Świat

Czy Stany Zjednoczone torpedują próby zbliżenia obu Korei?

Uniemożliwienie przeglądu torów pod błahym pretekstem postawiło w niewygodnym położeniu Koreę Południową i osobiście prezydenta Moona. Uniemożliwienie przeglądu torów pod błahym pretekstem postawiło w niewygodnym położeniu Koreę Południową i osobiście prezydenta Moona. Republic of Korea / Flickr CC by 2.0
Prace nad ustanowieniem połączeń kolejowych między Koreą Północną i Koreą Południową zostały wstrzymane. Obserwatorzy widzą w tym taktyczną złośliwość Amerykanów.

Generał, stojący na czele amerykańskich sił na Półwyspie Koreańskim i zarazem głównodowodzący stacjonujących tam sił ONZ, zablokował w sierpniu inspekcję torów z Korei Południowej do Korei Północnej. Wstrzymuje to prace nad realizacją planu ustanowienia połączeń kolejowych między oboma państwami koreańskimi i resztą Azji Wschodniej.

Taktyczna złośliwość Amerykanów

W zamyśle południowokoreańskiego prezydenta Moon Jae-ina ich budowa miałaby doprowadzić do otwarcia Korei Północnej, przynajmniej gospodarczego. Dlatego uniemożliwienie przeglądu torów pod błahym pretekstem postawiło w niewygodnym położeniu zarówno Koreę Południową, czyli jednego z najważniejszych sojuszników USA w Azji, jak i osobiście Moona, zdeterminowanego, by szukać zbliżenia z Północą.

Obserwatorzy widzą w blokadzie taktyczną złośliwość Amerykanów. Ma ona wynikać z poważnego impasu, w jakim znalazły się negocjacje między Ameryką i Koreą Północną. W minionych miesiącach jej przywódca Kim Dzong Un zobowiązał się oddać swój arsenał nuklearny, ustalił to m.in. podczas szczytu z prezydentem USA Donaldem Trumpem w Singapurze. Ale wbrew zapewnieniom Trumpa, a zgodnie z przewidywaniami specjalistów, rozbrajanie Korei Północnej okazuje się procesem wybitnie żmudnym.

Koree zakładnikiem sporu Ameryki i Chin

Sam Trump, który jeszcze w Singapurze ogłosił, że problem koreański rozwiązał, jest teraz sfrustrowany niemrawym tempem negocjacji. Północ – nie może być tu zaskoczeń – twardo się handluje, nie wypełnia amerykańskich życzeń i stawia własne żądania. Winę za przestój Trump zrzuca na Chińczyków, którzy nie pomagają (Chiny są najpoważniejszym partnerem Korei Północnej). A jednocześnie z Chinami Trump intensywnie prowadzi spór handlowy.

Czytaj także: Jak się dzieliła Korea. Pamięć o zapomnianej wojnie

Wygląda więc na to, że Koree stały się zakładnikiem amerykańsko-chińskiego sporu. USA – mówi Trump – nie wrócą do rozmów z Koreą Północną, chyba że Chiny zaczną pomagać. Między innymi dlatego pod koniec sierpnia szef amerykańskiej dyplomacji Mike Pompeo nie pojechał z zaplanowaną wizytą do Pjongjangu.

Koree czekają na szczyt. Tym razem Moon odwiedzi Kima

Tymczasem Koreańczycy szykują się do kolejnego szczytu międzykoreańskiego – piątego w historii od podziału Korei, czyli od zakończenia zbrojnych działań wojny koreańskiej w 1953 r., i trzeciego w tym roku. Tym razem prezydent Moon planuje odwiedzić Kim Dzong Una. Administracja Moona sugeruje, że szczyt może odbyć się między 18 i 20 września.

Odwiedzanie satrapy z Północy ma sens – twierdzi Moon. Jego polityka sprowadza się do prób wskazania Kimowi alternatywy dla totalitaryzmu i zbrojeń nuklearnych. Próby te mają padać na podatny grunt, skoro Kim wysyła sygnały, że chciałby swój kraj jakoś modernizować, choć powstrzymuje go obawa, że przestanie być bezpieczny po tym, jak odda bomby i rakiety.

Czytaj także: Historyczny szczyt obu Korei

Konflikt między Koreami innym mocarstwom się opłaca

Idzie to wszystko jak po grudzie m.in. dlatego, że zbliżenie Korei zainteresowanym mocarstwom nie jest na rękę. Zarówno Amerykanie, jak i Chińczycy przez dekady nauczyli się traktować problem koreański instrumentalnie, jego rozwiązanie pozbawiłoby ich kanału oddziaływania na region Azji Wschodniej. Z punktu widzenia mocarstw taki tlący się konflikt jest po prostu przydatny. Dlatego pociągi mogą jeszcze sporo poczekać.

Czytaj także: Czym się różnią Koree Północna i Południowa

Reklama

Czytaj także

Świat

NIEMCY: Berlin ciągnie do Moskwy

Osiem dekad po pakcie Ribbentrop-Mołotow w Niemczech rośnie presja na kolejną odwilż w relacjach z Rosją. Działania polskiego rządu raczej nie studzą tego zapału.

Adam Krzemiński
02.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną