Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

Dzielni Rosjanie protestują przeciw wojnie. Co im za to grozi?

Nie dla wojny. Protest w Moskwie, 24 lutego 2022 r. Nie dla wojny. Protest w Moskwie, 24 lutego 2022 r. Sergei Karpukhin /TASS / Forum
Trzeba być odważnym, żeby potępiać wojnę Putina. Mimo represji, kar i groźby aresztu głosów krytycznych wcale jednak nie brakuje.

„Jestem Rosjaninem i jest mi wstyd” – taki przekaz przebija się wśród przeciwników wojny. Rosjanie wyszli na ulice już pierwszego dnia po inwazji. Najpierw indywidualnie, bo legalne są tylko pikiety, z czasem bardziej spontanicznie i masowo. W mediach społecznościowych skrzykiwano się na „progułki”, czyli spacery, w 50 miastach – od Syberii po Sankt Petersburg. Władze ostrzegały przed „nielegalnymi zgromadzeniami”, a niektórych aktywistów zatrzymały prewencyjnie. Po pierwszym dniu do aresztu trafiło ponad 1700 osób, połowa w samej Moskwie. Drugiego dnia to już były 2692 osoby (1370 w stolicy), a protesty odbyły się w 20 miastach.

Czytaj też: Pierwsze godziny wojny. Największy konflikt w Europie od 1945 r.

Areszt, grzywna i kolonia karna

Demonstranci ryzykują nie tylko dlatego, że biorą udział w nielegalnym zgromadzeniu. Jeśli bowiem zajdzie potrzeba, zostaną oskarżeni o wspieranie nazizmu i faszyzmu, „agentów zagranicznych”, a nawet „terrorystów i ekstremistów”. W grę wchodzi już zatem kodeks karny – nie tylko areszt czy grzywna, ale i kolonia karna. Nie trzeba strajkować na ulicy, wystarczy lajk lub udostępnienie wpisu w mediach społecznościowych.

Tym bardziej zaskakuje, że na krytykę zdecydowały się osoby z elit władzy. Deputowani partii komunistycznej Michaił Matwiejew i Ołeh Smolin domagali się zakończenia wojny. Głos zabrał Andriej Kozyriew, pierwszy minister spraw zagranicznych Rosji, który w reakcji na postępowanie szefa dyplomacji Siergieja Ławrowa, bez zająknięcia usprawiedliwiającego inwazję, opublikował na Twitterze fotografię z komentarzem: „Ławrow, słusznie objęty dziś sankcjami przez USA i UE, był moim zastępcą w latach 90. Kiedyś miał moje poparcie. Dziś już bym uważał, gdyby stał za moimi plecami”.

Niet wojnie! No war please!

Śmielej wypowiada się młodsze pokolenie, także to związane z establishmentem. Jak donosi „Guardian”, Lisa Pieskowa, córka rzecznika Kremla, oraz Tatjana Jumaszewa, córka Borysa Jelcyna, skrytykowały wojnę Putina i używają w sieci hasztagu #Нетвойне. „Tylu Rosjan sprzeciwia się inwazji na Ukrainie. Wierzę, że to do nich będzie należeć ostatnie słowo” – pisze Jumaszewa.

„Niet wojnie” (nie dla wojny) – oświadczył Iwan Urgan, gwiazda Pierwszego Kanału, głównej stacji telewizyjnej w Rosji, prezenter i showman, którego program zdjęto z ramówki w trybie natychmiastowym. Bardzo emocjonalny film opublikował też jeden z najbardziej kochanych piosenkarzy Walerij Meladze. „Wydarzyło się coś, co nie miało prawa się wydarzyć. Historia to osądzi. Błagam, zatrzymajcie wojnę!” – apelował.

Do krytyki dołączają sportowcy i popularni artyści. „Nie potrzebujemy tej wojny, proszę!” – wezwał legendarny napastnik hokejowy Aleksandr Owieczkin. Podobnie Fiodor Smołow, napastnik reprezentacji i piłkarz moskiewskiego Dynama. Potem byli siatkarz Jegor Kluka, siatkarka i wielokrotna mistrzyni świata Jekaterina Gamowa, Emir Sajfutdinow reprezentujący toruński żużlowy Apator, a także szachowy mistrz świata Jan Niepomniaszczij. Hitem okazał się filmik, na którym gwiazda tenisa Andriej Rubliow po wygranym meczu w Dubaju podszedł do operatora i grubym markerem napisał na szkle kamery: „no war please”.

Czytaj też: Na razie na Ukrainie nikt nie wywiesił białej flagi

Kreml cenzuruje media i sieć

W pierwszym szeregu protestu stanęli jednak dziennikarze, a na ich czele „Nowaja Gazieta”. Redaktor naczelny Dmitrij Muratow, ubiegłoroczny laureat Nobla, opublikował odezwę antywojenną. Cały numer dziennika ukazał się w dwóch językach, rosyjskim i ukraińskim, symboliczna była też czarna okładka z tytułem: „Rosja bombarduje Ukrainę”. Poszły jego śladem inne media – telewizja Dożd, Echo Moskwy, portale Meduza, Znam.com, Mediazona – publikując specjalne oświadczenia.

Władze próbują opanować krytykę, a wręcz jej zakazać. Roskomnadzor, czyli regulator mediów, nakazał usunąć poszczególnym redakcjom opisy „przemocy, inwazji czy wojny”, w przeciwnym razie zostaną zablokowane. Na celownik trafiły, jak wyżej, niezależna telewizja Dożd, „Nowaja Gazieta”, Echo Moskwy, Mediazona i wszystkie redakcje upowszechniające „informacje mające istotne znaczenie społeczne”. Oprócz bana grozi im grzywna w wysokości 5 mln rubli (ok. 60 tys. dol.). Zablokowano lub spowolniono też działanie Twittera, Facebooka i Instagrama. Rosmokmnadzor pouczył, że „rzetelne informacje można znaleźć w oficjalnych państwowych źródłach”.

Czytaj też: Jakie sankcje? Putina trzeba pokonać jego metodami

Rewolucja na ulicach

Problemy władz mogą się jeszcze nasilić, a nawet im zagrozić, jeśli sfrustrowanym obywatelom zacznie towarzyszyć poczucie wstydu, oburzenie i odczują pierwsze skutki wojny. Czyli pojawią się ofiary śmiertelne. Tradycją jeszcze radziecką jest ukrywanie prawdziwych statystyk wojennych. Swego czasu wzmocniło to traumę afgańską. Symbolem największej porażki, porównywalnej jedynie do traumy wietnamskiej Amerykanów, był Gruz 200 – cynkowe trumny ze zwłokami poległych żołnierzy, które transportowcami hurtem wracały do kraju. W reakcji powstał w 1989 r. legendarny ruch matek żołnierzy, co roku maszerujących z fotografiami zmarłych synów.

Bardziej przyziemnym powodem eksplozji frustracji może być ubożenie. Sankcje uderzają przecież pośrednio w zwykłych Rosjan. Duży popłoch wywołał już pierwszego dnia spadek wartości rubla, bankomaty opustoszały, a Rosjanie wypłacali gotówkę w obawie przed chaosem na rynku, ale i blokadą kart płatniczych. O pierwszych takich dotkliwych przypadkach doniosła w ostatni piątek telewizja Dożd, relacjonując trudności turystów, którzy utknęli w Mołdawii. Ich lot został odwołany, powrót przez Ukrainę okazał się niemożliwy, a płatności elektroniczne Sbierbanku po prostu były odrzucane. To pierwsi zakładnicy polityki Kremla.

Całkiem możliwe, że Siergiej Biełanowski, jedyny socjolog, który przewidział masowe protesty w 2011 r., miał rację, twierdząc, że obserwujemy właśnie schyłek Putina. Może się zdarzyć – mówił – że „jednego dnia władzę popiera większość obywateli, a następnego wszystkich zaskoczy rewolucja na ulicach”.

Czytaj też: Co teraz? To może być długa wojna na wyczerpanie

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Diagnoza: borelioza. Ale czy na pewno?

W Polsce mnożą się fałszywe rozpoznania boreliozy. Oraz medycy, rzekomi specjaliści od tej choroby. A także rzekomi chorzy, spanikowani, że padli ofiarą kleszcza.

Paweł Walewski
07.11.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną