Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Cios w położne. Resort zdrowia podjął ryzykowną grę. Ten spór ujawnił głębszy problem

Szkoła rodzenia Szkoła rodzenia Grzegorz Dąbrowski / Agencja Wyborcza.pl
Do konsultacji społecznych trafił właśnie projekt nowej ustawy o zawodzie pielęgniarki i położnej. Budzi emocje. W kraju, który narzeka na dzietność, warto zadbać, żeby te nieliczne porody, które się zdarzają, odbywały się w warunkach godnych i bezpiecznych. Nawet jeśli kogoś to nie wzrusza.

Liczba urodzeń w Polsce spada w szybkim tempie, Ministerstwo Zdrowia postanowiło więc zareagować. Do konsultacji społecznych trafił właśnie projekt nowej ustawy o zawodzie pielęgniarki i położnej – dokument, który na pierwszy rzut oka wygląda jak techniczna nowelizacja stworzona 15 lat po poprzedniej. W rzeczywistości jest to coś więcej: wprowadza nowe kompetencje dla wybranych grup pielęgniarek: szerszy zakres ordynowania leków, udzielanie porad pielęgniarskich, orzekanie o czasowej niezdolności do pracy, a nawet stwierdzanie zgonu.

Teraz punkt ciężkości w sporze Ministerstwa Zdrowia z pielęgniarkami wyraźnie przesunął się na kwestię kształcenia położnych. Zamiast odrębnych, pełnowymiarowych studiów na tym kierunku resort chce, by przyszłe położne najpierw kończyły trzyletnie studia pielęgniarskie, a dopiero później zdobywały kwalifikacje położnicze w dodatkowym, co najmniej 18-miesięcznym trybie kształcenia. Resort przekonuje też, że zawód położnej po wprowadzeniu tych zmian nie zniknie. Krytycy odpowiadają: to degradacja i cios w prawa kobiet.

Czytaj także: Kto w Polsce może stwierdzać zgon? Śmierć ma szansę stać się mniej chaotyczna

Matematyka porodowa, czyli dla kogo położne

Obecne adeptki i adepci położnictwa kształcą się na dwustopniowych studiach, które wieńczy uzyskanie dyplomów – najpierw licencjata, potem magistra. Utrzymanie tego modelu kształcenia rekomendować miał powołany 2,5 roku temu przez ministra zdrowia zespół ekspertów pracujący nad projektem nowelizacji ustawy.

Reklama