1369. dzień wojny. Rosja weszła w drugą fazę konfrontacji z Polską? Będą szokować i eskalować
Po ponownym przeanalizowaniu umowy stanowiącej podwalinę pod pakt Dmitriew–Witkoff szczególnie uderza nas punkt 9, w którym mowa o tym, że „w Polsce będą stacjonować europejskie myśliwce”. Takie dookreślenie, co może stacjonować w naszym kraju, nie wydaje się przypadkowe: może wykluczać myśliwce amerykańskie, jakiekolwiek obce czołgi, działa i żołnierzy wojsk lądowych. Oczywiście nie jest to obowiązująca interpretacja, ale całkiem możliwa. Gdyby Rosjanie chcieli nas zaatakować, spokojnie mogliby uznać za casus belli stacjonowanie u nas jakiegoś batalionu zmechanizowanego NATO. A administracja Trumpa mogłaby im przyznać rację...
Rosjanie, co ciekawe, odrzucają 28-punktowy plan Trumpa, z kolei sekretarz stanu USA Marco Rubio powiedział, że to tylko lista życzeń Moskwy. Czyżby Steve Witkoff źle zapisał coś, co mu podyktowano? Mówiąc serio: Kreml dalej gra na nosie Amerykanom. Podrzucili projekt, który mają w głębokim poważaniu, mając świadomość, że Kijów go odrzuci, a tak naprawdę wcale nie zamierzają przerywać działań, bo czują krew. Aleksiej Czepa, wiceprzewodniczący komisji polityki zagranicznej Dumy, powiedział, że plan musi uwzględniać wszystkie żądania Rosji. Putin wie, że jeśli Zełenski go odrzuci, winny będzie Kijów, a nie Moskwa. Pomoc USA zostanie zatrzymana i będzie można działać – jak Rosjanie wierzą – do rychłego zwycięstwa. Trzeba tylko wyrzucić Polskę z tej układanki, żeby także europejską pomoc co najmniej ograniczyć.