Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

Pomóż Meduzie. Rosji potrzebna jest choć jedna niezależna redakcja

Iwan Gołunow (pierwszy z prawej), jeden z najbardziej znanych dziennikarzy śledczych Meduzy, został w 2019 r. fałszywie oskarżony o posiadanie narkotyków. Iwan Gołunow (pierwszy z prawej), jeden z najbardziej znanych dziennikarzy śledczych Meduzy, został w 2019 r. fałszywie oskarżony o posiadanie narkotyków. Sergei Fadeichev / TASS / Forum
Jednym z nielicznych mediów, które w dobie wojennej cenzury kontynuują swoją działalność i mówią Rosjanom prawdę, jest portal Meduza. Redakcja zwraca się o pomoc do zagranicznych czytelników, w tym Polaków.

Ogromna liczba Rosjan nie ma pojęcia, co dzieje się w Ukrainie. Ci, którzy wiedzę o świecie czerpią z państwowych mediów, nie zdają sobie sprawy, że rosyjska armia napadła na Ukrainę, bombarduje miasta, ostrzeliwuje cywilów, a miliony Ukraińców zmuszono do ucieczki z kraju. Wielu Rosjan jest przekonanych, że Władimir Putin rzeczywiście „wyzwala Ukrainę spod rządów nazistów”.

Czytaj też: „Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica”. Czy Kreml ma plan na Polskę?

Nawet 15 lat więzienia za pisanie o wojnie

Przez drakońskie przepisy, wprowadzone w pierwszych dniach wojny przez Putina, niezależne rosyjskie redakcje zostały zmuszone do zaprzestania podejmowania tematu wojny lub zawieszenia działalności. Za informowanie o inwazji w oparciu o źródła inne niż oficjalne komunikaty władz grozi nawet do 15 lat więzienia. Z tego powodu działalność zawiesiła jedyna niezależna rosyjska telewizja Dożd′, o wojnie przestała informować „Nowaja Gazieta” i dziesiątki innych niezależnych redakcji.

Jednym z nielicznych niezależnych mediów, które w dobie wojennej cenzury kontynuują działalność i mówią Rosjanom prawdę, jest Meduza. To jedna z najpopularniejszych redakcji w Rosji, docierająca do milionów osób. Ponieważ władze zablokowały ją na terenie Federacji Rosyjskiej, mieszkańcy czytają ją dzięki VPN lub za pośrednictwem specjalnej aplikacji.

Dzisiaj Meduza zwraca się z prośbą o pomoc do zagranicznych czytelników. Odcięcie Rosji od międzynarodowego systemu bankowego sprawiło, że utrzymująca się z wpłat czytelników redakcja straciła źródło dochodu. Iwan Kołpakow, redaktor naczelny Meduzy, mówi wprost: „Jeśli nie zastąpimy wpłat, które otrzymywaliśmy od rosyjskich czytelników, przelewami od osób spoza kraju, informowanie Rosjan o tym, co się dzieje, będzie bardzo trudne. A Rosjanom jest potrzebna przynajmniej jedna niezależna redakcja”. Pomóżmy Meduzie. Dopóki Rosjanie nie zrozumieją, co dzieje się w Ukrainie, tej wojny nie da się zatrzymać.

Czytaj też: To miała być szybka wojna. Jak długo Rosja wytrzyma?

Redakcja Meduzy zwraca się z prośbą do polskich czytelników o wsparcie. Przelewu można dokonać na stronie I’m with you, Meduza oraz Defend the truth (meduza.io). Akcję wspierają „Gazeta Wyborcza”, OKO.press i „Polityka”.

Rozmowa z redaktorem naczelnym Meduzy

WIKTORIA BIELIASZYN: Co dla rosyjskich mediów oznacza „wojenna cenzura” wprowadzona przez Kreml?
IWAN KOŁPAKOW: W ciągu dwóch tygodni władze całkowicie zlikwidowały niezależne media w Rosji. Bezprecedensową presję stosowaną wobec niezależnych redakcji odczuwaliśmy przez cały ubiegły rok. Nikt jednak się nie spodziewał, że dojdzie do tego, co mamy dzisiaj.

Władze zablokowały wszystkie niezależne media, niektóre z nich same zawiesiły działalność lub zostały zlikwidowane. Te, które mają swoje siedziby w kraju, musiały podjąć potworną decyzję i zaprzestać relacjonowania wojny, bo każda próba mówienia o niej prawdy – opartej na niezależnych danych, a nie komunikatach Kremla czy ministerstwa obrony – może zakończyć się sprawą karną, a w konsekwencji – więzieniem.

Nawet „Nowaja Gazieta”, której redaktorem naczelnym jest Dmitrij Muratow, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, nie pisze już o wojnie. Dlaczego Meduza nie podjęła takiej decyzji? To ogromne ryzyko.
Nie braliśmy pod uwagę, by zaprzestać informowania o wojnie. Nawet nie mieliśmy w redakcji takiej dyskusji. Nie możemy postąpić inaczej. Miliony czytelników oczekuje od nas rzetelnego, niezależnego informowania o wojnie na Ukrainie.

To, nad czym się zastanawialiśmy, to w jaki sposób zabezpieczyć dziennikarzy, jak zmniejszyć ryzyko, które ponoszą w związku ze swoją pracą. Wielu z nich musieliśmy wywieźć z kraju.

Dziennikarze piszący prawdę mogą dzisiaj w ogóle przebywać na terytorium Rosji?
Jeśli nie piszą o wojnie na Ukrainie. Wszyscy, którzy piszą lub pisali o Ukrainie, są już dzisiaj poza Rosją.

Czytaj też: Migi dla Ukrainy, czyli kaskada potknięć. Czy leci tutaj pilot?

Meduza została w Rosji zablokowana przez państwowego regulatora mediów i internetu – Roskomnadzor. Jak to się przełożyło na wasze zasięgi?
Blokada jest dość efektywnym sposobem odcięcia znacznej części Rosjan od niezależnych mediów. Udało nam się jednak utrzymać większą część naszych czytelników.

Widzimy wręcz, że naszą stronę odwiedza dzisiaj więcej osób niż przed wojną. Prócz tego zaktualizowaliśmy aplikację naszej redakcji, która pozwala obchodzić blokadę. W czasie wojny przybyło nam czytelników na wszystkich możliwych platformach, w samym Telegramie obserwuje nas dzisiaj już ponad milion osób. Nie wiadomo jednak, co będzie dalej i na ile sytuacja jeszcze się pogorszy. Kilka dni temu władze poinformowały, że zablokują Instagram, na którym również obserwuje nas ponad milion osób, przypomnę też, że Facebook i Twitter już nie działają bez VPN w Rosji.

Jaki to ma wpływ na świadomość Rosjan?
Trzeba pamiętać, że w Rosji praktycznie nie ma już źródeł niezależnych informacji. Rosjanie zostali sami wobec agresywnej propagandy. Media, które informują o wojnie po angielsku, nie mają możliwości, by dotrzeć do rosyjskojęzycznych czytelników. To katastrofa.

Władze mają możliwość bezgranicznego manipulowania opinią społeczną. Nie da się zatrzymać tej wojny, jeśli nie będzie się mówić o niej prawdy. A bardzo wielu Rosjan nie wie, co się dzieje na Ukrainie. Ludzie nie wiedzą, że rosyjska armia bombarduje miasta, nie wiedzą, że Putin ostrzeliwuje cywilów, nie wiedzą, że miliony ludzi ucieka z Ukrainy, że Charków jest dzisiaj ruiną.

Ludzie naprawdę wierzą, że Putin stara się wyzwolić Ukrainę i zniszczyć jedynie ukraińską wojenną infrastrukturę, by uchronić świat przed wojną.
Myślę, że to, co robimy jako redakcja, jest dzisiaj ważniejsze niż kiedykolwiek. Bo mimo ograniczeń mamy wciąż możliwość docierania do ludzi w Rosji. Widzimy, że Rosjanie bardzo prawdy potrzebują, odzwierciedla się to w naszych statystykach: liczba wyświetleń, odsłon, czytelników pobiła rekordy, chociaż i wcześniej nie mogliśmy narzekać. Ludzie chcą zrozumieć, co tam się dzieje.

Co jeśli władze posuną się w blokadach jeszcze dalej?
Jesteśmy przygotowani na różne scenariusze, od dawna opracowywaliśmy różne narzędzia, dzięki którym jesteśmy w stanie kontynuować pracę nawet w bardzo trudnych warunkach.

Mimo że musieliśmy ewakuować pracowników z Rosji, ani na minutę nie przerwaliśmy pracy. Zrobiliśmy wszystko, by nasze problemy nie miały wpływu na jakość naszej pracy. W stu procentach skoncentrowaliśmy się na wojnie na Ukrainie, praktycznie o niczym innym teraz nie piszemy. Robimy wszystko, by ta wojna została w naszym kraju należycie zauważona, bo chociaż dla Zachodu i reszty świata oczywiste jest, co się dzieje na Ukrainie, z Rosji wszystko wygląda inaczej.

Naszym zadaniem jest dostarczenie Rosjanom materiałów, które ich uświadomią, pokażą skalę wojny, straty, ofiary, kryzys uchodźczy w Europie.

Nikt z nas nie spodziewał się jednak, że wybuchnie wojna, że rosyjskie władze całkiem oszaleją. Nie mogliśmy przewidzieć, że rosyjska armia będzie bombardować ukraińskie miasta.

Czytaj też: Co popchnęło Putina do rozpętania wojny światowej

Jak reagują ludzie na wasze materiały?
Bardzo różnie. Dostajemy dużo słów wsparcia i podziękowań, ale też nierzadko spotykamy się z oburzeniem.

Wielu ludziom w Rosji trudno jest zrozumieć, że taka tragedia mogła się wydarzyć.
Rosyjskie społeczeństwo jest w fazie wyparcia. Zaprzeczają, że z rąk rosyjskiej armii giną dzisiaj na Ukrainie nasi przyjaciele, bliscy, krewni. Ogromna część społeczeństwa nie jest w stanie tej wiedzy zaakceptować. Wielu łatwiej jest przyjmować to, co mówi im propaganda.

Przykładem może tu być ostrzał szpitala położniczego w Mariupolu. Publikowaliśmy zdjęcia ofiar, zrujnowanego budynku. Dostałem wtedy wiele wiadomości od osób, które, jak mi się wydawało, trzeźwo oceniają rzeczywistość i są świadome tego, co się dzieje. Pytali, czy jestem pewien, że te zdjęcia nie są zmanipulowane.

Myślę, że ludzie nie są w stanie przyjąć do wiadomości, że ich państwo tak postępuje.

Rosjanie nie rozumieją jeszcze, że relacje z Ukrainą zmieniły się na wiele lat, a być może i na zawsze?
Nie. Nie wiedzą jeszcze, że teraz nie będzie już mowy o jakiejkolwiek braterskości, siostrzeństwie, powiązaniach.

Meduza, która ma siedzibę w Rydze, utrzymywała się z wpłat czytelników. Jak poradzicie sobie z brakiem tych pieniędzy, które nie dotrą do was ze względu na odłączenie Rosji od SWIFT?
W kwietniu 2021 r. zostaliśmy wpisani przez władze do „rejestru agentów zagranicznych”. W ciągu tygodnia straciliśmy wtedy większość naszych reklamodawców, nasz model biznesowy całkiem się posypał. Zorganizowaliśmy wtedy crowdfunding, bez większych nadziei, że uda nam się z tego utrzymać. Nie mieliśmy jednak innej możliwości. Ku naszemu zaskoczeniu wpłaty były na tyle liczne, że to one stały się podstawą utrzymania redakcji. Co miesiąc otrzymywaliśmy ponad 30 tys. stałych lub jednorazowych przelewów od czytelników z Rosji. W czasie wojny ten system też się zawalił, straciliśmy to.

Jak chcecie sobie z tym poradzić?
W poniedziałek 14 marca rozpoczynamy międzynarodową zbiórkę. Zwracamy się z prośbą o wsparcie do czytelników spoza Rosji. Mamy nadzieję, że uda nam się przekonać mieszkańców Europy i całego Zachodu, że to ważna sprawa. W Rosji musi być chociaż jedna niezależna redakcja, która będzie informować ludzi o tym, co tak naprawdę się dzieje. Bez wpłat będzie nam bardzo ciężko.

Dziennikarze Meduzy są dzisiaj także na Ukrainie, relacjonują wojnę, mówią prawdę. Spotykają się z problemami ze względu na swoje paszporty?
Na razie nie. Wiele osób na Ukrainie im pomaga. Tak, niełatwo jest teraz żyć z rosyjskim paszportem, ale zdajemy sobie sprawę, że ludzie mają prawo żywić wobec nas takie uczucia, jakie dzisiaj żywią. Musimy nauczyć się patrzeć na tę wojnę oczami Ukraińców. To jedyny sposób dla nas, by spróbować zrozumieć, co się wydarzyło, w jakim stopniu jesteśmy za to odpowiedzialni i co robić, by doprowadzić w przyszłości choćby do neutralnych relacji Rosjan z Ukraińcami. Będzie to bardzo trudne. Ale kiedy spotkamy się z agresją, postaramy się odnosić do tego z maksymalnym zrozumieniem.

Najbardziej rozbrajają mnie słowa wsparcia, które otrzymujemy od ukraińskich czytelników Meduzy. Dostajemy wiadomości od ludzi z Kijowa i Charkowa. Piszą do nas: „Drodzy, siedzę w schronie, trzymajcie się, piszcie o nas”. Myślę, że to przykład niesamowitego bohaterstwa.

Musimy zrobić wszystko, by dialog między Rosjanami i Ukraińcami trwał, żeby ta łączność między nami się nie zerwała. Nie możemy pozwolić, by reżim Putina nieodwracalnie zniszczył nasze relacje.

Czytaj też: Strefa zakazu lotów nad Ukrainą? NATO musiało odmówić

Meduza powstała w 2014 r. w Rydze. Założyła ją grupa moskiewskich dziennikarzy, która w ramach sprzeciwu wobec przejęcia przez władze jednego z najpopularniejszych i najlepszych niegdyś portali informacyjnych lenta.ru zwolniła się z redakcji. Iwan Kołpakow, obecny naczelny Meduzy, oraz szefowa spółki Medusa Project Galina Timczenko zdecydowali się otworzyć redakcję w stolicy Łotwy, by uniknąć represji i w sposób niezależny relacjonować sytuację w Rosji. Nie do końca się udało. Iwan Gołunow, jeden z najbardziej znanych dziennikarzy śledczych Meduzy, padł w 2019 r. ofiarą zmowy FSB. Funkcjonariusze podrzucili mu narkotyki, ale dzięki bezprecedensowemu wsparciu społeczeństwa i licznym protestom udało się doprowadzić do uwolnienia dziennikarza.

Meduza szybko stała się jednym z najpopularniejszych mediów, zwłaszcza wśród młodych Rosjan. Po wpisaniu redakcji w 2021 r. do rejestru agentów zagranicznych i utracie reklamodawców, będących głównym źródłem dochodu redakcji, Kołpakow musiał podjąć decyzję o drastycznym cięciu kosztów. Redakcja wypowiedziała umowy najmu lokali w Rydze i Moskwie, obniżyła pensje i zawiesiła współpracę z zewnętrznymi autorami. Obecnie pracuje w niej kilkudziesięciu dziennikarzy, wszystkim grożą w Rosji represje.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Niezbędnik

Prawda według filozofów

Prawda jest cechą zdania. Po prostu. Jej przeciwieństwem jest fałsz. Zdanie może być prawdziwe, fałszywe albo nie wiadomo jakie. Tylko jak to stwierdzić? Dzięki czemu mamy pewność, że o jednych zdaniach daje się powiedzieć, że są prawdziwe lub fałszywe, a o innych nie?

Magdalena Środa
04.04.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną