Dyplomatyczna kumulacja – już w tym tygodniu
W tym tygodniu za sprawą wizyt, konferencji i narad ministerialnych będzie się w Polsce więcej niż zwykle mówić o świecie – a na świecie o Polsce. Rezultaty – również dla kraju – nie muszą być jednak tak optymistyczne jak oczekiwania.
Ze strony Waszyngtonu jest determinacja, by Ameryka była nie tylko „first”, ale być może też „only”.
VisualMemoriesbyJ/Pixabay

Ze strony Waszyngtonu jest determinacja, by Ameryka była nie tylko „first”, ale być może też „only”.

Jesteśmy w centrum światowych wydarzeń, nie ma mowy o izolacji, uczestniczymy w dialogu o najważniejszych sprawach, zachęcamy do porozumienia. Taki mniej więcej przekaz popłynie od rządu i jego mediów w tym tygodniu. Rzeczywiście wydarzeń będzie sporo: wizyta wiceprezydenta USA i premiera Izraela, kilkadziesiąt delegacji na konferencji w Warszawie, narada NATO w Brukseli i światowej elity sfer bezpieczeństwa w Monachium. W Polsce, z Polską – czasem też o Polsce – będą rozmawiać liderzy krajów, które decydują o losach świata czy jego regionów. Takiego tygodnia faktycznie dawno nie było. Ale gdy przebić propagandowy balon, jest już mniej wzniośle i mniej optymistycznie.

Super VIP z USA

Wiceprezydent USA Mike Pence będzie najważniejszym gościem w Warszawie z kilku powodów. Historia pokazuje, że Polska może liczyć najwyżej na jedną wizytę prezydenta Stanów Zjednoczonych i jedną wizytę wiceprezydenta w czasie kadencji. Donald Trump był w Warszawie w 2017 r. – Andrzej Duda był w Waszyngtonie we wrześniu 2018 r. Jeśli Trump będzie Polsce wyjątkowo przychylny, przyjmie zaproszenie na obchody 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej 1 września na Westerplatte, ale tego na razie nie wiadomo.

Pence będzie więc w Polsce pierwszy raz i najprawdopodobniej ostatni w obecnej roli. Z powodu kalendarza wyborczego będzie to dla obecnego rządu najprawdopodobniej ostatnia szansa na dłuższą rozmowę z najwyższej rangi przedstawicielem Białego Domu. Dlatego władze zrobią wszystko, by jego wizytę wykorzystać – zarówno w wymiarze propagandowo-wizerunkowym, jak i konkretnym.

Homar na zakąskę

Pierwszy sygnał, że tak się stanie, to zapowiedź przypieczętowania w obecności wiceprezydenta zakupu systemów rakietowych HIMARS z USA. Umowa nie jest niespodzianką, zamówienie poszło już jesienią, potem przyszła wycena (relatywnie droga) i negocjowano zbicie ceny. To się udało, choć nie znamy całej zawartości ustalonego pakietu. Natomiast zamiar podpisania kontraktu przez stronę polską (dokument przychodzi już podpisany przez rząd USA) w czasie wizyty Mike′a Pence′a ma pokazać, jak bardzo Warszawa ceni sobie (414 mln dol.) współpracę wojskową z USA. Być może to ruch obliczony na reakcję Amerykanów. Polska chciała, by podpisanie tej umowy zbiegło się z ogłoszeniem większej obecności wojsk USA. Rekomendacja Pentagonu ma być znana do marca, ale nie można wykluczyć, że przywiezie ją wiceprezydent. Wtedy rząd PiS odtrąbiłby sukces strategiczny i zbrojeniowy za jednym zamachem, mimo że w świat poszedłby sygnał, iż kupowanie bezpieczeństwa – w zgodzie z doktryną Trumpa – rzeczywiście działa.

Na fali zachwytu w niepamięć pójdą drobiazgi: że zamiast ponad 50 wyrzutni kupujemy 20, zamiast z polskiego przemysłu (co swoją drogą mogłoby być problematyczne) – wprost z USA, czy to, iż nie udało się HIMARS-a wyposażyć w polski system kontroli ognia ani polskie pojazdy. W blasku sukcesu znikną też cienie bliskowschodniej konferencji.

Bliskowschodnia rozgrywka na Narodowym

Stadion nie pierwszy raz gościć będzie ważnych gości ze świata. Tym razem jednak nie zbudowano specjalnie pawilonów na płycie, jak to było w czasie szczytu NATO w 2016 r. czy podczas konferencji klimatycznej ONZ w 2013 r. Wystarczające okazały się przestrzenie konferencyjne i biurowe w koronie stadionu. To z jednej strony świadczy o ich wysokiej jakości, z drugiej – o nie tak wysokiej frekwencji oczekiwanej na spotkaniu. MSZ do dziś nie zmienił komunikatu o ponad 70 zaproszonych delegacjach, podczas gdy amerykański departament stanu mówi tylko o 40 państwach uczestnikach. Oznaczałoby to, że prawie połowa zaproszonych nie zdecydowała się przyjechać, co można uznać za niepowodzenie polsko-amerykańskiego planu.

Oficjalnej listy uczestników do chwili pisania tego artykułu organizatorzy nie opublikowali. Być może będzie to „największe wydarzenie międzynarodowe w Warszawie od szczytu NATO”, ale nie tak wielkie, jak początkowo zapowiadano. Co ciekawe, dyrekcja stadionu nawet w dzień obrad konferencji nie zamknęła lodowiska, będzie czynne, tyle że od 18.

Plan Kushnera nie wypali

Nie dojdzie w Warszawie do oczekiwanych przez Biały Dom rozmów delegacji izraelskiej i palestyńskiej. Tel Awiw będzie reprezentowany przez samego premiera Benjamina Netanjahu, który w kwietniu staje do wyborczego testu i nie wiadomo, czy przetrwa jako szef rządu. Jego wizyta w Warszawie może za to posłużyć rządowi za kolejny symbol poprawy relacji po kryzysie wokół ustawy o IPN.

Zaproszenie Palestyńczyków długo pozostawało niewiadomą, ale w końcu – według polskiego MSZ – nastąpiło, a amerykańska prasa sugerowała, że taki był plan samego wysłannika Donalda Trumpa do spraw Bliskiego Wschodu, prywatnie jego zięcia Jareda Kushnera. Mąż „pierwszej córki” USA w Warszawie będzie, ale planu nie da rady zrealizować, gdyż Palestyńczycy zaproszenie odrzucili. Ich główny negocjator pokojowy Saeb Erekat napisał, że żadna palestyńska delegacja nie przyjedzie, a media sugerują, że prezydent Autonomii Mahmud Abbas miał określić konferencję mianem amerykańsko-izraelskiego spisku.

Trudno było się spodziewać innej reakcji, skoro administracja Trumpa opowiada się zdecydowanie po stronie Izraela, przeniosła ambasadę USA do Jerozolimy i ograniczyła wsparcie finansowe dla palestyńskich władz. Przy okazji dostało się i Polsce, która tradycyjnie miała dobre stosunki z Palestyńczykami, ale obecny polityczny zwrot ku USA i Izraelowi właśnie je zaprzepaścił.

Co na stole obrad?

Agenda konferencji została określona dość ogólnie. Przekazane dwa tygodnie temu w oświadczeniu MSZ zagadnienia mają się stać tematami poszczególnych sesji. Robocza kolacja na Zamku Królewskim w środę ma polegać na przedstawieniu przez szefów delegacji ich perspektyw na sytuację Bliskiego Wschodu. Siłą rzeczy wypowiedzi te muszą być zwięzłe – jeśli każdy z 40 uczestników miałby mówić przez 5 min, obrady ciągnęłyby się godzinami, a nie o to chodzi przy kolacji, zwłaszcza że zapewne nie tylko o tym będzie mowa.

Nazajutrz, już na Stadionie Narodowym, sesja plenarna ma się zacząć w sumie podobnie – od oceny sytuacji w regionie i zaangażowania międzynarodowego. Roboczy lunch ma dotyczyć sytuacji humanitarnej i uchodźców. Potem delegacje rozejdą się na trzy równoległe panele mające wypracować konkretne rekomendacje – na temat proliferacji broni rakietowej, zwalczania zagrożeń w cyberprzestrzeni, zwłaszcza dla sektora energetycznego, oraz zwalczania terroryzmu i jego nielegalnego finansowania. Wydaje się oczywiste, że sesja pierwsza i trzecia mogą dotyczyć działań Iranu, a ich wyniki będą najbardziej kontrowersyjne. Relacje z Iranem już zepsuliśmy samym przystąpieniem do amerykańskiej inicjatywy, a jeśli płynące z Warszawy przesłanie będzie zbyt ostre – czekają kolejne komplikacje.

Czytaj także: Czym ma być europejska armia

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj