Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Świat

W Rosji płoną składy amunicji, paliw, ropy. To sabotaż czy robota Ukraińców?

Biełgorod. Płonie skład ropy naftowej. Biełgorod. Płonie skład ropy naftowej. Russia Emergencies Ministry / TASS / Forum
Wybuchają kolejne cele na zapleczu rosyjskiej armii. Kijów do tych akcji się nie przyznaje, ale też im nie zaprzecza. Za to Rosja przekonuje, że „wszystko idzie zgodnie z planem”.

3 lipca przy granicy z Ukrainą miały miejsce kolejne eksplozje. W Kursku obeszło się bez ofiar, gdyż – jak twierdzą miejscowe władze – ukraińskie drony zostały zestrzelone przez rosyjską obronę przeciwpowietrzną. Inaczej niż w Biełgorodzie, gdzie uszkodzone zostały bloki mieszkalne, a ranne cztery osoby. Ministerstwo obrony opublikowało zdjęcia resztek pocisku Toczka-U, który miał przyczynić się do zniszczeń. Strona ukraińska twierdzi tymczasem, że widnieje na nim nazwa „Pancyr”, a tego pocisku nie ma na wyposażeniu jej armii – oświadczył w ostatnią niedzielę doradca ministra spraw wewnętrznych Anton Heraszczenko.

Czytaj też: Seria bardzo dziwnych zdarzeń. I to w Rosji

Płoną składy amunicji, paliw, ropy

Rejon przygraniczny jest stałym celem operacji sił specjalnych na tyłach wroga, bo tam, m.in. w obwodach biełgorodzkim, briańskim, kurskim oraz woroneskim, znajduje się zaplecze logistyczne – bazy wojskowe, składy amunicji, paliwa i ropy naftowej. Już drugiego dnia inwazji ostrzelano lotnisko w Millerowie w obwodzie rostowskim, gdzie stacjonowały dwa dywizjony samolotów wielozadaniowych Su-30SM. Ataki nasiliły się jednak wraz z końcem marca po wycofaniu się Rosjan spod Kijowa.

29 marca w pobliżu wsi Krasnyj Oktiabr (Czerwony Październik) w obwodzie biełgorodzkim eksplodował skład amunicji, a trzy dni później, w samym mieście, magazyn ropy naftowej. Kamery fabryczne uchwyciły dwa śmigłowce bojowe. Żeby pozostać poza zasięgiem rosyjskiej obrony przeciwpowietrznej, musiały lecieć ponad 100 km na niebezpiecznie nisko. „Około godziny piątej czasu moskiewskiego dwa Mi-24 wleciały w przestrzeń powietrzną Federacji” – raportował rzecznik rosyjskiego ministerstwa obrony gen. Igor Konaszenkow.

Potem zniszczono dwa składy ropy w Briańsku. Jak informował 25 kwietnia Interfax, pożar pochłonął zbiornik o pojemności 10 tys. m sześc. Z kolei telewizja Rossija-24 podała, że drugim zniszczonym obiektem był magazyn oleju napędowego w miejscowej jednostce wojskowej. A niedawno, bo 22 czerwca, wybuchł pożar w rafinerii ropy naftowej w obwodzie rostowskim.

Na celowniku są także składy amunicji, jak ten zniszczony 27 kwietnia we wsi Stara Nelidowka w obwodzie biełgorodzkim, ok. 30 km od granicy z Ukrainą. Cierpi ponadto logistyka kolejowa – 1 maja w obwodzie kurskim wysadzono most na linii Suja–Sosnowyj Bor, wykorzystywanej głównie do transportu towarowego na front.

Czytaj też: Idziemy po was! Ukraińscy partyzanci mszczą się na Rosjanach

Kreml: „Wszystko idzie zgodnie z planem”

Penetracja rosyjskiego terytorium stwarza kłopotliwą sytuację dla Kremla, który uprawia właśnie propagandę sukcesu, przekonując, że „specoperacja” w Ukrainie idzie pomyślnie. Dlatego Rosjanie informują o incydentach tylko wtedy, kiedy muszą, tj. gdy atak był ostentacyjny, a na Telegramie pojawiły się np. zdjęcia ukraińskich śmigłowców. Najpierw więc sprawę bada resort obrony lub spraw nadzwyczajnych, a władze federalne i lokalne uspokajają społeczeństwo w duchu: „wszystko idzie zgodnie z planem”.

Na poziomie Kremla to zadanie Dmitrija Pieskowa. 27 czerwca kolejny raz zapewniał, że władze zmaksymalizowały środki bezpieczeństwa w kraju. Na szczeblu regionalnym odpowiadają za to miejscowi dygnitarze, jak gubernator obwodu biełgorodzkiego Wiaczesław Gładkow, który po ataku na składy paliwowe, widząc ogromne kolejki przed stacjami paliw, zapewniał, że benzyna jest dostępna w całym regionie. „Mamy 15–18 dni zapasu, nie ma i nie będzie problemu z paliwem” – pisał na Telegramie.

By łatać nieszczelności na granicy, ministerstwo spraw nadzwyczajnych zapowiedziało rozbudowę systemu monitoringu. Jak pisał 20 czerwca dziennik „Kommersant”, chodzi o szeroki nadzór wideo i detektory ruchu, które mają zmniejszyć „zagrożenie sabotażem” i szybko reagować na incydenty. Kreml planuje wydać na ten cel ponad 250 mln dol. z budżetu federalnego. Ale jak mówił dziennikarzom „The Moscow Times” przedstawiciel Rostecu, w Rosji brakuje urządzeń elektronicznych niezbędnych do realizacji tego projektu, a po wycofaniu się z kraju zachodnich gigantów trzeba będzie szukać w tym celu partnerów w Azji.

Czytaj też: Były pułkownik FSB ostro atakuje Putina. A Kreml pozwala

Sabotaż? Robota Ukrainy?

Książkową dywersję, którą sam zresztą stosuje, Kreml określa mianem terroryzmu. To wygodniejsze – nie musi się tłumaczyć, dlaczego tak łatwo wnikać na terytorium Rosji obcym siłom specjalnym. Po operacji w Biełgorodzie Komitet Śledczy wszczął sprawę karną na podstawie artykułów o terroryzmie w kodeksie karnym. Następnie wprowadził podwyższony poziom zagrożenia w sześciu przygranicznych regionach i wszędzie tam, gdzie doszło do incydentów.

Kijów z kolei nie przyznaje się do ataków, ale też im jednoznacznie nie zaprzecza. Kieruje się zasadą „strategicznej dwuznaczności”, podobną do tej, którą stosował Izrael wobec własnego programu nuklearnego i likwidując irańskich fizyków jądrowych. Tak należy czytać wywiad, jakiego 27 czerwca udzielił dziennikowi „Financial Times” Kyryło Budanow, szef głównej dyrekcji wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy. Przyznał, że „ataki i operacje sabotażowe zdarzają się wszędzie, były i będą się więc zdarzać w Rosji i wielu innych miejscach”. Odmówił odpowiedzi na pytanie o to, czy stały za nimi ukraińskie władze.

Czytaj też: Czy Rosja właśnie formalnie zbankrutowała?

Nawet żołnierze Putina się nie dziwią

Prawdę mówiąc, nietrudno tu obciążyć Rosję. Równie dobrze, jak twierdzi gen. Wiktor Jagun, były zastępca szefa SBU, przyczyną serii wybuchów w rosyjskich składach wojskowych może być korupcja. Na antenie telewizji internetowej Nastoyashaya Vremya 28 kwietnia mówił: „Jeśli w magazynach brakuje dużej ilości benzyny, oleju napędowego itd., to czasem łatwiej podpalić skład, żeby zatrzeć wszystkie ślady i braki i zwalić winę na grupy wywrotowe i zwiadowcze z Ukrainy, które w niewytłumaczalny sposób przenikają do najbardziej chronionych obiektów na terenie rosyjskich regionów przygranicznych”. W tym kontekście faktycznie nie ma pewności, kto np. wywołał pożar w Centralnym Instytucie Badawczym Wojsk Obrony Przeciwlotniczej w Twerze w drugiej połowie kwietnia. Dla części obserwatorów to jeszcze jedna skuteczna dywersja Ukrainy, dla innych – typowy rosyjski „bardak” [bałagan].

Brytyjski „Times” twierdzi jednak, że znaczną część operacji na tyłach wroga przeprowadził oddział Szamana, czyli batalion elitarnych specjalsów z ukraińskiego wywiadu wojskowego. Informował o tym 27 czerwca, a kilka dni później na łamach „The War Zone” w zasadzie potwierdził dowódca grupy, czyli Szaman. 1 lipca przekazał pozdrowienia dla Biełgorodu i odniósł się do kwietniowego ataku na składy ropy. „Radziłbym im [Rosjanom] zrobić zapasy paliw, zboża, może mąki i soli. Mogą ich wkrótce potrzebować” – mówił.

Kluczem powodzenia w działaniach na tyłach wroga jest... powściągnięcie chciwości. Operacje te muszą zachować pozory, że są sprawką kogoś innego, opierać się na wywiadzie, rozpoznaniu, znajomości terenu, przeszkoleniu i wieloletnich przygotowaniach do wojny. Dywersja skutecznie obnaża słabości rosyjskiej armii, więc nawet żołnierze Putina nie są zaskoczeni śmiałymi akcjami ukraińskich sił specjalnych. Z pewnością są jednak sfrustrowani. Mają bowiem całkowitą pewność, że Szaman się nie myli, gdy mówi: „To jeszcze nie koniec, a zaledwie wierzchołek góry lodowej”.

Czytaj też: Putinowi trzęsą się ręce. Choruje, umiera? Pobożne życzenie

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Pusty Kościół. To już jest krach

Ks. prof. Andrzej Kobyliński o problemie pedofilii i innych grzechach polskiego Kościoła, kryzysie powołań oraz galopującej laicyzacji młodych.

Joanna Podgórska
04.03.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną