Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

83. dzień wojny. „Walka” o obrońców Mariupola. Żołnierze z Azowstalu gonią resztkami sił

Azowstal w deszczu rosyjskich pocisków zapalających, 15 maja 2022 r. Azowstal w deszczu rosyjskich pocisków zapalających, 15 maja 2022 r. Ministry of Defence of Ukraine/Anton Gerashchenko/ Cover Images / Forum
Stało się to, co nieuniknione – dni Mariupola są policzone. Pozycji nie da się pilnować długo, ranni umierali w męczarniach. Obrona leżącego zaledwie 15 km od granic Donieckiej Republiki Ludowej miasta i tak okazała się nad wyraz silna.

Przez Mariupol przechodzi główna droga prowadząca do Berdiańska i dalej, do Melitopola, skąd przesmykiem Dżankoj można dotrzeć na Krym. A drogi w Ukrainie są dużo gorsze niż u nas. Tylko głównymi da się łatwo i szybko prowadzić transporty z zaopatrzeniem czy wojskami; drogi boczne, drugorzędne, mogą służyć do transportu lokalnego. Jak w Polsce z lat 90. – o „schetynówkach” nikt jeszcze wówczas nie słyszał. Jest też linia kolejowa prowadząca z Doniecka przez Wołnowachę na północ, od Mariupola aż do Melitopola, a stąd niedaleko od drogi na przesmyk. Wskutek działań wojennych odcinek między Donieckiem a Wołnowachą jest jednak nieczynny.

Zatem droga przez Mariupol to jedyna krymska arteria życia, oczywiście poza Mostem Krymskim nad Cieśniną Kerczeńską, który łączy Krym z Rosją od strony wschodniej. Różne towary można też dostarczać na półwysep morzem przez Sewastopol. Ale to lądowe połączenie przez Donieck i obwód chersoński jest dla Rosjan jednym z głównych celów wojny. Most Krymski można zniszczyć, drogę morską zablokować, a lądowej nikt nie zatopi ani nie zablokuje.

Tymczasem o ile Melitopol i Berdiańsk wpadły w rosyjskie ręce w pierwszych dniach marca, zaledwie po tygodniu działań wojennych, o tyle obrona leżącego zaledwie 15 km od granic Donieckiej Republiki Ludowej Mariupola okazała się nad wyraz silna. Ukraińcy otrząsnęli się z pierwszego szoku i podjęli tu dobrze zorganizowaną walkę.

.KŻ/Polityka.

Los obrońców Mariupola

Częściowe poddanie obrońców Azowstalu było efektem porozumienia między władzami Ukrainy i rządem Rosji przy aktywnym udziale Turcji. Chodzi wyłącznie o rannych, których oddano w ręce Rosjan, by wymienić ich na uzgodnioną liczbę jeńców. 53 najciężej rannych przewieziono do Nowoazowska, ok. 25 km na wschód od Mariupola. Trafili tam do szpitala. 211 rannych dotarło korytarzem humanitarnym do Ołewniwki na terenie Ługańskiej Republiki Ludowej. Dość blisko stąd do aktualnej linii frontu, gdzie ma nastąpić wymiana. O jej szczegółach, gdzie i kiedy ma nastąpić, nikt nie chce mówić, ale to zrozumiałe. I nie chodzi o to, by nie zapeszyć...

Są obawy co do tego, jak zachowają się Rosjanie, bo dotychczas różnie z nimi bywało. Często nie dotrzymywali terminów, a do poruszających się korytarzami humanitarnymi pojazdów z cywilami otwierali ogień. Nie ma zatem co liczyć na ich zapewnienia i gwarancje. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Rosjanie potrafią zatrzymać ewakuowanych cywilów, by ich bardzo starannie prześwietlać i sprawdzać. Mają powody: z Mariupola usiłowała się wydostać grupa żołnierzy 36. Brygady Piechoty Morskiej im. kontradmirała Michaiła Bilinskogo, w tym dowódca brygady płk Wołodymir Baraniuk i szef jego sztabu płk Dmitro Kormiankow. Prezydent Zełenski pozwolił wcześniej obrońcom miasta przedzierać się do swoich linii, więc próba była uzasadniona.

Czytaj też: Tak cichy ukraiński bohater pomaga ogrywać Rosjan

Jak oderwano dowódcę od brygady

W czasie walk brygada Baraniuka została rozczłonkowana. Najmniejsza część dostała się do zakładów Azowstal, dołączając do obrońców z pułku Azow. Średnia część z dowódcą i szefem sztabu wydostała się z miasta i chciała przedostać do swoich linii, ale tych schwytali żołnierze tzw. Donieckiej Republiki Ludowej. I wreszcie największa część brygady po wyczerpaniu możliwości prowadzenia walki poddała się w zakładach metalurgicznych Azowmasz. Przypuszczalnie płk Baraniuk nie miał jak zabrać ze sobą całej brygady.

Za długo jednak w wojsku służyłem, by nie być nadmiernie wyczulonym. Dowódca i jego prawa ręka – szef sztabu – mogą przedzierać się na czele swojej jednostki, a nie z „grupą żołnierzy”. Taka rola dowódcy. A jeśli został oderwany od trzonu brygady? Może należało spróbować zabrać większą jej część, tę, która poddała się w Azowmaszcie?

Obejmując dowodzenie, przyjmuje się na siebie kolosalne obowiązki. Nawet jeśli jest się dowódcą jakiejś mało znaczącej jednostki. W czasie służby na uroczystej zbiórce parsknąłem śmiechem, gdy ogłoszono, że zaszczytne miano drużyny służby socjalistycznej (był 1985 r.) zdobyła 2. Drużyna Rozruszników Elektrycznych z Plutonu Elektrogazowego z 1. Kompanii Zaopatrzenia. Oczywiście zostałem wezwany na dywanik i nauczyłem się raz na zawsze, że w wojsku wszystko jest na poważnie. A zatem nawet gdy się dowodzi 2. Drużyną Rozruszników Elektrycznych w Plutonie Elektrogazowym, należy wychodzić z okrążenia na jej czele – w znaczeniu stanów osobowych, choć dopuszczalne jest zniszczenie samych rozruszników elektrycznych, by nieprzyjaciel niczego z ich pomocą nie uruchomił, a już na pewno nie silnika samolotowego. Nie chcę o nic oskarżać płk. Baraniuka, który otrzymał niedawno tytuł Bohatera Ukrainy, i nie otrzymał go za darmo. Ale tak już mam, zawsze są wątpliwości.

Wspomniana grupa oficerów z dowódcą została schwytana przez siły DRL, nie trafiła zatem w dobre ręce. Niejako z deszczu pod rynnę, choć Rosjanie wcale nie są lepsi.

Czytaj też: Agonia Mariupola. Co kryją podziemia Azowstalu?

Rosjanie wciąż ostrzeliwują Azowstal

Kiedy kończę pisać te słowa, pojawiły się nieoficjalne doniesienia, że ranni z Ołewniwki trafili jednak na terytorium kontrolowane przez Ukraińców. Piszę to, bo bardzo bym tego chciał, ale trzeba zrobić zastrzeżenie, że informacja wymaga solidnego potwierdzenia i należy ją traktować niemal w kategorii plotki.

Pozostał jeszcze problem żołnierzy, którzy nadal bronią się w Azowstalu. Trwają negocjacje w sprawie wymiany na rosyjskich jeńców. Ilu ich jest, trudno powiedzieć, zapewne blisko 400. Jeśli jednak rannych było tylko 264, to ilu z nich nie doczekało wymiany, ilu zmarło? Łącznie było wszak koło tysiąca żołnierzy z 36. Brygady Piechoty Morskiej i jednego (albo dwóch) batalionów Pułku Gwardii Narodowej „Azow”, którym to zgrupowaniem dowodzi Bohater Ukrainy mjr Denis Prokopienko. Jest też kompania z 12. Brygady Operacyjnej Gwardii Narodowej, 555. Szpital Wojskowy i inne drobne jednostki.

Co do rannych – wiadomo, że niedawno rosyjski ciężki pocisk artyleryjski trafił bezpośrednio w miejsce, gdzie znajdował się szpital polowy. Od wstrząsu i obsypania się ziemi w podziemnym korytarzu zginęło wiele osób. Rosjanie systematycznie ostrzeliwują Azowstal z moździerzy 2S4 Tulipan kal. 240 mm, które za czasów ZSRR opracowano właśnie do niszczenia umocnień. Strzelają potężnymi przeciwbetonowymi pociskami o masie blisko 150 kg. To potworna siła niszczenia.

Czytaj też: Nowe szaty tyrana. Co dziś przeraża Putina?

Bucza, Irpień, Mariupol?

O walkach w mieście trzeba napisać oddzielnie, to bardzo ciekawy temat. Gdy 12–15 kwietnia Ukraińcy wycofali się do zakładów Azowstal, obrona Mariupola straciła na pierwotnym znaczeniu, była symboliczna. Rosjanie mogli już korzystać z głównej drogi w mieście. Z każdym dniem walk Ukraińcy mieli coraz mniej możliwości, by wydostać się na zewnątrz i dokonać akcji dywersyjnych na drodze zaopatrzenia.

Dlaczego obrońcy się nie poddali? Otóż mieli pełną świadomość, że większość z nich, jeśli nie wszyscy, nie przeżyje niewoli. Szczególnie służący w znienawidzonym przez Rosjan pułku Azow. To on zażarcie walczył tutaj w 2014 r., dwukrotnie broniąc miasta przed separatystami – w czerwcu i wrześniu. I dzięki niemu Doniecka Republika Ludowa nie zajęła jakże potrzebnego portu, okna na świat.

Wiadomo, że nic dobrego obrońców Mariupola by nie spotkało, gdyby się poddali. Być może nawet śmierć byłaby dla nich jakimś wybawieniem, bo na co stać orków, przekonaliśmy się już w Buczy czy Irpieniu. Wokół Mariupola powstają masowe groby, co rejestrują skwapliwie zdjęcia satelitarne, by udokumentować popełnione tu zbrodnie. A że Rosjanie sobie w Mariupolu używają, to więcej niż pewne, choć wiadomości z miasta wydostaje się niewiele.

Miejmy nadzieję, że uda się wszystkich tych dzielnych ludzi uratować: rannych i tych, którzy walczyli do końca. Może Rosjanie zgodzą się na wymianę na jeńców, choćby Ukraińcy „przepłacili” większą liczbą „oddanych” żołnierzy. Trzymam kciuki.

Kiedyś warto napisać książkę o tym, jak bronił się Mariupol, i niech to zrobią ci, którzy ocaleli. Niech dadzą świadectwo męstwa swego i tych, którzy już nigdy niczego nie napiszą ani nie powiedzą.

Czytaj też: Żelazem i mięsem. Chaos i okrucieństwo rosyjskiej armii

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Kultura

W hamaku i na leżaku. Wybraliśmy 12 książek na lato

Latem można nadrobić zaległości z całego roku, dlatego proponujemy starannie wybrany zestaw 12 gorących powieści, kryminałów i książek non-fiction z ostatnich miesięcy. Wciągających, poruszających, odkrywczych.

Jakub Demiańczuk, Justyna Sobolewska, Aleksandra Żelazińska
02.07.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną