Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Unijny spór o mury na granicach i relacje handlowe z USA. Bruksela łamie tabu

Unijny szczyt w Brukseli 9–10 lutego 2023 r. Unijny szczyt w Brukseli 9–10 lutego 2023 r. Unia Europejska
UE stawia na umacnianie granic i usprawnienie deportacji migrantów. Nie gasną zarazem spory o to, czy fundusze spójności i zmiany w Funduszu Odbudowy wystarczą, by konkurować z USA i Chinami w dziedzinie czystych technologii.

Migracja – choć z wykluczeniem kwestii uchodźców z Ukrainy – była jednym z głównych tematów szczytu zakończonego w piątek nad ranem w Brukseli. W 2022 r. granice zewnętrzne UE nielegalnie przekroczyło ok. 330 tys. osób, czyli 46 proc. więcej niż w poprzednim roku, a największy wzrost notowany jest na szlaku przez Bałkany (o 136 proc.), przez Morze Śródziemne do Włoch (o 51 proc.) i do Hiszpanii (o 21 proc.). Kilka krajów, m.in. właśnie Włochy, nie przestrzega reguły, że migranci powinni w kraju „pierwszego kontaktu” z UE czekać na decyzje o przyznaniu im ochrony międzynarodowej lub ich odesłaniu (nawet jeśli oznaczałoby to zamykanie ich w chronionych ośrodkach), co sprawia, że jednocześnie rośnie „wtórna migracja”. Belgowie i Holendrzy narzekają na napływ przybyszów, którzy przeprawili się do Europy przez Morze Śródziemne i ruszyli na północ.

Szczyt UE. Migracje i deportacje

Premierka Włoch Giorgia Meloni przekonywała w Brukseli, że gdyby rzeczywiście wstrzymać „wtórną migrację” wewnątrz Unii, to jej kraj zamieniłby się w „państwo uchodźców”. Rzym od lat domaga się solidarnego przyjmowania migrantów przez wszystkie kraje UE (w formie obowiązkowej relokacji). Ponieważ jednak taka reforma nie ma na razie szans, to na szczycie ustalono, że Unia skupi się na umacnianiu zewnętrznych granic i usprawnieniu deportacji.

Przyjrzenie się działaniom „prywatnych podmiotów” (chodzi głównie o NGO-sy) na granicach zlecono szefom MSW poszczególnych państw. Zapowiada to spór o postulowane przez Włochy uregulowanie ich działań ratowniczych na morzu. Zgodnie z prawem międzynarodowym po przejęciu na morzu ludzie powinni być odstawiani do pobliskiego portu, co w praktyce często oznacza porty włoskie. Teraz Włochy chciałyby się podzielić tą odpowiedzialnością z macierzystymi krajami NGO-sów. Rząd Meloni wzywał przed szczytem do ściślejszej współpracy m.in. w sprawie operacji prowadzonych przez prywatne statki (handlowe i pozarządowe) pływające pod banderą państw UE. Może to prowadzić do zadrażnień z Niemcami, gdzie ulokowały się siedziby dużych NGO-sów działających w środkowej części Morza Śródziemnego, czyli odstawiających migrantów do Włoch.

Ponadto Unia ma przyspieszyć prace nad wzajemnym uznawaniem decyzji deportacyjnych poszczególnych krajów UE. A także „wspólnym głosem” rozmawiać z krajami spoza Unii, by współpracowały w hamowaniu migracji i przyjmowały odsyłanych przybyszów. Obecnie tylko 21 proc. migrantów, którym w UE odmówiono ochrony międzynarodowej (lub o nią nie poprosili), wyjeżdża lub jest skutecznie deportowana. Część unijnych państw chce, by Bruksela zagroziła cięciami w funduszach (w ramach pomocy rozwojowej) m.in. krajom Afryki, które nie współpracują w zakresie migracji, ale na szczycie nie podjęto decyzji w tej sprawie.

Czytaj też: Znów zatonęła łódź z uchodźcami. Europa na ten kryzys nie jest gotowa

Kto zapłaci za mury na granicy UE

Z kolei długi spór o finansowanie przez UE budowy murów granicznych (lub innych fizycznych barier) zakończył się przyzwoleniem na pośrednie złamanie tego tabu. Ursula von der Leyen przeciwstawiała się w ostatnich miesiącach takiemu postulatowi wbrew większości krajów, ale na szczycie wezwano Komisję do „uruchomienia znacznych funduszy” dla wzmocnienia „infrastruktury, środków nadzoru, w tym nadzoru powietrznego” na granicach.

Czy to oznacza finansowanie murów? „Jeden z projektów pilotażowych dotyczy sytuacji, gdy istnieje ogrodzenie, ale nic poza tym. A zatem potrzeba kamer, nadzoru elektronicznego, drogi wzdłuż ogrodzenia dla patroli. Trzeba wież strażniczych, pojazdów. To wszystko powinno być częścią zintegrowanego pakietu [pomocy dwustronnej i unijnej]” – tłumaczyła von der Leyen. Chodzi o granicę Bułgarii z Turcją, choć szefowa KE nie wymieniła nazw tych krajów.

Znaczyłoby to, że Bułgaria będzie mogła wykorzystać pieniądze z Brukseli m.in. na personel graniczny, drogę wzdłuż ogrodzenia i kursujące nią pojazdy pograniczników, a zaoszczędzone w ten sposób własne środki użyć do sfinansowania wzmocnienia ogrodzenia. W rezultacie – jak po szczycie tłumaczył m.in. austriacki kanclerz Karl Nehammer – Bułgaria de facto opłaci ogrodzenia, nawet jeśli będzie nadal twierdzić, że teoretycznie tego nie robi.

Czytaj też: Nielegalni imigranci: palący problem Europy

„Obowiązkowa solidarność” dzieli Unię

Bruksela cały czas oficjalnie przekonuje, że osiągalne jest uzgodnienie całościowej reformy azylowo-migracyjnej przed końcem kadencji Parlamentu Europejskiego w 2024 r., ale wydaje się to coraz mniej możliwe. Powodem klinczu jest „obowiązkowa solidarność”. W projekcie Komisji z 2016 r. kryzysowy napływ migrantów miałby uruchamiać rozdzielnik uchodźców, z kolei w projekcie z 2020 wprowadzono obowiązkową „elastyczną solidarność” – relokację można by zastąpić m.in. „sponsorowaniem powrotów”. Chodzi o to, że np. Polska brałaby na siebie ciężar finansowy i administracyjny deportacji określonej w rozdzielniku migrantów, których wnioski azylowe odrzuciły np. Włochy. Mogłoby to prowadzić do przewożenia tych osób do Polski, gdyby okazało się, że nie chcą ich przyjąć np. kraje pochodzenia.

Za „obowiązkową solidarnością” najbardziej opowiadają się Grecja, Włochy, Malta, Cypr i Hiszpania. Natomiast sprzeciw wobec obowiązkowej relokacji (a także „sponsorowaniu powrotów”) zgłaszają kraje Grupy Wyszehradzkiej, Austria i Dania.

Czytaj też: Odbijanki, odpychanki. System wypychania emigrantów

Jak konkurować z USA i Chinami

Innym tematem szczytu była odpowiedź Unii na amerykański Inflation Reduction Act (IRA), czyli wart 369 mld dol. program wsparcia czystych technologii za pomocą ulg podatkowych i dotacji. Rozpalił on w UE spory, jak zachować równe zasady konkurencji z Ameryką, zapobiec ucieczce inwestorów z Europy, a jednocześnie uniknąć szkodliwego wyścigu na subsydia.

Komisja Europejska już w zeszłym tygodniu zaproponowała dalsze luzowanie zasad „pomocy publicznej”, czyli głównie państwowych subsydiów i ulg podatkowych dla przemysłu w Unii, by mógł konkurować z Ameryką (i Chinami) w dziedzinie czystych technologii. Reguły pomocy publicznej KE poluzowała w czasie pandemii, a przedłużyła je ze względu na wojnę w Ukrainie. Zatwierdziła 673 mld euro takiej pomocy, z czego aż 53 proc. przypada na Niemcy (ich udział w unijnym PKB to ok. 25 proc.), a 24 proc. na Francję (17 proc. PKB). Na Polskę przypada tylko 11 mld euro. Zatwierdzenie pomocy nie musi oznaczać jej pełnego wykorzystania, ale liczby – m.in. zdaniem Polski – pokazują nierównowagę grożącą premiowaniem niemieckiego przemysłu, bo Berlin ma pieniądze na dotacje. „Nie chcemy, by polscy przedsiębiorcy byli poszkodowani dlatego, że inne państwa UE są bogatsze i mają możliwości sięgania do swoich głębokich kieszeni” – powiedział w Brukseli premier Mateusz Morawiecki.

Francja zgłosiła pomysł szybkiego powołania nowego funduszu, który wyrównywałby szanse między państwami w zakresie dotacji dla przemysłu. Jednak Bruksela na razie stawia na ewentualne przekierowywanie i ułatwianie wydawania pieniędzy z polityki spójności i Funduszu Odbudowy, a nie na kolejne wspólne zadłużanie się Unii, by zdobyć środki na konkurowanie w czystych technologiach. Temat ma powrócić na marcowym szczycie UE.

Czytaj też: Jesteśmy u progu międzynarodowej wojny handlowej

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Wydania specjalne

Czego uczy nas pokolenie „zetek”

Łączą nas podobne potrzeby, wystarczy jedynie się wzajemnie wysłuchać – postuluje prof. Tomasz Sobierajski.

Grażyna Morek
09.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną