Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Macron znów chce rozmawiać z Putinem. To jakaś łamigłówka czy ponury żart?

Prezydent Rosji Władimir Putin Prezydent Rosji Władimir Putin Mikhail Metzel / Kremlin Pool / Zuma Press / Forum
Francuski prezydent znów zamierza rozmawiać z Putinem, choć niedawna historia stosunków Zachodu z Rosją powinna być ważnym ostrzeżeniem dla wszelkich nowych posunięć wobec Moskwy.

Po czterodniowej wizycie w USA, gdzie dyskutowano głównie o Ukrainie, prezydent Emmanuel Macron powiedział, że Zachód powinien rozważyć zarówno postulat Putina, by Rosji zapewnić jakieś gwarancje bezpieczeństwa, jak i rosyjskie zaniepokojenie rozszerzeniem NATO na wschód Europy. Tą wypowiedzią dla francuskiej telewizji Macron przedstawia sojusznikom łamigłówkę strategiczną: z jednej strony jest jasne, że Rosja nie zniknie z mapy Europy – a zwłaszcza z groźnego sąsiedztwa dla nas, Polaków – i trzeba będzie jakoś z nią żyć, lecz z drugiej strony nie sposób się z nią bezpiecznie układać, gdyż brutalnie i prymitywnie łamie podstawowe zasady ładu międzynarodowego, a zwłaszcza zasadę niewszczynania wojny. Ponadto: jak w hipotetycznym porozumieniu Zachodu z Putinem pominąć człowieczą potrzebę elementarnej sprawiedliwości? Jak doprowadzić do odpowiedzialności Putina i rosyjskiego establishmentu za barbarzyńskie i okrutne mordowanie ukraińskiej ludności cywilnej?

Rację tu ma sekretarz ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Ołeksij Daniłow, który porównuje te pokojowe propozycje Macrona do historycznej sytuacji z końca II wojny światowej, kiedy zamiast procesu zbrodniarzy w Norymberdze podpisano by z nimi rozejm przypieczętowany uściskiem dłoni.

Rosja się wami zaopiekuje

Macron już wcześniej, przed agresją 24 lutego, mówił o jakiejś konieczności „nowej architektury bezpieczeństwa europejskiego” z uwzględnieniem Rosji. Była to propozycja zbyt mglista, by ją przyjąć bez zadania podstawowych pytań. Co mianowicie miałoby być nowego i wartościowego w stosunku do postzimnowojennych zasad współżycia, zwłaszcza poszanowania granic w Europie, elementarnych praw człowieka i samostanowienia narodów? Rosja – ustami Putina – stawiała trzy postulaty w zakresie swego bezpieczeństwa: zastopowanie rozszerzania NATO, nierozmieszczanie żadnych rakiet w pobliżu jej granic i wycofanie struktur wojskowych Sojuszu w Europie do sytuacji sprzed 1997 r.

Warto przypomnieć, że Polska została do NATO przyjęta w 1999 r., a więc Rosja wyobraża sobie, że Polska, owszem, pozostałaby w pakcie, jednak bez żadnych wojsk sojuszniczych ani sojuszniczego wsparcia na swoim terytorium. Słowem, byłaby praktycznie w sytuacji Ukrainy przed 2014 r., polegając na zapewnieniu Putina, że na pewno nie zaatakuje. Rosyjskie żądania sprowadzają się do jednego: Europejczycy, blisko granic Rosji, bądźcie bezbronni! W razie potrzeby Rosja się wami zaopiekuje!

Czytaj też: Już nie ma bezpiecznych miejsc. Wnioski z pierwszej fazy wojny

Z Putinem trzeba ostrożniej

Macron zamierza znów rozmawiać z Putinem, kiedy tylko spotka się z dyrektorem generalnym Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, zaniepokojonym jak wszyscy, że Rosja tworzy nowe zagrożenie dla całego kontynentu, igrając z atomowym niebezpieczeństwem. Zrozumiałe jest pragnienie zakończenia wojny; nie można przecież miesiącami i latami bombardować miast, palić i zabijać, a nie wygląda na to, by Rosja zaprzestała agresji i okrucieństwa. W sytuacji ekstremalnej pierwszym postulatem staje się samo zachowanie życia. Ale jak skłonić Rosję do wstrzymania bombardowań i jak uzyskać jakąkolwiek pewność, że Putin dotrzyma jakiegokolwiek zobowiązania? Macron powinien bliżej i publicznie objaśnić, jak to sobie wyobraża. Dobrze przynajmniej, że francuski prezydent, kiedy mówi, że trzeba wszystko zrobić, by zmusić Rosję do powrotu do negocjacji, to równocześnie podkreśla, że sami Ukraińcy powinni zdecydować o swojej przyszłości i warunkach ewentualnego rozejmu, a nie ktokolwiek z zewnątrz.

Niedawna historia stosunków Zachodu z Rosją powinna być ważnym ostrzeżeniem dla wszelkich nowych posunięć wobec Moskwy. Przez lata pracy w dziale zagranicznym naszej redakcji zgromadziłem niemałe archiwum. Dziś wyciągam z niego ciekawy raport światowej Komisji Trójstronnej (USA, Japonia, Europa) z 2006 r. Teza: podejmowane wcześniej przez Zachód wysiłki angażowania Rosji do współpracy, proklamowanie z nią „partnerstwa strategicznego”, a nawet powierzenie jej przewodnictwa w Grupie Ośmiu (G8, tak było!) nie doprowadziły do lepszych z nią stosunków.

I gorzej, bo – pisali autorzy – „Rosja nie chce przyjąć ograniczeń, jakie się z partnerstwem wiążą”. Silne tendencje modernistyczne w samej Rosji w latach 2000–03 zostały nie tylko zahamowane, ale nawet cofnięte. Putin i cała rządząca grupa uległa pokusie przechwycenia bogactwa i władzy, a ta pokusa zatriumfowała nad planem długoterminowej modernizacji Rosji i integracji ze światem. „Było to zwycięstwo reakcjonistów nad reformistami, aparatczyków nad wolnym rynkiem i organów bezpieczeństwa nad liberalnymi zapadnikami (zwolennikami związania Rosji z Zachodem) i w ogóle społeczeństwem obywatelskim”.

Czytaj też: Najpierw strzelaj, potem negocjuj. Putin gra na czas, Zachód też może

Rosja jest nienasycona

Raport z 2006 r. ujmuje te ostrzeżenia w sposób elegancki, a mimo to zaleca pogłębienie współpracy z Rosją i związanie się wzajemnymi inwestycjami. Nic z tego nie wyszło. Dziś wiemy dobrze, że putinowska Rosja przyjęła sowiecką koncepcję przestrzeni: „razszirenije, a nie aswajanie” (ekspansja terytorialna, a nie zagospodarowanie tego, co jest). Nawet zanim nastali dzisiejsi agresywni raszyści, rosjofaszyści, rządzący establishment nie był w stanie zrozumieć, że mała Japonia bez wielkiego terytorium i bogactw naturalnych czy mikroskopijna Estonia radzą sobie w gospodarce nieporównanie lepiej niż Rosja z milionami kilometrów kwadratowych. A jest nienasycona i chce więcej.

Ostrzeżenie można też sformułować w związku z nadziejami na sprawiedliwość międzynarodową. To prawda, że powołano do życia Międzynarodowy Trybunał Karny i osiągnął on pewne sukcesy, bo kilku zbrodniarzy skazano. Ale sprawiedliwość międzynarodowa nie ma własnych prokuratorów ani wojska czy policji. Póki zbrodniarza nie ma fizycznie na ławie oskarżonych w niezawisłym sądzie, póty może sobie drwić ze społeczności międzynarodowej.

Zresztą w nadziejach na rozmowy z Putinem czy negocjacje pokojowe tkwi smutny paradoks: trudno z kimś negocjować, a potem go skazywać. Chyba że ruszy go sumienie i sam wymierzy sobie karę. Ale – w przypadku Putina – nie zanosi się na to. Sumienie? Ponure żarty.

Czytaj też: Czy Putin i inni mogą odpowiedzieć kiedyś za zbrodnie?

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Fotoreportaże

Świat kolekcjonerów zabawek. Ludzie bez pasji ich nie zrozumieją

Świat kolekcjonerów zabawek niewiele ma wspólnego z zabawami.

Juliusz Ćwieluch
28.01.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną