Kciuki w górę
Smartfony znikają. Taki zakaz działa słabo, za to szybko. Co uczniowie o tym myślą? Pytamy
O tym, że od września w podstawówkach mają zamilknąć smartfony, szefowa MEN powiedziała 18 marca, na konferencji w Olsztynie. Barbara Nowacka powołała się na wnioski z opracowanej na zlecenie jej resortu „Diagnozy Młodzieży 2026”. Według raportu ponad 70 proc. nastolatek i nastolatków uważa się za uzależnionych od telefonów. Prawie trzy czwarte dzieci w wieku 12–14 lat wie, gdzie znaleźć pornografię w internecie, a połowa tych w wieku 13–16 lat natknęła się na brutalne treści w mediach społecznościowych.
Zgrzyt w przekazie ministry był jeden: w żadnym miejscu ponad 400-stronicowej diagnozy autorzy nie wysnuwają wniosku, by wprowadzić zakazy. Piszą odwrotnie: instytucjonalne zakazy używania telefonów w szkołach nie są skuteczną metodą edukacji cyfrowej.
Jakby zamieszania było mało, tydzień po olsztyńskiej deklaracji Nowackiej jej resort rozesłał do dyrektorów szkół prośbę, by zachęcić dziewczynki w wieku 13–16 lat (czyli również uczennice podstawówek) do udziału w konkursie na kręcenie rolek – o tym, jak nie oglądać rolek. Dla porządku: chodzi o filmiki na TikToku, Instagramie lub Facebooku, do których dostęp, na mocy innych przepisów, ma być ograniczony dla dzieci poniżej 15. roku życia. Konkurs organizuje estoński Krajowy Ośrodek Koordynacji, w Polsce wspiera go Ministerstwo Cyfryzacji i na jego prośbę MEN rozdystrybuował zachęty. Kto nie nadąża za obranym przez rząd modelem poprawy kondycji dzieci oraz ich relacji z urządzeniami, nie jest sam.
Barbara Nowacka, do niedawna zdystansowana wobec centralnych zakazów, ostatnio wspominała, że apele, by odgórnie ograniczyć użycie telefonów, powracają w jej rozmowach z nauczycielami na spotkaniach informacyjnych o reformie Kompas Jutra w różnych częściach Polski. Ale decyzja o wprowadzeniu zakazu zapadła już we wrześniu po rozmowie szefowej MEN z premierem Donaldem Tuskiem.