REPORTAŻ: Życie codzienne w kryzysie

Rozkładana Grecja
Ludzie nie chcą pić gorzkiego lekarstwa. Kuracja jest jednak konieczna.

 

Tragedia Grecka. Bartek B. Orlicki

Sporo – 485 euro – ale Kostas tłumaczy, że to nie jest zwykły stolik. Po uniesieniu blatu całość zamienia się w biurko, a jak dodatkowo rozłoży skrzydła na boki, przy obiedzie zmieści się spora rodzina. Trzy w jednym. Czy się sprzeda? Wszystko inne przestało schodzić, więc stoły to dla niego ostatnia nadzieja. Inaczej będzie musiał zamknąć sklep i warsztat na przedmieściach Aten, które prowadzi od 35 lat. Owszem, nieraz bywało krucho, ale nigdy nie było tak ciężko jak teraz. Od początku kryzysu sprzedaż spadła o 70 proc. Z trudem wystarcza na pensje dla dwóch pracowników i bankowe kredyty. – Moi najlepsi klienci to biedniejsza klasa średnia, urzędnicy z niewielkimi, ale stałymi dochodami, dla których kupno każdego mebla było inwestycją na lata. Teraz oszczędzają każdy grosz – opowiada Kostas.

Bo albo już im podziękowano, albo są na czarnej liście. A pozostali, których zwolnienia ominą, i tak zarabiają co najmniej 20 proc. mniej niż dotychczas i boją się, że ich pensje jeszcze spadną. Odchudzenie niewydolnej administracji to jedna z flagowych reform greckich władz – w ciągu trzech lat z ponad 700 tys. Greków zatrudnionych na państwowych posadach pracę straci co trzeci.

 

 

Puste witryny

Oprócz urzędników i emerytów to właśnie właściciele niewielkich sklepów i rodzinnych firm najbardziej odczuwają skutki kryzysu.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną