Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

52. dzień wojny. Dlaczego rosyjskie czołgi padają jak muchy?

Zniszczony rosyjski czołg, Trościaniec, 15 kwietnia 2022 r. Zniszczony rosyjski czołg, Trościaniec, 15 kwietnia 2022 r. Zohra Bensemra / Reuters / Forum
Rosjanom wolno idzie gromadzenie sił na wschodzie Ukrainy, ale nie ma co się łudzić – ofensywa ruszy niedługo. Czołgi, artyleria i lotnictwo odegrają w niej ogromną rolę, dlatego warto zapytać: ile jest wart czołg na współczesnym polu walki?

Na północno-wschodnim rogu Ukrainy wciąż pojawiają się nowe rosyjskie jednostki. W okolicy Wałujek jest już nie tylko dowództwo 35. armii, ale też 41., tej samej, która szła na Kijów przez Czernihów, ale nie doszła. Obok usadowiła się 76. Czernihowska Dywizja Powietrzno-Desantowa Gwardii. Z kolei zamiast sformować południowe ramię kleszczy z Doniecka, Rosjanie rzucili siły na wprost Siewierodoniecka. Wygląda na to, że znaleźli słabsze miejsce w ukraińskiej obronie i planują atakować nie od południa, lecz z południowego wschodu, by spotkać się w rejonie Słowiańska i Kramatorska z północnymi ramionami kleszczy spod Iziumu. Tu podążają obie gwardyjskie dywizje z 1. Armii Pancernej Gwardii, mając za plecami formacje 20. Armii Gwardii.

Rosjanie zajmują pozycje

W okolicy Siewierodoniecka zaczyna się rozlokowywać 5. armia (widać tu 127. Dywizję Zmechanizowaną i 57. Krasnogradską Brygadę Zmechanizowaną Gwardii). 60. Brygada Zmechanizowana zatrzymała się na wschód od Doniecka, podobnie jak 155. Brygada Piechoty Morskiej Gwardii.

Na południu zbiera się powoli 8. Armia Gwardii, obierając kurs na Hulajpołe (to tam rosyjska rakieta kierowana zniszczyła... toaletę publiczną); są w jej składzie 150. Irdycko-Berlińska Dywizja Zmechanizowana i formacje armijne. 20. Przykarpacko-Berlińska Brygada Zmechanizowana Gwardii, jej drugi związek taktyczny, gdzieś przepadła. Może wycofano ją do Rosji, w pobliże Rostowa?

Na południe od Zaporoża jest z kolei 58. armia ze swoją 19. Woroneżsko-Szumlińską Dywizją Zmechanizowaną, a na wschód od niej – 42. Jewpatorska Dywizja Zmechanizowana Gwardii. Między nimi usadowiła się 136. Umańsko-Berlińska Brygada Zmechanizowana Gwardii. Jak dotąd właśnie 58. armia okazała się w Ukrainie najskuteczniejsza. A może trafiła na nieco słabszy opór? Działała wszak na kierunku, który dla obrońców był raczej drugorzędny.

Ukraina, jak twierdzi prezydent Zełenski, ma na wschodzie kraju 44 tys. żołnierzy. Pentagon mówi o 65 batalionowych grupach bojowych. W znacznym stopniu są to zaprawione w boju jednostki, walczące w Donbasie już od 2014 r. Doświadczenie daje im znaczną przewagę, a w rejonie jest prócz tego mnóstwo wykopanych okopów, transzei, ziemianek, sporo przygotowanych i dobrze zamaskowanych stanowisk ogniowych. Mam wielką nadzieję, że Rosjanie połamią sobie tutaj zęby. Pytanie tylko, co wówczas zrobią. Oby w desperacji nie sięgnęli po jakieś drastyczne środki.

.Karolina Żelazińska/Polityka.

Czytaj też: Żelazem i mięsem. Chaos i okrucieństwo rosyjskiej armii

Czołgi padają jak muchy

W kontekście tej wojny pojawiają się pytania, czy mamy do czynienia ze zmierzchem czołgu. W żadnym razie. Co prawda rosyjskie czołgi padają jak muchy, ale czy to znaczy, że czołg jako taki do niczego się już dziś nie przydaje? Zauważmy, że ukraińskie wozy nie są rujnowane w tak szalonym tempie. Równie dobrze można by zapytać, czy skoro rosyjscy żołnierze giną, to też są zbyteczni na polu walki.

Nie, ani czołg, ani żołnierz nie jest dziś przeżytkiem. Po prostu jednych i drugich należy używać zgodnie z taktyką i w ogóle zasadami sztuki wojennej, bardzo prostymi i znanymi od dawna. Trzy podstawy to: efektywne rozpoznanie (jego rezultaty muszą być znane dowódcom prowadzącym faktyczne działania), ścisłe współdziałanie między rodzajami wojsk oraz efektywne dowodzenie, pozwalające elastycznie reagować na rozwój sytuacji. Jeśli używa się wojsk (w tym czołgów) właśnie w ten sposób, straty ponosi się mniejsze, a nawet dużo mniejsze, a efektywność na polu walki zdecydowanie wzrasta.

Czołg to potężne narzędzie. Jest uzbrojony w silną armatę oddającą strzał na wprost, w widoczny cel. Armata jest skuteczna dzięki energii kinetycznej rozpędzonego pocisku, ale i sile wybuchu. Co innego haubice na wyposażeniu artylerii. One wyrzucają pociski lobem wysoko w górę i na dużą odległość. Artylerzyści nie widzą celu, mają informacje od obserwatorów, z dronów czy radarów. Pocisk działa głównie siłą wybuchu, jego energia kinetyczna jest dużo mniejsza. Haubice ostrzeliwują cele salwami, najczęściej całymi dywizjonami, z dystansu 15–25 km. Sypią na wykryty obiekt lawinę pocisków.

W przeciwieństwie do nich czołg to samotny wojownik, jak stary wilk. Załoga nieustannie szuka celu, zbiera też informacje od towarzyszącej mu piechoty lub obserwującego wydarzenia dowódcy. Kiedy czołg wypatrzy stanowisko obronne wroga, pojazd pancerny czy gniazdo karabinu maszynowego, natychmiast otwiera ogień i wystrzeliwuje pocisk, który wbija się w cel i rozłupuje go także dzięki temu, że rozpędza się do wielkiej prędkości. Natomiast sam czołg porusza się po polu walki względnie bezkarnie, bo żeby go zniszczyć, potrzeba specjalistycznego uzbrojenia przeciwpancernego. Niestraszne mu pociski karabinowe ani pociski moździerzowe, a pocisk z haubicy może go unieruchomić pod warunkiem, że trafi go bezpośrednio.

Czytaj też: Zagadka niemocy rosyjskiej armii? Korupcja

Rozpoznanie, współdziałanie, dowodzenie

Rosjanie lekceważą rozpoznanie, więc pakują się w zasadzki. Tymczasem żeby skutecznie prowadzić walkę, trzeba zawczasu dokładnie poznać pole bitwy. Jeśli chcemy wkroczyć do wioski, powinniśmy wysłać do niej bezpilotowy aparat latający, by wypatrzył, gdzie są okopy przeciwnika, pozycje ogniowe, gdzie się kryją pojazdy pancerne. Nie od rzeczy byłoby wysłać po cichu zwiadowców, by dłuższy czas prowadzili obserwację przez lornetki, noktowizory, za pomocą małych radarów itp. Gdybyśmy ot tak wjechali do wsi czołgami, to nagle zza węgła strzeliłby do nas schowany wrogi pojazd albo odpalony z jakiegoś dachu javelin.

Kiedy już rozpoznamy pozycje przeciwnika, możemy skierować na nie ogień artylerii. Niektóre obiekty da się ostrzelać w miarę precyzyjnie. A nawet jeśli pierwsza salwa nie trafi, to kolejną skoryguje dron. Obrońcy ponoszą zatem straty, jeszcze zanim ruszy natarcie. Chyba że też postępują mądrze i na czas ostrzału ukryją się w schronach, by potem szybko wrócić na pozycje. W obronie rozpoznanie jest równie ważne. Żeby przy pomocy własnej artylerii ostrzelać podchodzące kolumny, trzeba wiedzieć dokładnie, gdzie są.

Do wsi zwyczajowo najpierw wchodzi piechota, czołgi i bojowe wozy piechoty osłaniają ją nieco z tyłu. Czołg nie wysuwa się całkiem do przodu, by nie wystawić się na strzał z kierowanej rakiety przeciwpancernej. Piechurzy ostrożnie wszystko sprawdzają, a jeśli ktoś otworzy do nich ogień, czołg odpowiada ogniowym strzałem z działa lub ogniem karabinów maszynowych. Bojowe wozy piechoty blokują boczne uliczki, by nikt nie odciął pododdziału od rejonów wyjściowych. Kiedy walczące zgrupowanie trafia na silny ostrzał z wielu kierunków, wówczas zatrzymuje się, szuka osłony, wzywa własną artylerię lub wsparcie lotnicze. Żołnierzy i czołgi się oszczędza. Co można, trzeba zniszczyć z dział, śmigłowców czy samolotów, z daleka. Dopiero to, czego nijak się wykryć wcześniej nie dało, jest likwidowane przez piechurów i czołgi. Piechota zajmuje się „miękkimi” celami, czołgi rozwalają te poważniejsze, lepiej zabezpieczone.

Dowódca obserwuje zaś walkę i cały czas nią kieruje, ostrzega żołnierzy przed zagrożeniem (wykrytym przez krążący dron), w zależności od rozwoju walki przekierowuje siły z jednego miejsca na drugie, na tablecie czy ekranie komputera wskazuje cele artylerii i lotnictwu, wzywa misje ogniowe lub wsparcie z powietrza.

Czołg jest niezbędnym składnikiem tej układanki. Bez niego nie da się bezkarnie podejść pod stanowisko ogniowe moździerzy naszego przeciwnika, skutecznie walczyć z pojazdami pancernymi, a nacierająca piechota nie ma siły uderzenia, przebojowości. Czołgi jeszcze długo będą dominować na polu walki, ale trzeba umieć ich używać. Jak każdego narzędzia.

Niech nas przy tym nie zmyli słowo „atak”. Nawet w obronie nieustannie się kontratakuje, odzyskuje stracone obszary, a kiedy zamierzamy wyrzucić wroga ze swojego terytorium, potrzeba prawdziwej kontrofensywy. Na dużą skalę. W ramach operacji obronnej państwa nie zostawiamy przeciwnikowi nawet skrawka własnego terytorium.

Bryc: Trzęsienie ziemi na Kremlu. Putin szuka winnych porażki w Ukrainie

Dron, który wskazał „Moskwę”

Na koniec uwaga taktyczna, skoro już o taktyce rozmawiamy. Dziennikarze sugerują (notabene systematycznie myląc statek, który z definicji jest handlowy, z okrętem, czyli jednostką wojenną), że Ukraińcy sprytnie odciągnęli uwagę Rosjan znajdujących się na krążowniku „Moskwa” za pomocą drona Bayraktar. Nic bardziej błędnego. Bayraktar wyszukał krążownik i wskazał współrzędne rakietom. Te po odpaleniu lecą we wskazany rejon 100 czy 200 km, następnie włączają własny radar i samodzielnie atakują cel. Nie da się odpalić rakiety przeciwokrętowej na odległość 200 km tak po po prostu w morze. Nic nie znajdzie albo zaatakuje pierwszą napotkaną jednostkę pływającą.

Rosjanie mogą przekonywać, że dron odwrócił ich uwagę. W istocie jego obecność powinna ich jednak zaalarmować – to zwiastun nadlatujących rakiet. Znak, że Ukraińcy wykryli krążownik i znają jego położenie. Teraz mogą śmiało odpalić rakiety, wiedzą już, gdzie je posłać.

Podkast: Skąd się bierze odporność Ukrainy? I co będzie dalej?

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Świat

Gerhard Schröder, towarzysz Putina. Toksyczny związek na dobre i złe

Były kanclerz Gerhard Schröder, który wciąż nie wyrzekł się przyjaźni z gospodarzem Kremla, jest symbolem wszystkich niemieckich problemów z Rosją. Ale wcale nie najgorszym.

Marek Orzechowski
19.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną