Eros na kozetce
Prof. Izdebski o seksie Polaków i własnej chorobie. „Istnieją trzy tabu polskiej seksualności”
MALWINA DZIEDZIC: – Rak czy seks – o czym trudniej nam rozmawiać? Aktorka Hanna Bieluszko opowiadała niedawno: „Kiedy w eleganckim towarzystwie zaczynałam mówić o moim raku, czułam, jakbym zrobiła coś niestosownego”.
ZBIGNIEW IZDEBSKI: – Nawet pytanie kogoś chorego onkologicznie „Jak się czujesz?” bywa tabu! Ludzie milczą z różnych powodów, nie wiedzą, czy takim pytaniem nie naruszą granic. Są przecież osoby, które nie chcą o tym mówić, i takie, które rozmawiają swobodnie. Jedno i drugie nie jest łatwe. Zarówno w kwestiach onkologicznych, jak i zdrowia seksualnego brakuje nam kultury dyskusji. Temu służą kampanie, np. „Rak to nie wyrok”, oraz postawy osób publicznych, które oswajają chorobę i mówią o profilaktyce.
Choroba była dla pana profesora zaskoczeniem?
Kiedy jesienią ubiegłego roku zostałem pacjentem onkologicznym, też zadałem sobie to pytanie. Nie tylko zajmuję się przecież promocją zdrowia i profilaktyką, ale sam też regularnie się badam. Moja starsza 42-letnia córka jest osobą z niepełnosprawnością, co stanowi dla mnie podwójną mobilizację, bo mamy z żoną ogromne poczucie odpowiedzialności za jej przyszłość.
Razem z moją lekarką szukaliśmy przyczyny moich dolegliwości, choć rutynowe badania pokazywały, że wszystko mieści się w normie. Dzięki jej dociekliwości i szczegółowej diagnostyce udało się w końcu chorobę wykryć i przeprowadzić operację.
Do choroby podszedłem jak do kolejnego wyzwania. Ale jako honorowy obywatel Zielonej Góry odbyłem rozmowę z wiceprezydentem miasta dotyczącą warunków pogrzebu. Doprecyzowaliśmy te kwestie na wszelki wypadek. Ucieszyło mnie, że potraktował tę rozmowę poważnie, a nie kurtuazyjnie. Druga rzecz: byłem w banku i przekazałem żonie wszystkie informacje dotyczące naszych spraw majątkowych; chciałem, żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik.