Świat

Putinowi nie udało się pokonać Ukrainy

Putinowi nie udało się pokonać Ukrainy

W przypadku aneksji Krymu możemy mówić o porażce Putina. Rozszerzenie Rosyjskiej Wiosny na wschód Ukrainy okazało się zaś katastrofą. W przypadku aneksji Krymu możemy mówić o porażce Putina. Rozszerzenie Rosyjskiej Wiosny na wschód Ukrainy okazało się zaś katastrofą. Kremlin.ru / mat. pr.
Po pięciu latach od aneksji Krymu widać, że Ukraina ma coraz większe szanse na utrzymanie i rozwój niepodległego państwa. Rosyjska Wiosna okazała się porażką Putina.

Aneksją Krymu rozpoczęła się operacja „Rosyjska Wiosna”. Władimir Putin postanowił chwycić Ukrainę za gardło i w tej pozycji negocjować warunki jej powrotu do rosyjskiego świata. Okazało się tymczasem, że agresywna polityka osłabia geopolityczny status Kremla. Ukraina ma zaś coraz większe szanse na utrzymanie i rozwój swego niepodległego państwa.

Próba budowy Nowej Rosji

Aneksja Krymu była przygotowywana w Rosji od co najmniej 2000 r. Sprawy wyraźnie przyspieszyły po wystąpieniu Putina na konferencji bezpieczeństwa w Monachium w 2007 r. Zaatakował wtedy USA i Zachód i obrał kurs na „zebranie ziem ruskich”, odbudowę imperium. Wiadomo, że rozpad Związku Radzieckiego przywódca Rosji uważa za największą katastrofę geopolityczną.

Po pomarańczowej rewolucji udał się Putinowi, nie bez pomocy ukraińskiej elity, manewr z osadzeniem w Kijowie sprzyjającego mu Wiktora Janukowycza. Ale odzyskiwanie kontroli nad Ukrainą było rozłożone w czasie. Po „Majdanie Godności” i ucieczce Janukowycza prezydent Rosji użył już armii i służb. Nie czekał, jak poprzednio, na rozwój sytuacji, dialog z nowymi władzami Ukrainy ani konsultacje z Zachodem. Działo się to zresztą przy aplauzie Rosjan. Podobnie przyjęto zadekretowaną przez Putina drugą fazę operacji „Rosyjska Wiosna”, wsparcie dla prorosyjskich separatystów w Donbasie i realizację projektu Nowej Rosji: państwa złożonego z części wschodnich ziem Ukrainy, z granicą wytyczoną wzdłuż linii Charków–Odessa.

Nowa wojna hybrydowa

Aneksja jako operacja wojskowa i polityczna zaskoczyła Kijów, ale i Zachód. Rosjanie dobrze się rozeznali w wewnętrznej sytuacji Krymu. Od 2000 r. budowali sieć agentów wpływu, kontrolowali media i dowództwo ukraińskich oddziałów. Bez trudu znaleźli realizatorów planu przejęcia władzy w parlamencie i administracji Krymu. Ważną rolę odegrała antyukraińska propaganda. Wszystkie rosyjskie media powtarzały tezy o banderyzacji Ukrainy, faszystowskim zamachu stanu w Kijowie i zagrożeniu dla życia i bezpieczeństwa Rosjan będących obywatelami Ukrainy. To wówczas Bandera stał się ikoną Putina.

Krymski scenariusz przywódca Rosji chciał ad hoc powtórzyć na wschodzie Ukrainy: w Charkowie, Odessie, Dniepropietrowsku, Doniecku, Ługańsku, Mariupolu. Kreml od lat powtarza, że Ukraina to „sztuczny twór”. Jeśli już ma istnieć – tłumaczą Putin i minister Ławrow – to z ustrojem federacyjnym, z autonomicznymi regionami decydującymi samodzielnie nawet o polityce zagranicznej. Ukraina w tej wizji jest nieodłączną częścią rosyjskiego świata, zdecydowanie lepszego od Zachodu.

Drugie dno wojny ukraińsko-rosyjskiej

Drugiej części planu nie udało się zrealizować. Noworosja nie powstała. Zadecydowało o tym kilka czynników: pospolite ruszenie obrońców Majdanu, odbudowa armii, wsparcie Zachodu, polityka sankcji, międzynarodowe mediacje (porozumienia mińskie), ale i postępująca demoralizacja kolejnych ekip „ludowych republik” na Donbasie. Przykładem losy poprzedniego szefa donieckiej republiki Aleksandra Zacharczenki – ponura historia korupcji, kradzieży i w finale zemsty wymierzonej mu przez najbliższe otoczenie.

Okupowaną część Donbasu trudno Kremlowi zamienić na „nowe państwo”. Dochodzi na tym małym obszarze do zbyt wielu ekonomicznych konfliktów między oligarchami: zarówno ukraińskimi, jak i rosyjskimi.

Rosja nie wchłonęła Ukrainy

Aneksja Krymu nie poprawiła geopolitycznej pozycji Rosji, a wręcz ją osłabiła. Kraj znalazł się w izolacji. Putin szuka szansy na wzmocnienie swojej roli w Syrii i Wenezueli. Tymczasem Krym jest dla Kremla obciążeniem także ekonomicznym. Rosjanie coraz mocniej wiążą spadek poziomu życia z kosztami wojennych awantur rozpętanych przez ich genialnego stratega. W przypadku aneksji Krymu można mówić o porażce Putina, a Donbas to już katastrofa. Odbudowa tych obszarów będzie kosztowała miliardy euro.

Coraz wyraźniej widać, że Putin nie zbliżył się do realizacji strategicznego celu: podporządkowania Kremlowi Ukrainy tak, jak to usiłował zrobić z Białorusią. Plan jest zresztą ahistoryczny i absurdalny, nie zanosi się na powtórkę z Jałty. Putin więcej by osiągnął, gdyby stosował „miękką siłę”, czyli obsadzał wysokie stanowiska swoimi ludźmi (to przypadek Janukowycza).

Czytaj także: Rosyjskie reakcje na wybory

Wszystko w rękach Ukrainy

Dziś decydujący głos w sprawie dalszego rozwoju wypadków należy do Ukraińców. Ich ostatnia wyborcza decyzja, fantastycznie wysokie poparcie dla Wołodymyra Zełenskiego, mogła wielu zaskoczyć. Jak to możliwe, że w czasie tak trudnym dla kraju kluczowe stanowisko powierza się człowiekowi spoza polityki, z niejasnymi koneksjami? Ale szok powoli mija. Motywacje Ukraińców są lepiej znane, a deklaracje nowego prezydenta potwierdzają, że Ukraina chce utrzymać proeuropejski i proatlantycki kurs.

Jednym z priorytetów Zełenskiego jest zakończenie wojny w Donbasie i pokój z Rosją. To kluczowe – obok walki z korupcją i o lepszy byt. Nowa odpowiedź Ukrainy w sprawie aneksji Krymu, wojny na wschodzie i rosyjskich sankcji ekonomicznych zostanie przygotowana przez demokratycznie wybranego prezydenta i parlament. Putin zaś, opowiadając o pokoju z Ukrainą, rozdaje separatystom rosyjskie paszporty. To desperacki krok świadczący o kompletnym braku woli i jeszcze jeden dowód jego porażki.

W trakcie ukraińskiej kampanii wyborczej Zełenski odwiedzi Brukselę, Berlin i Paryż. Otrzymał też zaproszenie od prezydenta Trumpa. Wyniki tych rozmów wywrą duży wpływ na decyzje Ukraińców. Zachód, w tym Polska, ma szansę potwierdzić, że czas Jałty bezpowrotnie minął, a „Rosyjska Wiosna” to późna jesień Putina.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

„Nie prowadzimy lekcji z masturbacji”, czyli na czym polega edukacja seksualna

Nie chodzi o to – jak wydaje się niektórym – żeby pokazywać techniki masturbacyjne. Raczej o to, żeby specjaliści wytłumaczyli rodzicom i wychowawcom, że coś takiego jak masturbacja dziecięca istnieje.

Dominika Buczak
17.06.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną