Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Gierasimow za Surowikina. Co oznacza zmiana rosyjskiego dowódcy w Ukrainie?

Nowy głównodowodzący rosyjskich wojsk na Ukrainie Walery Gierasomow Nowy głównodowodzący rosyjskich wojsk na Ukrainie Walery Gierasomow Sputnik/Reuters / Forum
Generał Surowikin przygotował teatr – uporządkował dowodzenie, wskazał kierunki wojny: walkę o Donbas, obronę lewego brzegu Dniepru i bombardowanie miast. Generał Gierasimow może dodać tym kierunkom tylko większego znaczenia, a cała Rosja wchodzi w tryb wojenny.

Prezydent Rosji Władimir Putin wymienił dowódcę wojsk rosyjskich w Ukrainie. Dotychczasowy, gen. Siergiej Surowikin, spadł na pozycję jednego z trzech zastępców gen. Walerego Gierasimowa. Znanego do tej pory ze stanowiska szefa sztabu Sił Zbrojnych Rosji, kamiennej, grubo ciosanej twarzy oraz z klęski, jaką okazało się nieprzygotowanie dowodzonej przez niego „drugiej armii świata” do pokonania słabszej Ukrainy.

Czytaj też: Po roku wojny rosyjski Goliat ma podbite oko. Co planuje gen. Surowikin?

Duet: minister i generał

Zmianę ogłosił minister obrony Siergiej Szojgu, znany z kolei z tego, że w ostatnich miesiącach pokazywał się z Gierasimowem wszędzie. Razem meldowali Putinowi w pierwszych tygodniach „sukcesy” armii rosyjskiej i przyjmowali od niego polecenia postawienia sił nuklearnych w stan podwyższonej gotowości. Szojgu lubił mieć Gierasimowa, generała z krwi i kości, przy sobie, sam przecież wojskowym nie był nigdy i niczym nie dowodził. W przeszłości był szefem sił reagowania kryzysowego, a reformę armii, którą zlecił mu w 2012 r. Putin, koncertowo położył – co tak tragicznie dla Rosjan ujawniło się w 2022 r.

Z powodu klęsk i niekompetencji Szojgu i Gierasimow stali się obiektami serdecznej nienawiści rosyjskich nacjonalistów oraz tzw. blogerów wojskowych. To wąska kasta ludzi, najczęściej byłych wojskowych, cieszących się przywilejami mówienia prawdy o przegrywanej wojnie w czasach, w których za samo powiedzenie słowa „wojna” można trafić do łagru. Blogerzy właśnie rzucali na obu gromy za wycofanie spod Kijowa w kwietniu, klęskę pod Charkowem we wrześniu czy wreszcie za oddanie Chersonia w październiku.

Minister i generał stali się w 2022 r. sprawcami rozczarowania – po objawieniu się fatalnego stanu armii, zdezorganizowanej, niezdolnej do prowadzenia operacji lotniczych i lądowych w skoordynowany sposób. Takiej, która przy brakach własnego wyposażenia musi sięgać do jedynych niezawodnych źródeł sprzętu: do Iranu, Korei Północnej lub magazynów pamiętających Związek Radziecki. I nie jest w stanie sprostać bohaterstwu żołnierzy ukraińskich i kompetencjom generałów Ukrainy, którzy przygotowali plany obronne i odgryzają się udanymi kontrofensywami.

Barbarzyński i skuteczny Surowikin

Wymiana dowódcy jest tym bardziej zaskakująca, że Surowikinowi ta wojna zaczęła iść całkiem nieźle, jak na niskie standardy rosyjskiej inwazji. Został mianowany na dowódcę sił rosyjskich na początku października ubiegłego roku już po klęsce, jakim okazała się ucieczka wojsk rosyjskich spod Charkowa. Surowikin skłonił Putina do oddania Ukraińcom leżącego na prawym brzegu Dniepru Chersonia, miasta którego Rosjanie po prostu nie mogli obronić. Ale ten taktyczny odwrót przeprowadził przynajmniej tak, że Ukraińcy nie byli w stanie razić wycofujących się sił okupanta.

Owszem, Surowikin odpuścił Chersoń, ale od jesieni dotkliwie i za cenę wielkich strat po obu stronach napiera na Ukrainę w Donbasie, czego ostatnią odsłoną są zmagania o Bachmut i Soledar. Choć oba miasteczka pozbawione są strategicznego znaczenia i położenia, zamysł operacyjny Surowikina prawdopodobnie przewidywał związanie Ukraińców krwawym bojem i wyczerpanie ich, zanim jeszcze wiosną dostaną z Zachodu czołgi i transportery opancerzone.

To Surowikin był autorem kampanii bombardowań rakietami miast i elektrowni ukraińskich, kampanii, która niemal rzuciła Ukraińców na kolana. Myśl wojskowa Surowikina – zwanego „Armageddonem” za działania w Syrii, była barbarzyńska, zbrodnicza i okrutna, ale jednak skuteczna. Żaden inny generał rosyjski, na czele z Gierasimowem, nie może tego o sobie powiedzieć.

Czytaj też: Surowikin. Nowy dowódca Rosjan zwiastuje kampanię terroru

Spisek przeciwko Prigożinowi?

Skąd ta zmiana zatem, nielogiczna pozornie z punktu widzenia Kremla i szans na uporządkowanie kampanii? Oczywiście uruchomiła się cała „kremlinologia”: czy Putin słabnie, a Szojgu rośnie? A może generałowie Kremla poczuli się zagrożeni przez czystki, a Surowikin jest pierwszą ofiarą? Paliwa tym spekulacjom dolewa fakt, że odsunięty od dowodzenia generał był pupilem Jewgienija Prigożina, czołowego warlorda Rosji (pasuje do niego to określenie, którym nazywano watażków rządzących brutalnie Afganistanem).

Prigożin, właściciel armii najemników znanej jako Grupa Wagnera, zbudował swoją potęgę w ostatnich kilku miesiącach wojny, kiedy dostarczył Putinowi wojaków wziętych prosto z rosyjskich więzień. Od tygodni szturmują oni i padają jak muchy pod Bachmutem, a Prigożin się wśród nich pokazuje tak, jak nie umie żaden czynny generał. I jego ludzie walczą tak, jak nie potrafi najwyraźniej walczyć regularna armia rosyjska.

Ten warlord tak urósł na wojnie, że pozwala sobie na publiczne obrażanie Gierasimowa i Szojgu, którzy według niego „siedzą w ciepłych biurach”, podczas gdy prawdziwi wojownicy – jego wagnerowcy – krwawią. A kiedy wagnerowcy wyzywają publicznie i w sieci Szojgu od „pederastów” i „matkojebców”, Prigożin przyznaje im rację i oskarża MON, że nie potrafi dostarczyć im amunicji.

Teoria kremlinologiczna mówi zatem, że odsunięcie Surowikina i promocja Gierasimowa jest w istocie spiskiem kadr generalskich przeciwko Prigożinowi i jego protegowanemu – Surowikinowi właśnie, który okazał się zbyt sprawny i kompetentny. Tę rundę wygrywają generałowie, ale Prigożin się jakoś odwinie.

Czytaj też: Prigożyn i Szojgu zwalczają sie nawzajem. Putin na to pozwala. Taki jest plan

Putin podnosi rangę konfliktu

W kremlinologii czai się zresztą ziarno prawdy o naturze dyktatury w ogóle. Wiadomo przecież, że tyrani ponad kompetencje i sprawność generałów cenią sobie bardziej lojalność najgłupszych nawet poddanych. Lepiej przegrać wojnę z głupimi poplecznikami niż nadstawić plecy na noże tych mądrzejszych, którzy obawiają się, że dosięgnie ich kara za niekorzystny przebieg walk. Dyktator Putin bardziej może obawiać się Gierasimowa i Szojgu, moskiewskich wyjadaczy, którzy poczuli się zagrożeni napaściami Prigożina. Odsuwając Surowikina od dowodzenia, też za mocno go nie skrzywdził, zachowa on prawdopodobnie dowodzenie siłami powietrznymi operacji. 31 grudnia dostał najwyższe rosyjskie odznaczenie wojskowe od Putina.

Ciekawsze od nieprzeniknionej kremlinologii mogą być jednak wojenne skutki tych przesunięć. Gierasimow niewątpliwie będzie odpowiadał za kampanię wiosenną Rosjan, solidniej tym razem przygotowaną przez Surowikina. Mając poparcie Szojgu, będzie mógł zażądać i przeprowadzić dodatkową mobilizację, będzie mógł też swobodnie sięgać do wciąż istniejących rezerw w rosyjskiej armii. Ruch Putina podkreśla, że wojna – dowodzona przez znanego wszystkim Gierasimowa – jest starciem najważniejszym i decydującym nie tylko o przyszłości Szojgu i jego sojusznika, ale również innych aktorów.

Putin wystawiając tę parę do dowodzenia, podnosi rangę konfliktu, co może pomóc Gierasimowi np. przekonać białoruskich generałów do napaści na Ukrainę. Surowikin przygotował teatr – uporządkował dowodzenie, wskazał kierunki wojny: walkę o Donbas, konieczność obrony lewego brzegu Dniepru i bombardowanie miast, jako czynniki, które zdecydują o przyszłym wyniku. Gierasimow może dodać tym kierunkom tylko większego znaczenia. Można się więc spodziewać raczej eskalacji działań przez nowe dowództwo, niż ich zwijania. Nadawanie wojnie i jej dowódcom znaczenia zgodne jest zresztą z przestawieniem przez Putina całej Rosji w tryb wojenny.

A Prigożin i jego powarkiwania? Wkrótce się skończą. Tyranowi nie jest potrzebny zbyt głośny szef najemników. Potrzebni mu są na pewno lojalni generałowie.

Czytaj też: Nie Sołedar będzie kluczowy, a Bachmut. Niepokoją ruchy na Białorusi

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Fotoreportaże

Jaki sens szycia? Mamy w Polsce mistrzów, uczniów brak

Krawiectwo miarowe odradza się powoli, bo i powoli rośnie społeczna chęć podkreślenia ubiorem statusu, aspiracji oraz zwykłej satysfakcji z własnego wyglądu. Coraz mniejsze grono mistrzów ma pełne ręce roboty, a następców nie widać.

Marcin Piątek
05.02.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną