Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

64. dzień wojny. Z Naddniestrza na Odessę? Rosji chyba kończą się pomysły

Na północ od Doniecka Rosjanie jak zwykle atakowali Awdijiwkę i zgodnie z utartą świecką tradycją zostali odparci. Na zdjęciu siły separatystów, 27 kwietnia 2022 r. Na północ od Doniecka Rosjanie jak zwykle atakowali Awdijiwkę i zgodnie z utartą świecką tradycją zostali odparci. Na zdjęciu siły separatystów, 27 kwietnia 2022 r. Peter Kovalev / TASS / Forum
Rosjanie powoli i z mozołem posuwają się do przodu, tracąc ludzi i sprzęt. Cena, jaką za to płacą, i powolne tempo daje spore nadzieje, że ostatecznie uda się ich powstrzymać. W Naddniestrzu dzieją się tymczasem dziwne rzeczy.

Natarcie spod Iziumia na wschód powoli przebija się na zachód i południe. 4. Kantemirowska Dywizja Pancerna Gwardii doszła do miejscowości Wielika Komiszuwacha, gdzie została powstrzymana. Tymczasem w kierunku na Słowiańsk nacierające jednostki 36. armii wycofanej spod Kijowa zebrały tęgie baty i zawołały na pomoc spadochroniarzy ze 106. Tulskiej Dywizji Powietrzno-Desantowej Gwardii. Dalszych postępów tu ma, trwają ciężkie zmagania pod wsią Paszkowe.

Najciekawsze, że po ukraińskiej stronie też bronią się desantowcy – z 81. Brygady Powietrzno-Desantowej. Rzadko się zdarza, by dwie jednostki powietrzno-desantowe walczyły ze sobą, a tu akurat nastąpiło takie starcie – elity z elitą. I jak na razie Ukraińcy są górą. Rosjanie usiłowali zdobyć wieś Nowa Dmytriwka, ale zdrowo oberwali i musieli się ciut cofnąć.

Czytaj też: Skarby Donbasu. Czego Putin tutaj szuka?

Wojacy z czerwoną opaską na rękawie

Na wschodzie natomiast Rosjanie ostatecznie zdobyli Zariczne. Teraz czekają ich walki o Łyman, a potem nadzieją się na Doniec. Przypuszczam, że połamią sobie zęby, bo forsowanie rzek idzie im z największym trudem. W zasadzie udała im się ta sztuka jedynie w Iziumiu. W Irpieniu pod Kijowem nie poszło, pod Chersoniem zdobyli niestety mosty na Dnieprze – Ukraińcy nie zdążyli ich wysadzić.

Ciężka sytuacja jest w Popasnej, którą Rosjanie w końcu zajęli. Na szczęście poza miastem zostali powstrzymani i nie bardzo chce im się wyłazić spomiędzy domów. Wiedzą, że ukraińska artyleria nie ostrzeliwuje własnych miast. Ale jak tylko wyściubią nos, zaraz zwali się na nich ogień. W końcu dowódcy przekleństwami i groźbami popędzą swoich ludzi przez pola, gdzie niejeden orkowy żołnierz położy głowę.

Na północy Rosjanie jak zwykle atakowali Awdijiwkę i zgodnie z utartą już świecką tradycją zostali odparci. Walczą tutaj nieustraszone wojska Donieckiej Republiki Ludowej, ten leśny nieogolony lud z czerwonymi opaskami na rękawach mundurów różnych typów, posługujący się uzbrojeniem od najnowszego po całkiem historyczne. Rosjanie nowoczesnego sprzętu im nie dają, żeby nie został przehandlowany albo porzucony w lesie, kiedy wojakom wojowanie się już znudzi.

Pod Zaporożem i w kierunku na Krzywy Róg – żadnych zmian. Za to w Chersoniu nastąpiła w nocy seria tajemniczych wybuchów. Rosjanie twierdzą, że w wieżę telewizyjną trafiła ukraińska rakieta, tyle że – jak wyżej – Ukraińcy z założenia nie ostrzeliwują własnych miast. Są z innego świata, cywilizowanego. Wieża się nie zawaliła, ale popsuła się i w mieście nie ma telewizji. Rosjanie zgrzytnęli zębami, bo zabraknie im kluczowej tuby propagandowej w przeddzień zapowiadanego referendum w sprawie utworzenia Chersońskiej Republiki Ludowej. O innych wybuchach – dalej.

.Karolina Żelazińska/Polityka.

Czytaj też: Żelazem i mięsem. Chaos i okrucieństwo rosyjskiej armii

Dziwne zdarzenia w Naddniestrzu

Naddniestrze to ostatni kawałek Związku Radzieckiego, jaki ocalał dla potomności. Wąski pasek ziemi między Mołdową a Ukrainą, postsowiecki skansen, który mógłby stać się swoistą atrakcją turystyczną z pomnikami Lenina, gdyby nie panowały tu bandycko-mafijne układy. Swoją drogą, urodzić się w Naddniestrzu i mieć do dyspozycji teren 100 na ok. 15 km przez całe życie – to musi być straszne. Bo dokąd człowiek może wyjechać z paszportem z sierpem i młotem i napisem Republica Moldovenească Nistreană, Naddniestrzańska Republika Mołdawska? Taki dokument jest tyle wart co dolary z kaczorem Donaldem. Nad stolicą „kraju” Tyraspolem powiewa czerwona flaga, która byłaby nieomal flagą ZSRR, gdyby nie idący w poprzek zielony pasek.

W poniedziałek 25 kwietnia ktoś przybył w te strony z granatnikiem przeciwpancernym i huknął w budynek o nazwie „sztab struktury zajmującej się kwestiami bezpieczeństwa w regionie”. Granatnik jest kawałem długiej rury, za pazuchę się go schować nie da. Ktoś podjechał zapewne samochodem, wyjął coś takiego i rąbnął raz czy kilka razy w pusty budynek – pusty, bo wypadła prawosławna Wielkanoc. Co prawda był śmigus-dyngus, ale z granatnikiem to już lekka przesada.

Dziwne. Wyobrażacie sobie, że ktoś podjeżdża na Rakowiecką 2A, wyjmuje RPG-7 i wali w budynek ABW? Przecież stoi tam posterunek wartowniczy, okolica jest dobrze patrolowana. Odpowiednie służby od razu zawinęłyby sprawcę. Jak się okazuje – w Naddniestrzu można.

Dzień później ktoś wysadził w powietrze wieżę przekaźnika telewizyjnego we wsi Majak. Teraz nie można transmitować rosyjskiej telewizji, bo taką się w Naddniestrzu rozsyła ludziom do domów.

Oczywiście Rosja, dla której naddniestrzański skansen im. Włodzimierza Lenina jest ważnym sojusznikiem, oskarża Ukrainę o te działania. Ale jaki interes miałaby tu Ukraina? Niszczenie żywej historii robotniczo-chłopskiego państwa to czysta zbrodnia, lepiej zachować to dziedzictwo dla przyszłych pokoleń. Nie, kochani, Ukraina nie ma w Naddniestrzu żadnych interesów. Poza tym odnoszę wrażenie, że jest obecnie zajęta czym innym, podejrzewam, że nie myśli ani o Naddniestrzu, ani o współpracy kulturalnej z Mongolią.

Spekuluje się, że Rosjanie szukają pretekstu, by wykorzystać Naddniestrze jako przyczółek do ataku na Odessę. To chyba jedyne logiczne wytłumaczenie – bo reszta jest już nielogiczna. Ani Mołdawia, ani Naddniestrze nie ma dostępu do morza. Oddziela je wąski pasek Ukrainy, z reszty kraju dostępny tylko przez most w miejscowości Zatoka, kilka dni temu zniszczony przez rosyjską rakietę skrzydlatą. A może Rosjanie planują wysadzić desant morski na ten odcięty kawałek Ukrainy, by dojść tędy do Naddniestrza, a następnie przerzucić tu jakieś poważniejsze siły? Trzy rosyjskie bataliony nie stanowią teraz żadnej wartości bojowej. Jeśli generałowie mają pomysł, by w ten sposób najechać na Odessę, to jest równie świetny co mrzonki o udanym ataku na Krzywy Róg. Rozsądne pomysły na dalsze prowadzenie wojny najwyraźniej właśnie im się skończyły.

Thomas Piketty: To jest wojna imperialna z poprzedniej epoki

Znów wybuchł skład amunicji. Nieźle łupnęło

Wróćmy do wybuchów. Dziś pod Biełgorodem znów wyleciał w powietrze magazyn amunicji. Przypuszczalnie został trafiony rakietą Toczka z Ukrainy, ale nie jest to takie pewne. Nawet jeśli tak było, to ktoś jednak dokładnie ustalił położenie magazynu, a to niełatwe zadanie. Kiedy byłem podchorążym w dęblińskim WOSL, niedaleko w Stawach i Stężycy znajdowały się wielkie magazyny zapasów należące do ówczesnej 6. Centralnej Składnicy Amunicji. Niesamowite miejsce z betonowymi bunkrami, otoczone wałami ziemnymi i rowami, ze specjalną instalacją przeciwpożarową. Gdyby wybuchły, huk dałoby się słyszeć w Warszawie. Ale dziś? Wiecie, gdzie są magazyny amunicji w Polsce?

Pogrzebałem w internecie i już częściowo wiem, gdzie są. Ale u Rosjan nie jest tak łatwo. Przekopałem Yandex cyrylicą, wiele nie znalazłem. Ukraińcy zdołali się dowiedzieć, a potem jeszcze trafić tak, że wybuch było słychać w Kursku i Woroneżu. Łupnęło nieźle – jak spojrzycie na mapę, od Kurska do Woroneża jest 220 km. Wyobrażacie sobie wybuch w Warszawie słyszany w Siedlcach i Płocku?

W Chersoniu też miała miejsce cała seria wybuchów. To już na pewno nie ukraińska artyleria. Ani rosyjska, bo orkowie wiele potrafią, ale ostrzału okupowanego przez siebie miasta do tej pory nie uskuteczniali. Mogliby wszak trafić własne wojska. Więc co? Moim zdaniem to dywersanci gen. mjr. Kiryłło Budanowa, szefa ukraińskiego wywiadu GUR. Ciekawe tylko, co tam wysadzili. Ukraina się nie chwali, Rosjanie też milczą...

Czytaj też: Putin wysyła na wojnę żołnierzy z Azji

W Rosji pali się to, co ma się spalić

A mnie właśnie przyszło do głowy, że niektóre instytucje w Rosji palą się, bo mają się palić. Zupełnie jak w Reymontowskiej Łodzi z „Ziemi obiecanej”. Na początku XX w. próbowali tu swoich sił, w warunkach wczesnego kapitalizmu, przedsiębiorcy polscy, niemieccy (jak mój dziadek) i żydowscy. Czasem interes nie szedł, więc pożar i odszkodowanie było jakimś wyjściem. Niektóre fabryki paliły się, bo z zasadami bezpieczeństwa było w nich jak w rosyjskim magazynie amunicji, a inne dlatego, że miały się spalić. Krążył nawet taki dowcip. Do kina wpada zadyszany posłaniec: pożar fabryki u Rozenkranca! Na co fabrykanci: „Co ty wygadujesz, u Rozenkranca pożar to będzie dopiero jutro!”.

Pamiętam, kiedy w misji UNPROFOR w dawnej Jugosławii pocisk z moździerza zdemolował część naszego posterunku na Turanju, a mój meldunek o stratach został odpowiednio przepisany w logistyce batalionu. Lista nagle znacząco się wydłużyła: o rzeczy, które zepsuły się wcześniej wskutek nieuwagi lub zostały zgubione. Patrzę na tę listę i mówię do kwatermistrza: „Panie pułkowniku, na naszym posterunku wybuchł granat moździerzowy, a nie bomba atomowa!”. Na co on westchnął i rzekł: „Michał, wojna odhumanizuje, niszczy nasze ludzkie oblicze. Ale nie można być bezdusznym i zimnym, trzeba być człowiekiem dla człowieka, humanistą! Odwołuję się do twoich ludzkich uczuć i empatii”.

No cóż, trafił na miękkie. Podpisałem. Taka wojskowa specyfika, nie tylko u nas. Kanadyjczyk opowiedział mi identyczną historię z jego kontyngentu, a należał do naprawdę elitarnej jednostki Princess Patricia Canadian Light Infantry, słynnego PPCLI (Kanadyjska Lekka Piechota Księżniczki Patrycji). Tymczasem to, co dzieje się w Rosji, może przekraczać nasze najśmielsze wyobrażenia. Tam nawet czołgów mogą się nie doliczyć. Inna rzecz, że wojna to dla nich okazja, by bezboleśnie pozbyć się sprzętu niekompletnego, popsutego albo formalne spisać ze stanu ten od dawna opylony na lewo. Chciałbym zobaczyć rosyjskie meldunki o stratach. Założę się, że wpisano do nich to, czego w Ukrainie nigdy nie było...

Czytaj też: Zagadka niemocy rosyjskiej armii? Korupcja

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Nowe szaty tyrana. Dlaczego Putin zaatakował i co go dziś przeraża?

Sergei Guriev, profesor ekonomii, były doradca prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa i były główny ekonomista EBOiR, o tym, co może czekać Putina i Rosję pod jego dyktatorskimi rządami.

Jacek Żakowski
18.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną