczne lżenie lub wyszydzanie (…) dogmatów i obrzędów”. Czy podpadnie pod to krytyka zakazu aborcji? Wszak można twierdzić, że dogmat świętości życia wymaga zakazu aborcji. A czy np. Kampania Przeciw Homofobii nie stanie się związkiem przestępczym, skoro krytykuje Kościół za homofobię, którą hierarchowie wywodzą z Biblii? Wreszcie całe środowisko osób nieheteronormatywnych, które domaga się równości małżeńskiej dla par homo- i hetero, to przecież nic innego jak grupa publicznie negująca dogmat świętości małżeństwa kobiety i mężczyzny.

Ziobro przekuł klęskę w zwycięstwo

Ale projekt Solidarnej Polski przerobiony na projekt obywatelski to nie tylko młot na bezbożników i bluźnierców, ale też parasol ochronny dla kleru i wzmożonych wiernych. Oni w obronie wiary mogą dowolnie lżyć i wyszydzać osoby LGBT, feministki, innowierców i bezbożników. Projekt uwalnia bowiem od odpowiedzialności za „wyrażenie przekonania, oceny lub opinii związanych z wyznawaną religią”. Abp Jędraszewski może więc dalej głosić z ołtarza kazania o „tęczowej zarazie”. Wprawdzie w proponowanym przepisie jest zastrzeżenie: „(…) jeżeli nie stanowi to [wypowiedź] czynu zabronionego przeciwko wolności sumienia i wyznania lub publicznego nawoływania do popełnienia przestępstwa lub pochwały jego popełnienia”, ale lżenie i wyszydzanie ze względu na orientację, tożsamość czy płeć nie jest w myśl kodeksu karnego przestępstwem.

Kiedy SP zgłosił ten projekt na wiosnę, PiS się od niego odciął. Leży więc w sejmowej zamrażarce. Tę klęskę Ziobro przekuł w zwycięstwo: jego partia zrobiła akcję zbierania podpisów pod projektem, żeby go wnieść do Sejmu jako obywatelski, robiąc przy okazji promocję sobie i swojej partii. Zebrano ponad 400 tys., a więc czterokrotnie więcej, niż wymaga konstytucja.

Tym projektem według regulaminu Sejm musi się zająć w ciągu trzech miesięcy od jego wpłynięcia. Ziobro i jego ludzie znowu będą mieli więc swój benefis, opowiadając publicznie, jak to w Polsce prześladuje się wiernych za katolicką wiarę, a jedynymi, którzy prześladowanych bronią, są oni: Zbigniew Ziobro i jego Solidarna Polska.

Lans na „prawdziwego katolika”

Ustawa na pierwszy rzut oka jest niekonstytucyjna. Wprawdzie niby dotyczy wszystkich (ok. 150) zarejestrowanych w Polsce Kościołów i związków religijnych, ale już sam tytuł pokazuje, że jej celem jest „obrona chrześcijan”. A to łamie zasadę (art. 25), że wszystkie Kościoły i związki wyznaniowe „są równouprawnione”, a „władze publiczne w RP zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym”. Ten drugi akapit art. 25 konstytucji można też interpretować tak, że prawo nie może faworyzować osób religijnych, szczególnie je chroniąc.

A w szczególności nie może pogłębiać różnicy w ochronie poglądów religijnych i świeckich. Różnicę tę odziedziczyliśmy po II Rzeczpospolitej, ale wtedy specjalny przepis chroniący uczucia religijne mógł być potrzebny ze względu na wielokulturowość i wielowyznaniowość tamtej Polski. Teraz zaś jest rodzajem prawnego wyrostka robaczkowego: nie przynosi organizmowi pożytku, a może być zagrożeniem. Za rządów PiS bywa sposobem na zastraszanie opozycji demokratycznej – np. wytaczanie spraw karnych za „tęczową Madonnę” czy, jak w przypadku Joanny Scheuring-Wielgus, za milczący protest w ramach publicznej debaty na temat prawa kobiety do decydowania o urodzeniu dziecka i politycznej roli Kościoła w tym temacie.

Uchwalenie ustawy w obronie chrześcijan jest bardzo mało prawdopodobne. Ale będzie w Sejmie i posłuży politykom SP do lansowania się. I do punktowania kierownictwa PiS, że jej nie popiera, więc widać, kto jest prawdziwym Polakiem katolikiem.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną