Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Świat

Putin ma dla świata trzy wiadomości. Przed nami decydujące tygodnie

Władimir Putin przemawia do liderów Dumy. 7 lipca 2022 r. Władimir Putin przemawia do liderów Dumy. 7 lipca 2022 r. Sputnik / Reuters / Forum
Rosja nie zaczęła w Ukrainie jeszcze niczego poważnego – straszył w Dumie Władimir Putin. I zachęcał Zachód do podjęcia rokowań pokojowych, „byle szybko”. Co tak naprawdę miał na myśli?

Koniec wiosennej sesji Dumy Państwowej 7 lipca Władimir Putin wykorzystał, by podsumować postępy „specoperacji” w Ukrainie i zanim rozpocznie się dyplomatyczny sezon urlopowy, wysłać kilka sygnałów na zewnątrz. Pierwszy brzmi następująco: „nie daliście rady nas zniszczyć”, czyli Rosja jest silniejsza, niż zakładał Zachód. Ewidentnym sukcesem z perspektywy Kremla ma być to, że kraj przetrwał gospodarczy blitzkrieg i nie upadł mimo ponad 11 tys. nałożonych na niego sankcji. Kolejnym zaś dowodem jest to, że nie udało się „zdemoralizować ludzi”, wywołać chaosu i protestów, które miały rozsadzić państwo od środka.

Czytaj też: Walka z Rosją będzie długa i ciężka. Kluczowe są rezerwy

Bójcie się!

Komunikat drugi dla świata to „bojcies’” (bójcie się). „Słyszymy, że chcą nas pokonać na polu walki. Cóż mogę rzec? Niech spróbują” – mówił Putin w Dumie. Dzień później słowa te musiał korygować rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Tłumaczył, że prezydent nikogo nie straszył, odnosił się jedynie do wypowiedzi zachodnich polityków oraz ukraińskich władz, w myśl których Kijów będzie walczył aż do zwycięstwa. Putin zatem po prostu przypomniał, że potencjały obu stron są niewspółmierne, a rosyjski jest tak duży, że tylko niewielka jego część jest obecnie zaangażowana w „operację specjalną” – jak cytowała potem agencja TASS.

Natomiast trzecia wiadomość Putina dla świata brzmi: „czas waszej dominacji się skończył”. W opinii rosyjskiego prezydenta Zachód nie uświadomił sobie jeszcze, że „przegrał już wtedy, kiedy operacja specjalna się zaczęła”. To ona zainicjowała proces wyłaniania się nowego globalnego porządku, w którym „nie ma obłudnych podwójnych standardów, lecz rządzi prawo międzynarodowe, a narody są faktycznie suwerenne”.

Czytaj też: Po szczycie NATO Rosja pręży muskuły i straszy. Czyli standard

Rosyjski punkt widzenia

Putin ma przekonanie, że to nie Rosja jest w tym starciu osamotniona, lecz „kolektywny Zachód”, jak propagandowo określa swoich adwersarzy. „Mamy wielu zwolenników, także w USA i w Europie, a jeszcze więcej na innych kontynentach” – chwalił się. I dodał: „Nawet w krajach, które nadal są satelitami USA, rośnie zrozumienie, że ślepe posłuszeństwo wobec suwerena nie leży w ich interesie”. Nie bez powodu Siergiej Ławrow odbywa niekończącą się pielgrzymkę dyplomatyczną po Azji i Afryce, a Sputnik i Russia Today, swobodnie funkcjonujące poza Zachodem, bardzo skutecznie promują rosyjski punkt widzenia.

Najważniejszym przekazem skierowanym do zachodnich elit jest jednak ten, że Kreml nie odrzuca negocjacji pokojowych. Należy się przy tym pospieszyć, bo „im dalej to wszystko zajdzie, tym trudniej będzie z nami negocjować” – podkreślał Putin. W rzeczywistości będzie gotów rozmawiać, kiedy tylko domknie proces przejmowania Donbasu i utrwalania kontroli nad pasem lądowym łączącym Rosję z Krymem.

Najpierw ogłosi wyzwolenie republik donbaskich, a w sierpniu Sąd Najwyższy podejmie decyzję, czy obrońcy Mariupola, w tym żołnierze pułku Azow, są terrorystami, czy też przysługuje im status jeńców wojennych. Pokazowy proces pozwoli propagandowo rozegrać „sukces denacjonalizacji” Ukrainy, a zrównanie z ziemią kolejnych miast – uznać „neutralizację potencjału militarnego” Kijowa za osiągnięty cel. Najpewniej we wrześniu w Chersoniu odbędzie się referendum w sprawie przyłączenia rejonu do Federacji, czyli projekt Noworosji może stać się faktem. A wówczas rokowania pokojowe będzie można prowadzić nawet w nieskończoność.

Czytaj też: Czy Amerykanie wyjmą saudyjską kartę z talii Kremla?

Putinowi kończy się czas

Okoliczności nie są jednak tak sprzyjające dla Rosji, jak przedstawił je Putin. Kraj znalazł się bowiem w punkcie, w którym bardzo wyeksploatował swój potencjał militarny, a żeby poczynić poważne postępy, musiałby ogłosić oficjalną mobilizację i przestawić państwo na wojenny tryb. Coraz lepiej widać, że Rosja wyczerpała też swoje argumenty siły, bo coraz mocniej naciska na Białoruś i państwa OUBZ, żeby wzmocniły jej szeregi i wsparły „specoperację”. Bo jaka jest alternatywa? Rosja może spełnić swoje groźby (ale w tym scenariuszu niezbędne będzie ogłoszenie powszechnej mobilizacji) albo postawić na rozmowy dyplomatyczne. To drugie wymaga jednak porządnego przygotowania gruntu.

Temu służyło ostatnie wystąpienie Putina w Dumie. Od ponad 20 lat jest on graczem w polityce światowej, doskonale więc orientuje się we wszystkich jej nieformalnych mechanizmach. Wie, że każdą izolację można przełamać, a biznes i święty spokój są dla zachodnich elit bardzo kuszące. Ma więc kij, ma też marchewkę, nie ma jednak za dużo czasu. Najpóźniej jesienią nie będzie w stanie ukryć kryzysu gospodarczego w Rosji oraz tego, że sankcje faktycznie cofają jego państwo w rozwoju, uzależniając je politycznie i gospodarczo od Chin.

Czytaj też: Smok patrzy na tygrysy. Chiny mają problem z wojną w Ukrainie

Wojna. Decydujące tygodnie

Do tego czasu Putin musi zaszczepić w zachodnich elitach nadzieję, że męczącą już wszystkich wojnę da się realnie zakończyć. Jego oferta jest więc haczykiem, wędką zaś alternatywa: natychmiastowe rozmowy albo wieloletnia wojna na wyczerpanie. Aktualnie przywódcy państw NATO przewidują, że najbardziej prawdopodobny jest scenariusz „długiego marszu”. Sekretarz generalny Sojuszu Jens Stoltenberg zaznacza jednak, że najlepszym sposobem na zakończenie wojny jest stałe udzielanie pomocy Ukrainie i wspieranie jej w militarnym zwycięstwie. Właśnie tego chce uniknąć Moskwa. Ją interesuje zakończenie wojny w najbardziej korzystnym dla niej momencie i na jej warunkach.

Jeśli szef ukraińskiego wywiadu Kyryło Budanow ma rację i najdalej w sierpniu pojawią się widoczne rezultaty działań ukraińskiej armii, to pozycja negocjacyjna Kremla znacznie osłabnie i raczej Kijów, a nie Moskwa, będzie mógł twardo negocjować. Cała nadzieja Kremla i ryzyko Ukrainy leży dziś w prozaicznej, acz świętej pauzie urlopowej. Tych kilka tygodni lata może spowodować, że elity rządzące bogatego mieszczańskiego Zachodu skutecznie oderwą się od tematu wojny, docenią święty spokój, a po wakacjach wrócą pełne sił i zaangażowania do... rozmów z Siergiejem Ławrowem.

Czytaj też: Szczyt sojuszników Putina. Tu nikt go nie potępia

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Pusty Kościół. To już jest krach

Ks. prof. Andrzej Kobyliński o problemie pedofilii i innych grzechach polskiego Kościoła, kryzysie powołań oraz galopującej laicyzacji młodych.

Joanna Podgórska
04.03.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną