Świat

Czy przez Brazylię świat przegra walkę z koronawirusem?

Covid-19 dewastuje całą planetę, ale Jair Bolsonaro uważa, że z nauką mu nie po drodze. Covid-19 dewastuje całą planetę, ale Jair Bolsonaro uważa, że z nauką mu nie po drodze. Adriano Machado / Reuters / Forum
Prawie 11 mln zachorowań, ponad 270 tys. zgonów, zaimprowizowane nekropolie dla ofiar. Ale Jair Bolsonaro nadal neguje zagrożenie i radzi rodakom, żeby przestali się mazać.

Kiedy 25 lutego 2020 r. departament zdrowia publicznego São Paolo, największej aglomeracji kontynentu latynoamerykańskiego, ogłosił wykrycie pierwszego przypadku koronawirusa w Brazylii, świat powoli zdawał sobie sprawę z zagrożenia. Chiny i Azja Południowo-Wschodnia wprowadzały już poważne restrykcje, a Europa spoglądała w stronę północnych Włoch, przekształcających się w jedną wielką czerwoną strefę zachorowań. To zresztą z Lombardii do Brazylii przyleciał 61-letni pacjent „zero”.

Brazylia pogrążona w kryzysie

W prasie dało się przed rokiem przeczytać opinie, że zaraza dla Ameryki Łacińskiej, a w szczególności Brazylii, nie musi być aż tak tragiczna w skutkach. Wirus trafił bowiem na kontynent później niż w inne części świata, był czas na przygotowania. Dzisiaj można już stwierdzić, że przewaga na starcie nic nie dała. Lekceważenie ryzyka przez prezydenta Jaira Bolsonaro, niedofinansowana służba zdrowia, skandale z omijaniem kolejek do szczepień przez bogatych i wpływowych, a na koniec problemy z „własnym” wariantem wirusa – te wszystkie czynniki sprawiły, że gdy świat coraz poważniej myśli o wychodzeniu z pandemii, Brazylia jest (i jeszcze długo będzie) głęboko w niej pogrążona.

Nic lepiej nie ilustruje rozdźwięku między rzeczywistością a deklaracjami klasy politycznej niż zestawienie danych ze słowami Bolsonaro. Kiedy 3 marca tego roku kraj przeżywał najgorszy dzień od początku zmagań z covid-19, rejestrując 1840 zgonów, prezydent tracił akurat cierpliwość do swoich wyborców. W czasie konferencji prasowej pytał wściekłym tonem, kiedy „przestaną się mazać” i narzekać na problemy związane z wirusem. „Jak długo będziecie płakać z tego powodu? – grzmiał do kamer. – Oczywiście szanujcie starszych, chorych i weteranów, ale nie możecie się zatrzymać, bo co się wtedy stanie z Brazylią?”. Po raz kolejny krytykował też wytyczne ekspertów dotyczące dystansu społecznego i samoizolacji. Mimo że rekord zgonów tamtego dnia przestał być rekordem już dzień później. 10 marca odnotowano już prawie 80 tys. nowych zakażeń i 2286 zgonów.

Bolsonaro szuka panaceum

Od kiedy zresztą covid dewastuje całą planetę, Bolsonaro dowodzi, że z nauką mu nie po drodze. Najpierw nazywał wirusa „zwykłą grypą”, potem negował jego istnienie, ignorował konieczność noszenia maseczki, wreszcie stwierdził, że ewentualna śmierć tysięcy Brazylijczyków niewiele znaczy, bo każdy przecież kiedyś umrze. Nawet teraz, kiedy przez kraj przetacza się kolejna wielka fala zarazy, a nadzieje na szybkie przeszczepienie dużej części populacji są raczej niewielkie, prezydent nie przestaje zadziwiać. Na oddziałach intensywnej terapii brakuje łóżek, wiele szpitali nie może już przyjmować pacjentów, a nową obsesją Bolsonaro stał się EXO-CD24 – rozwijany w Izraelu eksperymentalny lek w aerozolu, który ma leczyć nawet najciężej chorych pacjentów covidowych. O skuteczności preparatu wiadomo niewiele, Izraelczycy nie wprowadzili go do badań klinicznych, ale Bolsonaro już zdążył określić go mianem „cudownego” i zapewnić, że kupi go dość dużo i uwolni rodaków od wirusa.

Czytaj też: Jak szczepi się świat

Ani on, ani nikt z jego administracji nie zrobił jednak wiele, by wyposażyć kraj w jedyny znany środek, który pandemię może zastopować, czyli szczepionki. Konflikt najpierw wybuchł o CoronaVac od firmy Sinovac. Bolsonaro go nie chciał, bo uważał, że Chińczykom ufać nie wolno. Ale i długo nie robił nic, by do Brazylii dotarły produkty innych koncernów.

Skonfliktowani z prezydentem samorządowcy nie chcieli dłużej czekać. João Doria, gubernator stanu São Paolo, zamówił kilka milionów dawek CoronaVacu, zanim środek został dopuszczony do obrotu w Brazylii. Wściekły rząd federalny kazał mu przekazać zakupione porcje do użytku w całym kraju, a w odpowiedzi Doria nazwał Bolsonaro i jego ministrów autokratami. Biorąc pod uwagę, że gubernator São Paolo niemal na pewno weźmie udział w przyszłorocznych wyborach prezydenckich, spór należy czytać znacznie szerzej niż tylko w kategoriach zdrowia publicznego.

Czytaj też: Przyłbice nie, maseczki tak. Trzeba ostrej dyscypliny

Brazylijski wariant zagraża światu

Tymczasem sytuacja jest katastrofalna. Jak pisze wpływowy periodyk „The Lancet”, SUS, brazylijski system powszechnej opieki zdrowotnej, największy na świecie i zapewniający dostęp do leczenia 70 proc. populacji kraju, jest na granicy krachu. Destabilizuje go zwłaszcza lokalny wariant wirusa, agresywnie atakujący nawet ozdrowieńców. To osoby chorujące po raz kolejny są teraz najczęściej przyjmowane do brazylijskich szpitali. Szefowie WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus i Michael Ryan alarmują, że wariant ten może zniweczyć globalne wysiłki w walce z pandemią. Oficjalnie został potwierdzony w 15 krajach, a na pewno przyspieszy, bo Brazylia nie ma narzędzi, żeby go powstrzymać.

Co najmniej jedną dawkę szczepionki otrzymało od stycznia 6,6 mln mieszkańców kraju – nieco ponad 3 proc. całej populacji. Rząd walczy teraz o dostawy od AstraZeneki, zapowiada zakup 60 mln dawek do kwietnia, ale nawet jeśli ten ambitny cel zostanie osiągnięty, to pandemia nie musi wyhamować. Dużym problemem jest dystrybucja preparatów, zwłaszcza w głębokim interiorze – wariant brazylijski najbardziej obciąża zresztą region Amazonii, mocno uderzył w Manaus. Najpewniej to stamtąd przedostał się do innych krajów. A biorąc pod uwagę, że zabezpieczeni przed nim nie są nawet ozdrowieńcy, niskie tempo szczepień tym bardziej niepokoi.

Czytaj też: Turyści plus. Latają dookoła świata, żeby się zaszczepić

Brazylia się wyłamuje

Przykład brazylijskiego fiaska w walce z pandemią ujawnia kilka ważnych prawidłowości. Po pierwsze, politycznie motywowany negacjonizm może kosztować życie setki tysięcy ludzi – co widać w statystykach zgonów na covid, ale też katastrofalnych danych na temat innych schorzeń. Po drugie, aby świat uwolnił się od wirusa, każdy kraj musi dołożyć swój wkład. Jeden wyłom w globalnym murze może sprawić, że runie cała zapora. I wszyscy wrócimy do lutego 2020 r. – naznaczonego strachem, niewiedzą i brakiem widoków na powrót do normalnego życia.

Czytaj też: Kiedy koniec pandemii? Za dwa miesiące, za dwa lata?

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Nauka

Seks, dragi i polityka

Ta książka wszystko zawdzięcza testosteronowi – deklaruje jej autor Paul B. Preciado. „Testo ćpun” jest odważną próbą poszukiwania tożsamości seksualnej w świecie pełnym hormonalnych pokus i farmakologicznych miraży.

Paweł Walewski
20.06.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną