Dyrektorem Krajowego Wywiadu, jak w USA nazywa się koordynator działalności 18 agencji wywiadowczych (w tym CIA), została niedawna kongresmenka Tulsi Gabbard, weteranka armii bez żadnego doświadczenia w służbach specjalnych. Zasłynęła wypowiedziami w obronie napaści Rosji na Ukrainę oraz wyjazdem do Syrii i spotkaniem z ówczesnym dyktatorem Baszarem Asadem, którego nazywała przyjacielem Ameryki.
Czytaj też: Talia Trumpa. Wszyscy ludzie prezydenta
Kontrowersyjne nominacje Trumpa
Sekretarzem Obrony jest wcześniej już zatwierdzony 41-letni Pete Hegseth, również były wojskowy, weteran wojen w Iraku i Afganistanie, znany głównie z występów w Fox News, pijaństwa i mało eleganckich podbojów erotycznych. Będzie teraz kierował resortem zatrudniającym 3 mln ludzi (żołnierzy i cywilów), chociaż dotychczas zarządzał tylko małą organizacją weteranów, gdzie – jak się podejrzewa – mógł popełnić nadużycia finansowe.
Dyrektoriat FBI obejmie Kash Patel, prawnik bez doświadczenia w organach ścigania, fanatyczny działacz MAGA. Biuro federalnej policji, którym będzie kierował, uważa on za gniazdo agentów spiskujących przeciwko Trumpowi, czego dowodem mają być wytaczane mu sprawy karne i śledztwa przeciwko uczestnikom szturmu na Kapitol 6 stycznia 2021 r. Przygotował „listę wrogów” Trumpa, których zaczął już wyrzucać z FBI.
Posadę sekretarza Departamentu Zdrowia i Służb Socjalnych (HHS) otrzymał Robert F. Kennedy, prawnik i bratanek zamordowanego prezydenta J.F. Kennedy’ego, lider ruchu antyszczepionkowców.
Nominacje przeszły zgodnie z podziałem partyjnym – niemal wszyscy senatorowie Partii Demokratycznej głosowali przeciw, prawie wszyscy Republikanie – za. Kilkoro republikańskich senatorów wahało się, wyrażając zastrzeżenia podczas przesłuchań w komisjach Senatu. Ostatecznie jednak oddali głos za zatwierdzeniem, kiedy trumpiści zagrozili im, że jeśli tego nie zrobią, partia cofnie poparcie dla nich w prawyborach przed wyborami do Kongresu w 2026 r., wystawiając alternatywnych kandydatów. Lęk o posadę okazał się silniejszy niż troska o dobro kraju.
Czytaj też: Trump wie, że głównych obietnic nie spełni. Są powody do zmartwień
Gabbard: agentka wpływu?
Podczas przesłuchania Gabbard przed senacką komisją ds. wywiadu senatorowie wypytywali szczególnie o jej apele o ułaskawienie Edwarda Snowdena, byłego agenta Narodowej Agencji Bezpieczeństwa oskarżonego o szpiegostwo (udostępnił mediom tajne informacje ze swojej agencji). Snowden tłumaczył, że chodziło mu o ujawnienie programu inwigilowania obywateli, który uznał za nielegalny i nieetyczny, ale to tylko ułamek tysięcy dokumentów zawierających tajemnice wywiadowcze, w tym dane agentów.
Gabbard, naciskana, by nazwała Snowdena zdrajcą, wielokrotnie odmówiła, mówiąc tylko, że „złamał prawo”. Samozwańczy sygnalista uciekł do Rosji, gdzie otrzymał obywatelstwo. Republikańskim senatorom nie przeszkodziło to w zatwierdzeniu nominacji Gabbard. Decyzji tej nie zmieniły także jej wykrętne wypowiedzi na temat Rosji. Senatorom wystarczyły ogólnikowe deklaracje, że będzie niezłomnie bronić interesów bezpieczeństwa Ameryki, tak jak w armii, gdzie dosłużyła się stopnia pułkownika. Republikanie pozostali głusi na argumenty senatorów demokratycznych, że ktoś podejrzewany, jak Gabbard, że może być rosyjskim agentem wpływu, nie będzie wiarygodnym partnerem w relacjach z wywiadami państw sojuszniczych, z którymi USA dzielą się informacjami tego rodzaju.
Przesłuchania w komisjach Gabbard i Patela różniły się pod jednym względem – republikańscy senatorzy, od których w praktyce zależało zatwierdzenie nominacji, dużo lepiej traktowali nominata Trumpa na dyrektora FBI niż nominatki na szefową DNI.
Parasol nad Patelem
Przesłuchiwany przed senacką komisją wymiaru sprawiedliwości Patel musiał odpowiedzieć na pytania dotyczące jego zajadłych ataków na Demokratów i administrację Joe Bidena. Dlaczego prokuratorom oskarżającym Trumpa, politykom demokratycznym i sympatyzującym z nimi dziennikarzom groził dochodzeniami i represjami, gdy zmieni się władza w Białym Domu? Patel bronił się, utrzymując, że jego wypowiedzi są wyrwane z kontekstu. Podawane cytaty wcale nie zniekształcały ich sensu i potwierdzały tylko, że nie jest obiektywnym prawnikiem, lecz partyjnym działaczem do specjalnych poruczeń.
Pytań o jego rolę w kampanii Trumpa było wiele, ale wszystkie zadawali senatorowie demokratyczni. Republikanie rozpostarli nad Patelem parasol ochronny i wychwalali jego plany wszczęcia śledztw przeciw Demokratom i czystki w FBI. Nominat zapewniał, że nie przygotowuje żadnej „listy wrogów” prezydenta, chociaż w książce „Government Gangsters” wymienił 60 takich osób jako obiekty przyszłego śledztwa FBI. Zapewniał też, że FBI pod jego kierownictwem „nie będzie upolityczniona i nie podejmie żadnych działań odwetowych”. Odmówił wszakże deklaracji, że poda się dymisji, jeżeli Trump zażąda od niego działań bezprawnych.
W jednym punkcie Patel zrobił niespodziankę – jak powiedział, nie uważa, by należało łagodzić kary więzienia orzeczone na rzecz uczestników szturmu na Kapitol, którzy używali przemocy przeciw policji. Tymczasem w dniu inauguracji Trump ułaskawił blisko 1,5 tys. uczestników tych zamieszek, a kary kilkunastu złagodził.
Nie ulega jednak kwestii, że Patel, podobnie jak Gabbard i Hegseth, otrzymali kierownicze posady po to przede wszystkim, aby w swych departamentach i agencjach zrobić radykalne czystki w celu zastąpienia obecnych kadr lojalistami Trumpa. Dla prezydenta to ważniejsze niż szkody, które mogą wyrządzić Ameryce.
Trump przynosi wstyd sobie i swemu krajowi. Ale największym problemem jest ponad 70 mln ludzi, którzy na niego głosowali, oraz republikańscy politycy, którzy ulegają mu, pozwalając, by pchał Amerykę w stronę „demokratury”.