Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Prigożyn i Szojgu zwalczają się nawzajem. Putin pozwala. Taki jest plan

Jewgienij Prigożyn, zwany „kucharzem Putina”, właściciel Grypy Wagnera Jewgienij Prigożyn, zwany „kucharzem Putina”, właściciel Grypy Wagnera Mikhail Metzel / TASS / Forum
Wagnerowcy walczą na froncie, a ich szef Jewgienij Prigożyn ściera się z Siergiejem Szojgu. Obaj wiedzą, że wojna oznacza przetasowania w elicie władzy. Stawką w grze są przywileje w kręgu zaufanych Putina.

W Sołedarze trwają ciężkie walki. Niewykluczone, że ukraińska armia go straci, co pozwoli Rosjanom okrążyć oddalony o kilkanaście kilometrów Bachmut, a docelowo zabezpieczyć granicę administracyjną obwodu donieckiego. Doniesienia są jednak sprzeczne; jeszcze we wtorek Hanna Malar, wiceszefowa resortu obrony Ukrainy, zapewniała, że wojska nieprzerwanie bronią miasta, a już przed północą Jewgienij Prigożyn oświadczył, że jednostki Grupy Wagnera przejęły cały Sołedar.

Putin potrzebuje sukcesu

Zdaniem brytyjskiego wywiadu szturm na miasto ma znaczenie także ze względu na prawie 200-kilometrowy system tuneli w opuszczonej kopalni soli. W 2014 r. sól wydobywano tu na skalę przemysłową, a w innej części, jeszcze w czasach radzieckich, składowano broń i amunicję. Poza tym kontrola nad podziemnymi korytarzami usprawniłaby infiltrację za liniami przeciwnika.

Sołedar ma być dla Rosjan sukcesem. Zbliża się wszak pierwsza rocznica „specoperacji”, a lista poniżających porażek drugiej armii świata stale się wydłuża. Skuteczna ofensywa pozwoliłaby Putinowi ogłosić „realizację celu”, czyli przejęcie kontroli nad Donbasem. A potem w razie potrzeby zamrozić działania na froncie i zaproponować rozmowy pokojowe, ewentualnie ogłosić nową mobilizację i kontynuować natarcie.

Ten sukces chce zapewnić Putinowi Jewgienij Prigożyn, szef Grupy Wagnera. Dlatego robi wszystko, żeby żadna inna formacja nie przypisała sobie zasług w Sołedarze. „W mediach społecznościowych rozpowszechniane są fałszywe informacje, jakoby w zdobyciu Sołedaru brały udział różne jednostki wojskowe. Chciałbym podkreślić, że miasto przejmują wyłącznie jednostki Wagnera” – czytamy na stronie agencji Concord, służb prasowych Prigożyna.

Czytaj też: Najemnicy Kremla sieją postrach na świecie

Prigożyn kontra Szojgu

„Kucharz Putina”, jak Prigożyn bywa nazywany, walczy o podbudowanie reputacji swoich najemników jako skutecznej siły bojowej. W ostatnich tygodniach ponosili ciężkie straty, pod Sołedarem też walczą „lekkomyślnie” i nie liczą się z ofiarami. „Grupy szturmowe są niszczone jedna po drugiej w walkach kontaktowych na krótkim dystansie, ale nadal atakują i wprowadzają rezerwy” – ocenia Jurij Butusow, redaktor naczelny ukraińskiego portalu Cenzor.net.

Wagnerowcy walczą na froncie, a Prigożyn ściera się z ministrem obrony Siergiejem Szojgu. Szef najemników aspiruje do awansu w hierarchii „wybraństwa”, więc bezpośrednio zagraża pozycji ministra. Obaj też wiedzą, że wojna oznacza przetasowania w elicie władzy, a stawką w grze są przywileje w kręgu zaufanych Putina. Szojgu nie chce się nimi dzielić, Prigożyn jest zdesperowany. Próbuje wyrąbać sobie drogę do serca i umysłu Putina, a przy okazji także do jego kieszeni. Jak szacuje John Kirby, koordynator ds. komunikacji strategicznej w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego Białego Domu, Grupa Wagnera wydaje ok. 100 mln dol. miesięcznie na swoją działalność w Ukrainie.

Skazańcy do walki

Obaj mają swoich sojuszników – Prigożyn Ramzana Kadyrowa, Szojgu generałów i służby wojskowe. Putin pozwala im się wzajemnie zwalczać i z premedytacją nie opowiada się po żadnej ze stron. Nie dymisjonuje zażarcie krytykowanego ministra i pozwolił zrekrutować kryminalistów do prywatnej armii Prigożyna. Jak twierdzi Olga Romanowa, szefowa Fundacji „Siedząca Rosja”, może chodzić nawet o kilkadziesiąt tysięcy osadzonych. W grudniu Rada Bezpieczeństwa Narodowego USA podała, że spośród 50 tys. wagnerowców nawet ok. 40 tys. stanowią skazańcy.

Pierwsi z nich zostali właśnie ułaskawieni. „Każdy dostał, co chciał. Państwo obrońców, wy pieniądze, sławę i wolność” – mówił w ostatni poniedziałek Prigożyn do rekrutów, którzy odbyli zakontraktowane pół roku służby. Dziennikarze portalu Nastojaszczije Wriemia zidentyfikowali wśród nich kilku znanych przestępców, m.in. Anatolija Salmina, skazanego za morderstwo i wielokrotne kradzieże, handlarza narkotyków Dmitrija Karawajczyka z wyrokiem 17 lat więzienia i Dmitrija Karjagina, który zabił swoją babcię dla pieniędzy.

Reporterzy o sprawę ułaskawień dopytywali rzecznika Kremla Dmitrija Pieskowa. W odpowiedzi przypomniał jedynie, że ułaskawia wyłącznie dekret prezydencki. Nic takiego nie figuruje jednak w bazie aktów prawnych popisanych przez głowę państwa. Dokumenty najwyraźniej są więc tajne. I prawnie wątpliwe. Ewa Mierkaczewa, członkini Rady Praw Człowieka, informowała w poniedziałek agencję RIA Nowosti, że odpowiednie akty Putin podpisał jeszcze w lipcu, a ponieważ zawierają informacje o uczestnikach operacji wojskowych, musiały być objęte tajemnicą państwową.

Czytaj też: Wojna oczami rosyjskiej propagandy

Putin lawiruje i korzysta

Putin tymczasem sprawnie lawiruje i pozwala się zwalczać rywalizującym frakcjom. Przemilcza krytykę armii i zaprzyjaźnionego ministra obrony, ale go nie dymisjonuje. Gdy tylko Prigożyn i Kadyrow czują, że zyskali przewagę – wzmacnia generalicję. Kilka dni temu wrócił do łask m.in. gen. płk Aleksandr Lapin, zdymisjonowany w październiku za odwrót z Charkowa. Putin awansował go na stanowisko szefa sztabu wojsk lądowych.

Powrót Lapina ma ważny wydźwięk polityczny – Putin ostentacyjnie zignorował Prigożyna i Kadyrowa, krytyków armii, i poparł frakcję generalską. Abbas Galiamow, analityk polityczny, niegdyś autor przemówień prezydenta, jest pewien, że Putin ręcznie steruje systemem i nie pozwala, żeby jakakolwiek grupa wpływu wybiła się nadmiernie ponad inne. Szojgu wszak najchętniej przejąłby kontrolę nad wszystkimi prywatnymi firmami wojskowymi, tymczasem wyrosła mu pod nosem nowa siła zbrojna, prywatna i wyjęta spod prawa.

Dla Putina to wygodne rozwiązanie. A znając jego upodobania do historycznych analogii, uzna wagnerowców za współczesną opriczninę (formację Iwana Groźnego do zwalczania rywali i wzmacniania władzy carskiej), jak na łamach „Nowej Gaziety. Europa” przekonywał w listopadzie Leonid Gozman. Będą więc siłą przeznaczoną do eliminowania wrogów reżimu – i zewnętrznych, i wewnętrznych – podlegającą bezpośrednio głowie państwa i prowadzącą na jego rozkaz rozmaite nielegalne operacje. Niekoniecznie od razu przeciw opozycji, bo od tego Putin ma osobne służby.

Czytaj też: Rosyjski Goliat i ukraiński Dawid jednoręki

Oligarchowie nie śpią spokojnie

Wagnerowcy mogą być zatem młotem na czarownice. Czyli na kogo? Coraz wyraźniej ciążą Kremlowi oligarchowie. Prigożyn to wyczuwa; już podczas jesiennej mobilizacji proponował rekrutować do armii także dzieci najbogatszych Rosjan, a deputowanym do Dumy oferował wyjazd na front razem z jego najemnikami. „Tam przyniosą ojczyźnie pożytek” – obwieścił na swojej stronie.

Z kolei w czasie pogrzebu jednego z wagnerowców w grudniu wzywał do konfiskaty luksusowych dóbr należących do elit, które ignorują wojnę w Ukrainie albo jej nie popierają. Prigożyn mówi językiem Putina, który straszył niedawno oligarchów, twierdząc, że „sączą pieniądze z zagranicy i nie mają żadnych związków z krajem, stanowią więc zagrożenie dla Rosji”.

Czytaj też: Seria tajemniczych zgonów rosyjskich oligarchów. Za dużo wiedzieli?

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Fotoreportaże

Jaki sens szycia? Mamy w Polsce mistrzów, uczniów brak

Krawiectwo miarowe odradza się powoli, bo i powoli rośnie społeczna chęć podkreślenia ubiorem statusu, aspiracji oraz zwykłej satysfakcji z własnego wyglądu. Coraz mniejsze grono mistrzów ma pełne ręce roboty, a następców nie widać.

Marcin Piątek
05.02.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną