Rabaty na prenumeratę cyfrową Polityki

40% lub 50%

Subskrybuj
Świat

Bidenialiści znad Wisły. Na co czekają polskie władze?

Joe Biden Joe Biden Kevin Lamarque / Reuters / Forum
Polskie władze zachowują się tak, jakby wciąż zaprzeczały zwycięstwu Bidena w wyborach w USA. Spycha to nas do szarej strefy dyplomacji, kultury politycznej i bezpieczeństwa.

Mijają dwa tygodnie od nieoficjalnego, choć niemal powszechnie uznanego zwycięstwa Joego Bidena. Czas ten upłynął bez oficjalnych gratulacji od najwyższego przedstawiciela Polski (Andrzej Duda winszował udanej kampanii, a zwycięstwa gratulował tylko szef MSZ Zbigniew Rau), ale i bez kurtuazyjnej rozmowy telefonicznej prezydenta RP z amerykańskim prezydentem elektem.

Chłodniejsze relacje z Białym Domem

Ostatnie dni minęły w sumie bez żadnego bezpośredniego kontaktu na wysokim szczeblu między polskimi i amerykańskimi władzami. Dotyczy to nawet tak ponoć przychylnej nam i kochanej przez PiS administracji Trumpa. Sekretarz stanu Mike Pompeo wziął co prawda udział w organizowanej przez Polskę telekonferencji poświęconej wolności religijnej, ale uczynił to w trakcie europejsko-bliskowschodniej podróży pożegnalnej omijającej Warszawę. Świeżo powołany sekretarz obrony Chris Miller nie znalazł jeszcze czasu, by zadzwonić do Mariusza Błaszczaka, choć lista jego rozmów i spotkań obejmuje ponad 20 sojuszników USA. Dość dziwne, że ominął Polskę, która wita coraz większą liczbę wojsk USA i jest rzekomo ich najlepszym sojusznikiem w Europie.

Na pocieszenie z niewielkim opóźnieniem zainaugurowano w Poznaniu wysuniętą placówkę dowodzenia amerykańskiego piątego korpusu armii, choć tym razem bez przedstawiciela Pentagonu. Wygląda to tak, jakby relacje Polski z Białym Domem, nie licząc walczącej jak lwica o podtrzymanie dobrego wrażenia ambasador Georgette Mosbacher, ochłodziły się bez konkretnego powodu.

Biden wygrywa, Polska milczy

Tymczasem w Ameryce i Europie przez te dwa tygodnie rozgorzała debata o odnowieniu i naprawie relacji transatlantyckich, na których – jak słyszeliśmy przez ostatnie kilka lat – Polsce zależy jak mało komu. Bez słowa komentarza i raczej bez echa w rządowych mediach przechodzą listy, artykuły, apele o nowy ład, a nawet nominacje w powstającej administracji Bidena, które szybciej niż później wywrą bezpośredni wpływ na Polskę. Nie widać, by PiS formułował jakieś postulaty, proponował rozwiązania, zgłaszał inicjatywy, wtrącał się – co przecież tak lubi – czy angażował sojuszników w regionie na rzecz kontynuowania korzystnego kursu albo chociaż zachowania zdobyczy prezydentury Trumpa.

Polski rząd o wyniku wyborów w USA milczy po polsku i angielsku, zdaje się też nie dostrzegać prezydenta elekta ani tego, jak wielką rolę w jego rządzie odegra wiceprezydentka Kamala Harris. Sojusznik USA w Europie Wschodniej na własne życzenie stawia się na marginesie nowego rozdziału relacji transatlantyckich. To sytuacja niebywała, niepokojąca.

Wydawałoby się, że okazji i powodów do zabrania głosu jest aż nadto. Biden otwarcie wspiera NATO, czyli filar naszego bezpieczeństwa. Polska szczyci się wypełnianiem z naddatkiem wszelkich wymagań dotyczących obronności, jest ponad miarę zaangażowana w misje i operacje, dostawcą bezpieczeństwa w regionie i poza nim. Ma wszelki tytuł, by wystąpić do prezydenta elekta z nowymi inicjatywami, sama czy w porozumieniu z państwami wschodniej flanki, Grupy Wyszehradzkiej albo Trójmorza.

W sojuszu właśnie trwa proces pogłębionej konsultacji ekspertów, ale i szerszych gron, np. młodzieży, na temat nadchodzącej dekady dla NATO. W Unii Europejskiej mimo pandemii i kryzysu wykuwa się podejście do obronności – teraz pod hasłem strategicznego kompasu. Nie ma lepszego momentu, by Polska stała się liderem tej dyskusji jako najpoważniejszy wojskowo kraj wschodniej flanki, rozumiejący potrzeby i zagrożenia na innych kierunkach. I milczy.

Niemcy proamerykańscy, Warszawa nie komentuje

O tym, że rola Ameryki na kontynencie będzie na nowo definiowana i nie jest rozstrzygnięta, świadczy choćby odżywający francusko-niemiecki spór o europejską autonomię strategiczną. Krytyczna wobec idei Emmanuela Macrona niemiecka minister obrony wystąpiła ostatnio z najbardziej proamerykańskim, pronatowskim i probronnym przemówieniem w czasie swego urzędowania. Francuskie podejście nazwała mrzonką – nie pierwszy raz, ale w istotnym momencie. Mówiła o nieodzowności Ameryki, jednocześnie deklarując, że Europa musi dla niej robić więcej w obronności. Miód na serca polskich atlantystów, mogłoby się zdawać, ale słowa Annegret Kramp-Karrenbauer przeszły bez komentarza w Warszawie.

Proatlantycki zwrot Niemiec, a choćby samej współrządzącej CDU, byłby dla nas wiadomością niebywale korzystną, którą powinno się wykorzystać dla odbudowy i zacieśnienia współpracy przed nadchodzącymi we wrześniu 2021 r. wyborami u naszych zachodnich sąsiadów. Zwłaszcza że – i tu znowu kłania się niedostrzeganie agendy nowej administracji – Biden niemal na pewno wstrzyma albo cofnie zarządzone przez Trumpa wycofanie z Niemiec amerykańskiej brygady i przesunięcie dowództw (to ostatnie niekoniecznie, bo w części jest uzasadnione).

Skoro zaś trzon wojsk USA w Europie, szczególnie znająca wschodnią flankę brygada zmotoryzowana z Bawarii, pozostanie na swoich miejscach, to współpraca wojskowa Polski, Niemiec i Stanów będzie kluczowa. Dużo jest nadal do zrobienia np. w kwestii swobody przemieszczania wojsk, logistyki, interoperacyjności. Korzystając z przychylności USA dla NATO i być może tymczasowego proamerykańskiego zwrotu Berlina, a przynajmniej tamtejszego ministerstwa obrony (mniej skora do takiej współpracy lewica może wkrótce przejąć władzę), Polska miałaby wiele powodów, by działać. Tego jednak nie robi.

Cisza dudni w uszach

Nie protestuje też, gdy Bidenowi proponuje się w liście ministrów spraw zagranicznych Francji i Niemiec (to ilustracja, jak różne może być podejście wywodzącej się z CDU AKK i przedstawiciela SPD Heiko Maasa) rozpoczęcie rozmów z Rosją o kwestiach bezpieczeństwa. Tego, że jakiś poziom dialogu z Moskwą jest potrzebny, nikt nie kwestionuje. To, że proponują go Stanom dwaj ministrowie z zachodu kontynentu, chyba nie zapytawszy o zdanie sąsiadów Rosji na wschodzie, może budzić obawy. Sam Biden i jego ekipa nie wykazują apetytu na jakiś reset, ale przypomnienie stanowiska Polski, państw bałtyckich czy wschodniej flanki byłoby ze wszech miar pożądane.

A Warszawa znowu milczy: ustami MON, MSZ, premiera i prezydenta. Na szczęście nie milczy „nasz człowiek w Waszyngtonie”, były ambasador USA w Polsce Daniel Fried. W artykule, który zdaje się być odpowiedzią na postulaty i oferty Jean-Yvesa le Driana i Heiko Maasa, pisze, że jak najbardziej rozmowa z Rosją i o Rosji jest potrzebna, najlepiej jednak, gdyby dotyczyła wstrzymania Nord Stream 2, a jeśli to niemożliwe, to wsparcia Unii dla projektów infrastrukturalnych i energetycznych w ramach inicjatywy Trójmorza. Fried mówi to po trosze jako przedstawiciel środowiska założycielskiego Trójmorza – Atlantic Council – i zapewne jako były dyplomata wciąż promujący interesy amerykańskiego sektora paliwowego, w sumie jednak przemawia w zgodzie z interesem Polski. Cisza, jaka na ten temat płynie z Warszawy, musi dudnić w jego uszach.

Mecz na teksty o Bidenie

Milczy nie tylko polski rząd. Aktualnych materiałów komentujących agendę Bidena i perspektywy współpracy nie sposób doszukać się na stronach najważniejszej w kraju instytucji eksperckiej zajmującej się relacjami zewnętrznymi i bezpieczeństwem – finansowanego z budżetu Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Wprost nie do wiary, że wśród opublikowanych do 20 listopada biuletynów i komentarzy nie ma nic o Bidenie, Kamali Harris, ich politycznym zapleczu czy zamiarach. Jest coś o sytuacji w Donbasie, wyborach w Mołdawii, wojnie w Górskim Karabachu, oczywiście o pandemii, nawet o afrykańskich surowcach.

Ameryki dotyczą zaledwie dwa teksty – wrzucony w powyborczą środę i mieszczący się na jednej stronie komentarz o niepewnym wyniku głosowania oraz gościnny, napisany jeszcze przed wyborami dla Polskiego Przeglądu Dyplomatycznego esej niezatrudnionego w PISM dr. Olafa Osicy o końcu ery Trumpa. Żadnych świeżych analiz, projekcji, propozycji. Ale może nie należy się dziwić, że PISM nie zabiera głosu, skoro milczą jego polityczni zwierzchnicy, nadzorcy i sponsorzy.

Dużo lepiej radzi sobie z tematem, choć w specyficzny sposób, Ośrodek Studiów Wschodnich. W najnowszym tekście patrzy na Bidena przez pryzmat Niemiec, akcentując nadzieje na powrót do gry zespołowej z Europą. W innych analizuje przyszłość relacji USA–Izrael, reakcje Rosji czy politykę demokraty wobec Chin. Mecz na teksty o Bidenie OSW wygrywa z PISM cztery do zera, poświęca mu też ostatnie wydanie podkastu.

Jednak z uwagi na swoją specyfikę ośrodek przy Koszykowej nie oferuje polskim czytelnikom tego, co byłoby im najbardziej przydatne – szczegółowej analizy, oceny i prognozy relacji polsko-amerykańskich za demokratycznej ekipy w Waszyngtonie, a pod rządami wewnętrznie skłóconej i radykalizującej się prawicy w Warszawie. W minionym tygodniu, co może zabrzmieć szokująco pod rządami PiS, który długo nie chciał go oficjalnie przyjąć, liderem dyskusji transatlantyckiej stał się nowy niemiecki ambasador Arndt Freytag von Loringhoven, który wziął udział (online) w co najmniej dwóch dyskusjach panelowych, m.in. organizowanej przez wspomniany PISM, choć nie pod hasłem relacji Polski z USA. Żaden z państwowych ośrodków nie zorganizował debaty na temat polityki Bidena. O końcu ery Trumpa rozmawiała za to opozycja – na zdalnym forum z udziałem kilku sympatyzujących z nią ekspertów.

Czy Polska w ogóle uznaje Bidena?

Wygląda to tak, jakby oficjalny przekaz władz w Warszawie wciąż nie uznawał zwycięstwa Bidena. Depesza gratulacyjna Andrzeja Dudy, która według szefa jego gabinetu Krzysztofa Szczerskiego jest napisana, czeka na „właściwy moment”. W tym czasie rozmawiają z Bidenem przywódcy od Londynu, Berlina i Paryża przez Tel Awiw po Santiago de Chile. Zespoły ds. przejęcia władzy w departamentach i Białym Domu wypełniają się nazwiskami i pracują pełną parą.

Wszystko wskazuje na to, że tak jak zapowiadają, Biden i Harris rozpoczną wdrażanie w życie swoich celów już pierwszego dnia kadencji – 20 stycznia 2021 r. Jeśli Polska dopiero wtedy zacznie rozmawiać, będzie o dwa miesiące spóźniona i zepchnie się sama w hierarchii priorytetów. Gdyby jeszcze istniała szansa, że wbrew większości świata i samych instytucji demokratycznych w USA to polska prawica ma rację i nie Biden zostanie następnym prezydentem USA – można by się trzymać wersji jednego z nielicznych sprawiedliwych i z przekonaniem o ostatecznym moralnym zwycięstwie czekać na słuszny werdykt historii. Ale taka życzeniowa postawa nie wytrzymuje konfrontacji z faktami.

Zwycięstwo Bidena zostało potwierdzone po powtórnym, ręcznym zliczeniu głosów w Georgii, gdzie prawnicy Trumpa najaktywniej zabiegali o podważenie wyniku. Stan przeszedł na niebieską stronę – do demokratów. Na początku tygodnia oficjalne potwierdzenie triumfu Bidena ma nadejść z Pensylwanii, gdzie również zwolennicy Trumpa liczyli na sukces.

W całych Stanach przewaga Bidena to już 6 mln głosów. Owszem, to nie głosy ludzi ostatecznie się liczą, a głosy stanowych elektorów, ale trudno nie zauważyć, że nawet w stanach uznawanych przed wyborami za wahające się przewaga Bidena to nie setki i tysiące, a dziesiątki i setki tysięcy głosów. Dla rządów rozumiejących mechanizmy amerykańskich wyborów, mających dobrych doradców albo po prostu wierzących w demokratyczny system USA, żadnych wątpliwości nie było już po kilku dniach od wyborów. Dla polskiego i paru innych rządów wątpliwości zdają się trwać do dziś. Polska robi dziś wszystko, by z obozu kilku–kilkunastu na świecie najważniejszych szczerych sojuszników i partnerów USA przejść do obozu nielicznych dziwaków i obskurantów, wyborczych płaskoziemców, denialistów. Bidenialistów.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ludzie i style

Polityka przy stole. Symulator kampanii wyborczej i inne planszówki

Kogo znane na co dzień z ekranów i gazet polityczne spory nadal bardziej ekscytują, niż męczą, może sprawdzić swoich sił w ich wersji pudełkowej. Uwaga – wciągają jak prawdziwe.

Michał Klimko
25.11.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną