Z katechezą w szkole publicznej mamy dwa problemy: prawno-polityczny i edukacyjny. Trybunał mgr Przyłębskiej „zabezpieczył” właśnie, czyli zawiesił wdrożenie rozporządzenia szefowej resortu oświaty Barbary Nowackiej o organizacji zajęć szkolnych z katechezy, nieprecyzyjnie nazywanych lekcjami „religii”.
Zarządzenie ma służyć uporządkowaniu katechezy w szkołach publicznych poprzez łączenie uczniów szkół podstawowych z trzech grup wiekowych: najmłodsze z młodszymi (klasy I–III), średnie ze średnimi (IV–VI), najstarsze z najstarszymi (VII–VIII). Dotyczy to szkół, w których na katechezę zgłosi się w danej klasie mniej niż siedmioro uczniów. Rozporządzenie ma obowiązywać od 1 września. Zarazem ministra Nowacka zarządziła, że za rok liczba zajęć z katechezy zmniejszy się z dwóch do jednej.
Czytaj też: Nowa podstawa programowa. Lepsza? Odrobinę. Trzeba wyrwać język polski z kokonu lektur
Katecheza i konstytucja
Aspekt prawny tych racjonalnych decyzji organizacyjnych stał się przedmiotem sporu między resortem a Kościołem rzymskokatolickim i związkami wyznaniowymi zrzeszonymi w Polskiej Radzie Ekumenicznej. Chodzi m.in. o dwie największe po rzymskokatolickiej konfesje w Polsce: prawosławnych i ewangelików augsburskich (luteran). Poparły one petycję Kościoła do pierwszej prezes Sądu Najwyższego, aby poprosiła Trybunał nie-Konstytucyjny o sprawdzenie rozporządzenia ministry Nowackiej pod kątem zgodności z obowiązującymi ustawami, w tym konstytucją. Autorzy petycji sprawiają wrażenie, jakby nie słyszeli o wątpliwym statusie prawnym obu pań, a w konsekwencji o wątpliwym statusie prawnym ich decyzji.
Petycja krytykuje tryb zmiany proponowanej przez resort oświaty – bez formalnych konsultacji z władzami kościelnymi – oraz za krótki okres tzw. vacatio legis, czyli zbyt szybkie tempo wdrożenia rozporządzenia. A to zdaniem autorów petycji może skutkować utratą zatrudnienia przez część osób prowadzących zajęcia z katechezy, bo nie będą miały dość czasu, aby się przekwalifikować na nauczycieli innych przedmiotów. Na dodatek proponowana reorganizacja może zdaniem autorów petycji wywołać chaos, który pozbawi uczniów i rodziców gwarantowanego w konstytucji prawa do wychowania zgodnego z ich przekonaniami.
Czytaj też: PSL chce wychowania patriotycznego dla szkół. Dlaczego pędzi z tym projektem, jakby go wilki goniły?
Episkopat wciska guzik
Spór podzielił także prawników, w tym specjalistów od konstytucji, oraz opinię publiczną. Nie wszyscy eksperci popierają petycję związków wyznaniowych. Czy na pewno organizacja zajęć w przedszkolu i szkole podstawowej musi zaprzątać uwagę Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego? Czy nie wystarczy rzetelne przyjrzenie się przez najbliższy rok, jak reorganizacja faktycznie funkcjonuje? Być może usprawni ona, a nie utrudni, korzystanie przez chętnych z katechezy. Nie mówimy tu przecież ani o eksmisji katechezy, ani o zmniejszeniu liczby zajęć, tylko o racjonalizacji systemu w tym punkcie. Redukcja do jednej godziny tygodniowo ma obowiązywać dopiero od września przyszłego roku.
Otóż okazuje się, że nie wystarczy. Tu zaczyna się spór czysto polityczny. W interpretacji Kościoła mamy do czynienia z kolejnym atakiem na niego i katolicyzm jako esencję polskości. A skoro tak, to episkopat nacisnął guzik puszczający w ruch ciąg technologiczny, którym wciąż zawiadują dwie panie niekryjące swych propisowskich sympatii: prezeska SN Małgorzata Manowska i przewodnicząca TnK Julia Przyłębska.
Czytaj też: Lista lektur w stylu macho. PiS się ucieszy. Musimy porozmawiać, Ministro!
Przyłębska rzuca kłody Nowackiej
Wynik można było z góry przewidzieć. Petycja została przez Manowską przekazana Przyłębskiej, a Przyłębska rzuciła kłodę pod nogi „lewaczce” Nowackiej. W praktyce „zabezpieczenie” prawdopodobnie podzieli los innych „zabezpieczeń” ogłaszanych przez gremium Przyłębskiej. Służą one przede wszystkim zabezpieczeniu interesów politycznych i prawnych PiS, a nie poprawie kondycji wymiaru sprawiedliwości, zdemolowanego w ciągu ośmiu lat rządów obozu Kaczyńskiego i Ziobry.
Dobrostan młodzieży i edukacji publicznej jest dla wielu polityków ważny tylko wówczas, gdy mogą na tym coś ugrać w sensie poparcia wyborczego. Polska szkoła wymaga głębokich zmian, które pozwolą jej osiągać wyniki na poziomie światowych potęg edukacyjnych. Kruszenie kopii akurat o katechezę to w tym sensie strata czasu. Lekcje religii mogłyby odbywać się w parafiach i szkołach wyznaniowych. W szkole publicznej przyszłość ma wiedza o religiach świata.