Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

Turcja robi szpagat między Ukrainą a Rosją

Spotkanie Erdoğana i Putina. Moskwa, marzec 2020 r. Spotkanie Erdoğana i Putina. Moskwa, marzec 2020 r. Mikhail Metzel / TASS / Forum
Turcja od kilku lat próbuje wykonać szpagat: zachować przynajmniej poprawne relacje z Rosją, a jednocześnie wzmocnić Ukrainę, żeby zapobiec rosyjskiej dominacji w basenie Morza Czarnego.

3 lutego prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan odwiedził Ukrainę, gdzie podpisał liczne memoranda i umowy. Najważniejsza była ta o wolnym handlu, którą Ankara i Kijów negocjowały przez 15 lat, oraz umowa w sprawie wspólnej produkcji tureckich dronów Bayraktar na Ukrainie. Ta pierwsza, biorąc pod uwagę efekty takich kontraktów podpisanych przez Turcję z innymi partnerami, prawdopodobnie zasadniczo zwiększy współpracę ekonomiczną obu państw. Natomiast bayraktary wykazały w ostatnich latach wysokie walory bojowe na różnych polach walki (m.in. Syria, Libia, Karabach). Ukraińcy kupili ich już 12, a dzięki produkcji u siebie wkrótce będą mieli na wyposażeniu kilkakrotnie więcej. Wzmocni to zdecydowanie ich potencjał obronny.

Z drugiej strony Erdoğan w Kijowie nazwał Ukrainę i Rosję przyjaciółmi Turcji i zaproponował mediacje między nimi, zapraszając do Ankary Putina i Zełenskiego. Ten ostatni odpowiedział pozytywnie, prezydent Rosji nie zareagował. Jak widać, przywódca Turcji próbuje połączyć wodę z ogniem i utrzymać dobre relacje z krajami znajdującymi się od kilku lat de facto w stanie wojny. Ta postawa wynika z bardzo specyficznej relacji z Rosją – opartej na współpracy, ale i ostrej rywalizacji, w której Ukraina zajmuje coraz ważniejsze miejsce.

Rosja i Turcja. Nie tacy przyjaciele

Powikłane rosyjsko-tureckie relacje eksperci zdążyli już określić mianem frenmity – (nie)przyjaźnią, „współpracującą rywalizacją” lub „skonfliktowaną współpracą”. Najważniejszym spoiwem tej współpracy jest fakt, że Turcja pod rządami Erdoğana urosła w siłę i jednocześnie przekształciła się w reżim autorytarny znacznie bardziej podobny do Rosji niż zachodnich demokracji. Mocarstwowa Turcja prowadzi politykę zagraniczną polegającą na lawirowaniu między różnymi graczami, w tym USA i Rosją. Najbardziej jaskrawym przykładem tej polityki jest zakup rosyjskiego systemu rakietowego S-400, decyzja bezprecedensowa w przypadku członka NATO. Ankara podjęła ją mimo poważnego kryzysu w relacjach z Białym Domem, a w odpowiedzi usunięto Turcję z programu myśliwca najnowszej generacji F-35.

Kolejnym polem współpracy turecko-rosyjskiej jest gospodarka – Moskwa jest bardzo ważnym partnerem Ankary szczególnie w sferze energetyki. Choć Turcja zdecydowanie zmniejszyła w ostatnich latach udział Rosji w imporcie gazu, ropy i węgla, to zwłaszcza rosyjski gaz (ponad 30 proc. dostaw) odgrywa nadal istotną rolę w jej bilansie energetycznym. Co więcej, Moskwa buduje w Turcji pierwszą elektrownię atomową.

Ważnym sektorem za granicą jest też budownictwo – tureckie firmy zrealizowały w Rosji kontrakty warte ok. 90 mld dol. (to 20 proc. wszystkich zagranicznych inwestycji budowlanych). Last but not least – turystyka. Przed pandemią jej całościowy udział w PKB Turcji przekraczał 10 proc., natomiast Rosjanie stanowią największą grupę gości odwiedzających jej kurorty (niemal 20 proc.).

Erdoğan mówi Europie: Wy idźcie swoją drogą, my swoją

Rywale idą na wojnę

Współpraca ta napotyka jednak na coraz poważniejsze problemy. Rosja nie ma szans zastąpić Zachodu (UE, USA, Wielka Brytania) w roli głównego partnera gospodarczego Ankary – dość powiedzieć, że handel Turcji z krajami zachodnimi jest ok. siedem razy większy niż z Rosją, a w przypadku bezpośrednich inwestycji ta różnica jest jeszcze większa. Im bardziej mocarstwową politykę Turcja prowadzi, tym częściej wchodzi w kolizyjny kurs z neoimperialną Rosją. W efekcie w licznych konfliktach oraz miejscach zapalnych na Bałkanach, Bliskim Wschodzie, Afryce Północnej i basenie Morza Czarnego interesy obu państw okazują się przeciwstawne. Co więcej, ich rywalizacja przyjmuje coraz częściej zbrojny charakter w ramach konfliktów zastępczych (Syria, Libia).

Szybki rzut oka na mapę pokazuje, że Turcja może czuć się przez Rosję osaczona: jej wojska stacjonują w pobliżu (Naddniestrze, Krym, Donbas, Abchazja, Południowa Osetia, Armenia, Karabach, Syria), zbudowała także dobre – nierzadko sojusznicze – relacje z krajami, z którymi Ankara ma stosunki złe albo bardzo złe (Grecja, Cypr, Egipt, Syria, Armenia). Przewaga militarna i ekonomiczna Rosji powoduje, że Ankara, by zrównoważyć siły, zintensyfikowała współpracę z niektórymi jej sąsiadami. Jednym z najważniejszych jest właśnie Ukraina.

Czytaj też: Doniecka i Ługańska Republika Ludowa? Jak trolluje Putin

Ankara otwiera się na Kijów

Intensyfikacja relacji turecko-ukraińskich dotyczy kontaktów na najwyższym szczeblu, współpracy ekonomicznej i wojskowej. Od maja 2019 r., gdy Zełenski został prezydentem, spotkał się ze swoim tureckim odpowiednikiem lub odbył dłuższe rozmowy telefoniczne kilkanaście razy. W październiku 2020 r. przywódcy ustanowili „Kwadrygę”, czyli regularne spotkania szefów MSZ i MON. Zełenski może liczyć na Erdoğana także w kwestii Krymu i Donbasu. Sprawa półwyspu ze względu na liczną grupę Turków pochodzenia krymsko-tatarskiego (wielokrotnie większą niż Tatarów) ma dla Turcji istotne znaczenie również w polityce wewnętrznej. Erdoğan nieraz wyraził bezwarunkowe poparcie dla zakończenia okupacji Krymu przez Rosję i części obwodów Doniecka i Ługańska przez separatystów. Turcja w różnych organizacjach międzynarodowych głosowała za rezolucjami broniącymi integralności i niepodległości Ukrainy. Zadeklarowała też wsparcie dla członkostwa Ukrainy w NATO.

Poza tym Turcja jest od lat jednym z jej ważniejszych partnerów ekonomicznych. Jej udział w ukraińskim handlu wzrósł znacząco w ostatnich latach i stanowi ponad 5 proc., co daje jej piąte miejsce. Tureckie firmy zrealizowały na Ukrainie kontrakty budowlane za ok. 8 mld dol. Ankara szacuje, pewnie nieco na wyrost, że wliczając jej firmy zarejestrowane w krajach trzecich, a działające na Ukrainie, jej bezpośrednie inwestycje przekraczają 5 proc. wszystkich inwestycji z zagranicy nad Dnieprem. Turcja stała się dla Ukraińców też bardzo popularnym kierunkiem wakacyjnym – w 2021 r. odwiedzili ją ponad 2 mln razy (niemal 10 proc. wszystkich wizyt, dwa i pół razy większy udział niż w 2019), co daje im trzecie miejsce po Rosjanach i Niemcach.

Jednak szczególnie w sektorze bezpieczeństwa ta współpraca przybrała ostatnio bezprecedensowy charakter. W latach 2018–22 Kijów i Ankara rozpoczęły negocjacje lub podpisały memoranda i umowy dotyczące dronów, pomocy finansowej dla ukraińskiej armii, silników lotniczych i czołgowych, satelitów, rakiet, radarów, systemów komunikacji, samolotów transportowych i okrętów bojowych. Ta relacja nie jest przy tym jednostronna, gdyż przemysł zbrojeniowy i kosmiczny Ukrainy ma czasem nawet konkurencyjną przewagę. Realizacja nawet części tych projektów uczyni z Turcji jednego z najważniejszych sojuszników wojskowych Ukrainy.

Podkast: W co z nami grają Rosjanie? Będzie wojna?

Turcja między młotem a kowadłem

Poparcie Turcji dla Ukrainy ma jednak swoje granice, Ankara nigdy np. nie nałożyła na Rosję sankcji. Ukraina zaś, choć jej znaczenie będzie rosnąć, nie ma szans odegrać tak ważnej roli w tureckiej gospodarce jak Rosja. Brak jednoznacznego potępienia Putina przez Erdoğana wynika zaś z faktu, że gospodarka Turcji przeżywa obecnie bardzo poważne problemy (np. niemal 50-proc. inflacja). Kreml ma do tego wiele narzędzi nacisku ekonomicznego i w sferze bezpieczeństwa (Kurdowie, Syria, uchodźcy).

Relacje z Zachodem są dla Turcji jednak ważniejsze niż z Moskwą, dlatego jeśli Rosja zaatakuje Ukrainę, a Zachód zachowa jedność, wówczas Erdoğan niechętnie, ale poprze wspólne stanowisko NATO, zajmując miejsce w drugim rzędzie.

Wilczak: Uzbrojeni, dziwnie spokojni. Ukraińcy w obliczu wojny

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Nowe szaty tyrana. Dlaczego Putin zaatakował i co go dziś przeraża?

Sergei Guriev, profesor ekonomii, były doradca prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa i były główny ekonomista EBOiR, o tym, co może czekać Putina i Rosję pod jego dyktatorskimi rządami.

Jacek Żakowski
18.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną