Są widoki na lepszy wzrok
Zaćma: są widoki na lepszy wzrok. NFZ właśnie tu szukał oszczędności. Czesi zacierali ręce
Wieczorem wszystko wygląda najgorzej. Pasek informacyjny w telewizji zaczyna się rozmazywać, litery płyną, twarze prezenterów stają się trudne do rozpoznania. Człowiek przeciera okulary i zmienia ustawienia ostrości, a potem słyszy od okulisty: zaćma. Co dalej?
– Choć rozpoznano ją u mnie od razu, próbowałam negocjować z biologią i byłam gotowa pozostać przy okularach zamiast operacji – wspomina Krystyna Szenfeld. W siódmej dekadzie życia jest jedną z wielu aktywnych kobiet, które nie zamierzają godzić się na rolę schorowanej seniorki. – Na wizytę u okulisty w ramach NFZ czekałam pół roku – wyznaje. Ponieważ jej wzrok pogarszał się z miesiąca na miesiąc, w końcu zdecydowała się na zabieg w prywatnym ośrodku, gdzie mogłaby mieć operację również zrefundowaną przez NFZ. – Najważniejsze były dla mnie dobre opinie pacjentów – podkreśla. Ostatecznie za wymianę lepszych soczewek w obu oczach zapłaciła kilkanaście tysięcy złotych.
Inaczej potoczyły się losy pani Marii, profesor uniwersytetu: – Usłyszałam od okulistki właściwie mimochodem, że dostanę skierowanie na operację. Nie skarżyłam się na nic, ale powiedziała tylko: „Pani może zaćmy nie czuć, za to ja ją widzę” – wspomina. Autorytet lekarza sprawił, że podporządkowała się tej decyzji. Nie szukała innych opinii ani nie porównywała ośrodków. Zabieg wyznaczono jej w jednym z największych szpitali w Warszawie, więc uznała, że to wystarczająca gwarancja bezpieczeństwa. Przed operacją przeszła serię badań, choć przez cały czas towarzyszyły jej wątpliwości.
W dniu zabiegu znalazła się w grupie 30 pacjentów operowanych tego samego dnia. Najpierw krople, potem szpitalna piżama i wielogodzinne oczekiwanie na swoją kolej.